Wieczór z Julią Marcell

Twórczość Julii Marcell znaliśmy do niedawna bardzo pobieżnie. Po sobotnim występie w tyskiej Mediatece wiemy już przynajmniej tyle, że z tej śmiało kroczącej własną ścieżką, coraz mniej anonimowej, coraz wyżej ocenianej przez publiczność i krytykę artystki całkiem niezłe, przepraszamy za wyrażenie, sceniczne zwierzę. Bardzo lubimy powściągliwe, przemyślane występy muzyków świadomych tego, że scena to coś więcej niż miejsce, na którym należy przyzwoicie odtworzyć kilka piosenek, popisać się wokalem, czy grą na instrumentach. Julia Marcell najwyraźniej doskonale wie, czym chce się z publicznością podzielić i, co wcale nie częste, potrafi dobrać do tego odpowiednie narzędzia. Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze, na jakimś kameralnym koncercie przyjdzie nam się z tą urodziwą Panią spotkać.

Luty 2018.

Spotkanie

Zdarzają się nieraz spotkania, które przywracają wiarę. Nie w bóstwa, nie w instytucję jakiegoś kościoła, ale w człowieka. W jasność ludzkiego umysłu, w czystość intencji i serca, w ludzką empatię i wrażliwość. Poniżej skromny ślad po wizycie księdza Adama Bonieckiego w tyskiej Mediatece. Bardzo pożywny to był dla nas wieczór.

Styczeń 2018.

Barwy Kromieryża

Kiedy w 2016 roku pierwszy raz spotkaliśmy się z Kromieryżem (patrz tutaj), zachwyceni szlachetnością jego miejskiej tkanki obiecaliśmy sobie, że do „Hanackich Aten”, jak bywa nieraz nazywany ten ważny w historii Moraw ośrodek, wrócimy w niedalekiej przyszłości. Całkiem niedawno doszliśmy do wniosku, że niedaleka przyszłość już chyba nadeszła i chwilę później ruszyliśmy na południe, by dać się porządnie rozbujać ulubionym czeskim trunkom, sprawdzić organoleptycznie kondycję kromieryskich hoteli oraz jadłodajni, a przede wszystkim przekonać się, jak dawna siedziba biskupów i arcybiskupów ołomunieckich prezentuje się w styczniowym przebraniu. Śniegu niestety zabrakło, ale za to zimowe słoneczko specjalnie na nasz przyjazd hojnie przemalowało zabytkowe mury miasta wiązkami prześlicznego światła.

Styczeń 2018.

W stronę Małego Krywania

Solidnie już stęsknieni za bielą zimy ruszyliśmy niedawno w stronę słowackiej Małej Fatry, by na jej głównej grani, z dala od codziennego zgiełku posłuchać, jak pada śnieg. Urodziła się z tego całkiem owocna, przyjemnie męcząca przygoda, która swoją kulminację osiągnęła na nieznanym nam dotychczas Małym Krywaniu. Poniżej skromna galeria – trochę portretów z drogi i kilka zimowych panoram.

Słowacja 2018.

Świąteczna przejażdżka na Klemensową Górkę

Miało być świąteczne spotkanie z przemrożonymi, otulonymi białą pierzyną górami, ale pogoda tradycyjnie pod koniec grudnia trochę zwariowała, więc wybraliśmy aktywność mniej ekstremalną. Tak sprzyjających rowerowym przejażdżkom warunków o tej porze roku absolutnie się nie spodziewaliśmy. Na Klemensowej Górce zameldowaliśmy się w temperaturze niemal dziesięciu stopni, przy całkiem żwawo operującym, lekko tylko przyduszonym przez smog słonku.

26 Grudzień 2017.

Powitanie zimy

Beskid Śląsko-Morawski, a precyzyjniej rzecz ujmując – rozciągnięta między przełęczą Pustevny i szczytem Radhoszcz (Radhošť) spacerowa grań. Nasze pierwsze w tym roku górskie spotkanie z zimą, która, trzeba przyznać, od razu ujawniła swoją najprawdziwszą twarz, nie szczędząc nam ani śniegu, ani kilkunastostopniowego mrozu, ani huraganowego wiatru. Krótka to była przygoda, ale niezwykle intensywna. Dawno już tak solidnie nie przemarzliśmy.

Czechy 2017.

Z wizytą w Krakowie

Grudzień A.D. 2017 rozpoczęliśmy wizytą w miejscu, w którym z niewyjaśnionych powodów bardzo dawno nas już nie było. W drodze na piętnastą edycję największego w Polsce festiwalu górskiego znaleźliśmy czas na krótki spacer po zaskakująco pogodnej w tym momencie krakowskiej starówce. Spoglądając na niebieskie niebo trudno było przypuszczać, że niedużo później brukowane uliczki i dachy zabytków przykryje kilkucentymetrowa warstwa śniegu.

Kraków 2017.

Przez Arles do Camargue

Strzegące południowo-zachodnich krańców francuskiej Prowansji kameralne Arles to nie tylko urocze miasteczko pełne monumentalnych zabytków, z których najstarsze liczą sobie ponad 2000 lat, lecz również „brama” do Camargue – ulokowanego w delcie Rodanu, podmokłego „królestwa” komarów, dzikich koni, słynnych czarnych byków oraz różowych flamingów.

Francja, wrzesień 2017.

Listopad w Parku Północnym

Jak w temacie. Park Północny w listopadowej szacie. Trzy dość przypadkowe fotografie.

Tychy 2017.

Niegowonicki epizod wspinaczkowy

Jeszcze do niedawna zaśmiecone, zarośnięte, oszpecone prymitywnymi bohomazami wzgórze Kromołowiec uchodziło za jeden z najbardziej ewidentnych przykładów dewastacji naszych jurajskich ostańców. Na szczęście dzięki wytężonej pracy grupy ludzi (wycinka, sprzątanie, czyszczenie, piaskowanie, itp.) położone na terenie Niegowonic skały znów odzyskały swój turystyczny i wspinaczkowy walor. A że jakiś czas temu na całkiem estetycznych, wapiennych ścianach pojawiły się również nowe stanowiska zjazdowe i ringi, postanowiliśmy w końcu przetestować potencjał tego położonego ledwie 50 kilometrów od naszego domu sektora. Pomysł przerodził się w dobry dzień. Zaskakująco przyjemne drogi nie stawiały większego oporu. No i pogoda dopisała – przesadny upał ani przez moment nas ze skał nie przeganiał ;)

Listopad 2017.

Na szwajcarskich szlakach vol.2

Zamykająca chyba ostatecznie temat naszego tegorocznego wypadu do przepięknej Szwajcarii, druga galeria obrazków z alpejskich szlaków kantonu Valais.

Wrzesień 2017.

Na szwajcarskich szlakach vol.1

Wyruszając do Szwajcarii wiedzieliśmy, że tydzień to zdecydowania za mało, by bliżej poznać tą cudnie pofałdowaną krainę. Postanowiliśmy więc, ignorując wszelkie kaprysy alpejskiej pogody i pomruki naszych niedoleczonych kontuzji, dobrze wykorzystać każdy dzień, każdą godzinę, każdą minutę. Na górskich szlakach spędziliśmy naprawdę dużo czasu, a na kartach naszych aparatów zapisało się całkiem sporo tułaczych pamiątek. Poniżej pierwsza ich część.

Valais, wrzesień 2017.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Aosta.

Pomysł, by odwiedzić słoneczną Aostę – stolicę najmniejszego, ale i najbardziej górzystego z włoskich regionów – kiełkował w naszych głowach już od wielu lat. Wreszcie stało się. Całkiem niedawno, wioząc do domu z Prowansji ciężki ładunek wakacyjnych wrażeń, urządziliśmy sobie w tym atrakcyjnym zakątku, ukrytym za szczelnym murem najwyższych alpejskich ścian, dwudniową pauzę. Poniżej kilka stamtąd obrazków.

Włochy 2017.

Roussillon – na ścieżce ochry

Z przyjemnie sielskiego, trzydniowego pobytu w urokliwym Roussillon – popularnej wśród turystów, prowansalskiej stolicy ochry – w pamięci przede wszystkim została charakterystyczna dla tych stron, niezwykła, miejscami niemal nadrealna mozaika kilku ognistych barw: czerwieni, różu, żółci i oranżu.

Francja 2017.

Przez Prowansję

W Prowansji szukaliśmy przede wszystkim ciszy, spokoju oraz przestrzeni zdolnej pomieścić nasze przywiezione z ojczyzny zmęczenie. Omijaliśmy duże osiedla, a najlepiej czuliśmy się w kameralnych miasteczkach i niewielkich wioskach pięknie wkomponowanych przez jakiegoś zmyślnego architekta w ten jakże charakterystyczny, wzniesiony na bazie skały i słońca krajobraz. Aż chciałoby się gdzieś tam, któregoś dnia zamieszkać.

Francja, wrzesień 2017.

Wielki Kanion Verdon

Za naszym oknem z pełną mocą rozbrzmiewać wreszcie zaczęła cudna symfonia złotej jesieni. A w jej nie mniej wybitne preludium całkiem niedawno wsłuchiwaliśmy się na francuskiej ziemi, w okolicach Gorges du Verdon – chyba najbardziej spektakularnego z europejskich kanionów.

Wrzesień 2017.

 

Wspinaczkowy tydzień w Orpierre

Do francuskiego Orpierre udaliśmy się niedawno z powodów oczywistych. Niezwykle estetyczne, miejscami osiągające niemal 200 metrów wysokości, wapienne ściany przez tydzień skutecznie odwracały naszą uwagę od innych prowansalskich atrakcji.

Francja, wrzesień 2017.

Skarby szwajcarskiego Valais

W graniczącym z Włochami i Francją, przepięknym krajobrazowo, szwajcarskim kantonie Valais na każdym niemal kroku spotkać można jakieś „naj”. Na powierzchni prawie dwa razy mniejszej niż najmniejsze polskie województwo znajdziemy między innymi: najdłuższy alpejski lodowiec, największą na świecie grotę lodowcową, najwyżej w Europie położoną stację kolejki linowej, największy na kontynencie kompleks termalnych kąpielisk, największe europejskie podziemne jezioro, najwyższą zaporę grawitacyjną, prawie pięćdziesiąt czterotysięczników, a wśród nich najłatwiejszy w Alpach – Breithorn i oczywiście najpiękniejszy – Matterhorn. A do tego wszystkiego standardowy zestaw górskich atrakcji, lazurowe jeziorka, estetyczne miasteczka, sielskie wioski, sporo śladów historii i hektary bujnej winorośli ślicznie zdobiącej zbocza mocno nasłonecznionych dolin. Nic dziwnego, że tydzień, który spędziliśmy w tym arcybogatym świecie wydał się nam wyjątkowo niepojemny.

 

Szwajcaria 2017.

Odyseja wrześniowa

Zacznijmy od końca, czyli od tego, że całkiem niedawno, po trzech tygodniach nieobecności w rodzimych stronach, zaparkowaliśmy wreszcie pod domem wyraźnie sfatygowany liczącą sobie grubo ponad pięć i pół tysiąca kilometrów drogą, mocno przeładowany wakacyjnymi wrażeniami samochód, co było kropką wieńczącą naszą wrześniową przygodę. Urlop A.D. 2017 zapamiętamy jako jeden z najintensywniejszych epizodów w z roku na rok coraz bogatszej historii naszych kontaktów z mniej lub bardziej obcymi krainami. Tym razem nasz szlak wiódł przez terytorium aż siedmiu państw, a w trzech z nich (Szwajcaria, Francja, Włochy) zdecydowaliśmy się zacumować na dłużej. Ustroniom znanym nam dotychczas tylko z opowieści i z literatury przyglądaliśmy się zarówno z dołu, jak i z góry, karmiliśmy zmysły sielanką alpejskich dolin, spacerowaliśmy między lodowcami, pierwszy raz na naszym kontynencie „cieszyliśmy się” dolegliwościami związanymi z wysokością 4000 m n.p.m., ale także wygrzewaliśmy kości w prowansalskim słońcu, a nawet zostawiliśmy kilka śladów na śródziemnomorskich plażach. Włóczyliśmy się, wspinaliśmy się, radowaliśmy się towarzystwem serdecznych ludzi. Odkąd drugiego dnia, po krótkim przystanku w Północnym Tyrolu, wylądowaliśmy w szwajcarskim kantonie Valais, w naszej drodze zaskakująco często towarzyszył nam Rodan. Poznaliśmy go jako niewielki ciek biorący swój początek w lodowcach Alp Urneńskich, przyglądaliśmy się, jak nabiera mocy i nawadnia bogate w wino okolice Sion i Martigny, jak wita oraz opuszcza Jezioro Genewskie, by po chwilowej rozłące spotkać go ponownie w pobliżu Arles i dać się mu poprowadzić do dzikiego Camargue, gdzie zmęczona ponad ośmiusetkilometrową tułaczką rzeka ostatecznie umyka do morza. Lepszych i gorszych zdjęć dokumentujących ten błogi czas powstało oczywiście sporo. Na początek ogólna galeria…

 

Szwajcaria, Francja, Włochy, wrzesień 2017.

OFF Festival 2017 vol. 2

PJ Harvey, Feist, Swans, Wrekmeister Harmonies, BorisPreoccupations, Kikagaku Moyo, Circuit des Yeux, Shame i inni, czyli z naszych spotkań z niezwykle w tym roku interesującą „offową” sceną, trochę z braku czasu opóźniona, galeria druga.

OFF Festival, sierpień 2017.

Pierwszy raz w skałach

Sześcioletni Marcel, mocno dopingowany przez swoich rodziców, trzymiesięcznego braciszka Miłosza, ciocię Basię i wujka Jakuba, przeżył niedawno na jurajskich wapieniach swój skałkowy pierwszy raz. Wydawał się z tego powodu całkiem zadowolony :)

Rodzinny wypad do Rzędkowic, sierpień 2017.

A lot OFF music

Jeszcze jesteśmy zbyt daleko, jeszcze zbyt bardzo szumi nam w uszach, zbyt bardzo wzrok upośledzają permanentnie wyświetlane w głowach, gęste od kolorów i doznań festiwalowe sceny – zdecydowanie za wcześnie, by się zdobyć na podsumowania albo chociaż jakimś sensownym słowem podzielić. Muszą więc póki co wystarczyć obrazy. Może one choć odrobinę pokażą, jak piękne muzyczne święto zaserwowano nam ostatnio w Katowicach. Poniżej OFF Festival A.D. 2017 w naszych obiektywach. Galeria pierwsza.

Sierpień 2017.

Obrazki jeleniogórskie…

… czyli kilkanaście portretów „stolicy Karkonoszy”, jako zamknięcie wątku związanego z naszym udziałem w jubileuszowym jeleniogórskim święcie teatrów ulicznych (galerie z 35. MFTU znaleźć można tu i tu, a zdjęcia z zeszłorocznej edycji festiwalu tu oraz tu).

Jelenia Góra, lipiec 2017.

O 35. MFTU w Jeleniej Górze po raz drugi

Dziesięć teatralnych grup z pięciu krajów, dwanaście przedstawień, trzy dni emocji w zakątku o niebanalnej urodzie, czyli z 35. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze galeria druga. Na zdjęciach: cztery akcenty polskie – Teatr Biuro Podróży, Teatr Falkoshow, Teatr Snów i Teatr A, jeden czeski – Theatre Kvelb Atelier, goście z Niemiec w dwóch odsłonach, czyli trupa Grotest Maru, Anglicy z rodzinnego Bash Street i trzy projekty włoskie – Associazione Eccentrici Dadaro, efektowni The Black Blues Brothers oraz niekwestionowany gwóźdź programu, czyli Ondadurto Teatro w porywającym, kapitalnie wymyślonym, obłędnie zagranym, dynamicznym, dopieszczonym po ostatni gest, ostatni dźwięk, ostatnią wiązkę światła przedstawieniu „Feliniana”, przepięknym hymnie ku czci jednego z najwybitniejszych mistrzów światowego kina.

Jelenie Góra, lipiec 2017.

35. Festiwal Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze

Kiedy dwanaście miesięcy temu wracaliśmy do domu z Jeleniej Góry w głowach odtwarzając najlepsze momenty z dopiero co zakończonego Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych, obiecaliśmy sobie, że w stolicy Karkonoszy, w poszukiwaniu podobnych emocji, zjawimy się ponownie za rok. Słowa dotrzymaliśmy, za co nas artyści oraz organizatorzy tegorocznej, jubileuszowej edycji pięknie i hojnie nagrodzili. O szczegółach 35. MFTU opowiemy może później, a póki co trochę na szybko wyselekcjonowanych zdjęć.

Jelenia Góra 2017.

 

Koszyce – stolica wschodniej Słowacji

Chociaż Słowację odwiedzaliśmy w ostatnich latach regularnie, jej wschodnie krańce wciąż pozostawały dla nas zupełnie nieznane. Uznaliśmy, że ten stan rzeczy dłużej trwać nie powinien. Na oswojenie Koszyc, drugiego co do wielkości i liczby mieszkańców miasta naszych południowych sąsiadów, wygospodarowaliśmy pełne trzy doby, a celem głównym stała się, rzecz jasna, starówka zaskakująca swoim rozmiarem i przepychem.

Zabytkowemu sercu miasta poświęciliśmy długie godziny, co nie znaczy, że na kierunki mniej oczywiste czasu zabrakło. Pośród sennych, koszyckich blokowisk znaleźliśmy między innymi kilka niebanalnych przykładów współczesnego street artu.

Słowacja, czerwiec 2017.

 

 

Beskidzka pętelka

Oj, zestarzały się nasze stawy. Czas niestety intensywnie trawi nasze kolanowe chrząstki, nadgryza wiązadła. Zawsze chętnie wracamy w góry, ale nie da się nie zauważyć, że z każdym kolejnym wypadem coraz bardziej bolesne to przygody. Nawet jeśli mówimy o skromnej, dwudziestokilometrowej beskidzkiej pętelce. Będzie nam brakowało górskich pejzażów i tego cudnego odosobnienia, gdy kiedyś zdrowie ostatecznie odmówi posłuszeństwa. Póki co mocno ćwiczymy się w zagryzaniu zębów. Poniżej kilka pamiątek z ostatniego, dusznego, przesyconego słońcem spaceru głównym grzbietem Beskidu Śląskiego.

Lipiec 2017.

 

 

Bardejów – duma Szarysza

W słowackim Bardejowie podczas przedłużonego czerwcowego weekendu znaleźliśmy między innymi: przepiękny, zaskakująco obszerny, prostokątny rynek z niezwykle fotogenicznym ratuszem oraz strzegącym miasteczka piętnastowiecznym kościołem św. Idziego Biskupa, kamieniczki tak urocze, że byłyby niewątpliwą ozdobą każdego ośrodka na świecie, całą mnogość śladów historii, znakomicie zachowany system murów obronnych, uliczkę Johna Lennona, niebo przesycone niesamowicie czystym błękitem, gęste strumienie słońca i spokój, przecudny spokój.

Słowacja, czerwiec 2017.

Obrazki z Rzędkowic…

… czyli jeszcze troszkę okołowspinaczkowych zdjęć z wabiącej wyjątkowej urody wapieniem Jury Krakowsko-Czestochowskiej.

Rzędkowice 2017.