Nad jeziorem Bled

Nad prześlicznym jeziorem Bled pierwszy raz zawitaliśmy w roku 2012, by w następnych latach kilkukrotnie jeszcze nad jego brzegi wracać. Zawsze było przyjemnie i estetycznie, ale nigdy tak bardzo, jak w sierpniu tego roku. Co się zmieniło? W zasadzie nic konkretnego, po prostu pierwszy raz mieliśmy okazję cieszyć się tym niezwykłym akwenem i jego okolicą nie przez jeden dzień, lecz przez ponad tydzień, a to naprawdę robi różnicę. Tak bardzo wciągnęły nas kąpiele oraz alpejskie wycieczki, że przestał nam nawet przeszkadzać szczyt sezonu i związany z nim spory, oczywiście jak na Słowenię, ruch turystyczny. Wygodny apartament, swój ogród oraz przyjemną atmosferę zapewnili nam przemili Jerca i Klemen, których przy okazji serdecznie pozdrawiamy. Liczymy, że się niedługo ponownie spotkamy. Hvala. A na poniższych zdjęciach liczne oblicza turkusowej tafli jeziora, słynnego zamku na skale, wyspy Blejski Otok oraz dwóch przystojnych kościołów.

Słowenia, sierpień 2021.

Nałóg?

Nałóg? Trudno powiedzieć. Może po prostu tęsknota za ogromem wrażeń i doznań. Faktem jest, że nie wytrzymaliśmy długo bez uroków Słowenii. Po całkiem bogatej przygodzie na przełomie czerwca i lipca, w sierpniu ponownie obraliśmy południowy kierunek, by zameldować się w krainie, która powoli staje się naszym wakacyjnym domem. Tym razem postanowiliśmy bardziej skupić się na górach, zwłaszcza, że upały wreszcie odpuściły, a w nawet najwyższych partiach Alp wyraźnie już ubyło śniegu, który jeszcze kilka tygodni temu mocno komplikował i utrudniał nasze plany. Zaczęliśmy od niezwykle przyjemnej, chociaż dość wyczerpującej, porannej „przebieżki” na Stol (Hochstuhl) – liczący sobie 2236 m n.p.m, najwyższy szczyt austriacko-słoweńkich Karawanek.

Słowenia, sierpień 2021.

Alpejskie epizody

Udając się w czerwcu do Słowenii mieliśmy całkiem sporo górskich planów, ale warunki jakie zastaliśmy na miejscu mocno nasze zamierzenia zweryfikowały. Nie było łatwo. W niższych partiach Alp nienormalny, potężny, sięgający trzydziestu pięciu kresek upał i nieustępliwe, ścinające z nóg słońce, u góry, dla odmiany, zaskakujące ilości śniegu, mocno utrudniające poruszanie się po wielu szlakach, a także dostęp do interesujących nas via-ferrat. Trochę się nam odechciało. Ostatecznie zadowoliliśmy się przyjemnym epizodem w nieznanym nam wcześniej masywie Kanina, hikingiem na Prestreljenik, czy jak kto woli Monte Forato, fantastyczną wędrówką na niewysoki, ale niezwykle wybitny i fenomenalny widokowo Svinjak oraz kilkoma krótkimi spacerami w Dolinie Soczy i w okolicach przełęczy Vršič.

Słowenia, czerwiec-lipiec 2021.

Słowenia: powrót

Po niezdrowo długim poście, dzierżąc już wreszcie w dłoniach zaświadczenia o spełnieniu wszelkich koronawirusowych konieczności, zerwaliśmy się z pandemicznej uwięzi i, jak dawniej, ruszyliśmy do jednej z naszych ulubionych krain. W maleńkiej Słowenii zawitaliśmy już po raz siódmy, a wedle naszych wyliczeń poznawaniu jej licznych skarbów poświęciliśmy łącznie w ostatnich dziesięciu latach ponad trzy miesiące. Całkiem sporo, ale ciągle mamy wrażenie, że nie wyczerpaliśmy jej potencjału nawet w kilku procentach. Oczywiście i tym razem przywieźliśmy sobie stamtąd na pamiątkę obszerną dokumentację. Na początek, zanim przejdziemy do konkretów, trzydzieści przykładowych obrazków.

Słowenia, czerwiec-lipiec 2021.

Karynckie ostatki

Ostatnia już porcja pamiątkowych obrazków z naszego niedawnego, karynckiego wyjazdu…

Austria, sierpień 2020.

Weissensee

Kiedy w sierpniu szlak nad Adriatyk zablokowały nam koronawirusowe przeszkody, nie spodziewaliśmy się, że równie lazurowe wody znajdziemy w niemalże połowie drogi, w Austrii. Wszystkie jeziora Karyntii, a jest ich naprawdę mnogość, warte są uwagi, ale najbardziej oczarowało nas Weissensee – chyba najcieplejsze (w lecie 23-24 stopnie) tak wysoko położone (930 m n.p.m.) alpejskie kąpielisko. Najbardziej odpowiadało nam to, że 2/3 akwenu jest obszarem chronionym, a co za tym idzie, wolnym od nadmiaru infrastruktury turystycznej, pozostawiającym gościom mnóstwo przestrzeni i swobody.

Austria, sierpień 2020.

W Wysokich Taurach

Karyntii ciąg dalszy. Grossglockner, Ankogel, Hochalmspitze, Johannisberg, lodowiec Pasterze i my na cudnie pustych szlakach, czyli Wysokie Taury – najwyższe pasmo górskie Austrii – w naszych obiektywach. Całkiem obszerna galeria.

Austria, sierpień 2020.

Z Karyntią pierwszy raz

Urokliwe pagórki oraz wybitne góry, krzyże zdobiące najważniejsze szczyty, odważnie pnące się samochodowe drogi, przystojne miasteczka i wioski, soczysta zieleń alpejskich hal, urodzaj krystalicznie czystej wody, rwące potoki, wodospady, wspaniałe, lazurowe, zaskakująco ciepłe jeziora, lodowczyki i lodowce, wszechobecna zwierzyna, zarówno ta udomowiona, jak i dzika… Karyntia. Pierwszy, odrobinę przypadkowy wybór świeżutkich obrazków z tej urokliwej austriackiej krainy, w której niedawno, przez dziewięć sierpniowych dni uwalnialiśmy swoje barki od ciężaru bieżącego, dość problematycznego, mocno ograniczającego naszą swobodę, koronawirusowego roku. To nie był w naszej podróżniczej karierze ani najdłuższy, ani najdalszy z wyjazdów, co nie znaczy, że nie dostarczył nam mocnych, pozytywnych wrażeń. Wręcz przeciwnie. Tylu przepięknych, tak różnorodnych krajobrazów upchniętych na tak niewielkim (porównywalnym z najmniejszym z polskich województw) obszarze nie widzieliśmy już dawno.

Austria, sierpień 2020.

Tyrol A.D. 2019 po raz ostatni

To już chyba koniec porządków w naszej wakacyjnej dokumentacji. Z niedawnego, czerwcowego pobytu w Tyrolu ostatnie obrazki.

Austria, czerwiec 2019.

Na górskich szlakach Tyrolu, vol. 2

Karwendel, Rofan oraz Alpy Zillertalskie, czyli portretów ze szlaku i górskich pejzażów z Tyrolu ciąg dalszy. Czerwiec 2019.

Czerwiec 2019.

Na górskich szlakach Tyrolu, vol. 1

Pierwsza porcja pamiątkowych górskich portretów oraz widokówek z naszych czerwcowych, niezbyt forsownych zmagań z mocno jeszcze białymi o tej porze roku, austriackimi Alpami.

Czerwiec 2019.

Karwendel w stroju czerwcowym

Karwendel – położona na pograniczu Bawarii i Tyrolu górska kraina, której urodzie niewątpliwie sprzyja szata późnowiosenna. A przekonaliśmy się o tym całkiem niedawno – na początku czerwca zieleń Hinterhornalm, Walderalm, Ahornboden oraz innych dolin i hal ukrytych między strzelistymi, budzącymi respekt, mocno jeszcze o tej porze roku zaśnieżonymi wapieniami osiągnęła nierealny wręcz stopień nasycenia. Nie kryliśmy zaskoczenia, że przestrzenie tak łatwo dostępne mogą mieć w sobie aż tyle nietkniętej ludzką bezmyślnością i barbarzyństwem harmonii oraz naturalnego piękna.

Czerwiec 2019.

Tyrol 2019: spotkania

 

Dzikiej fauny w Tyrolu nie brakuje, ale dzięki mnogości nietkniętych cywilizacją przestrzeni rzadko jej błogi spokój burzą nieproszeni i natrętni goście. Nasze spotkania ze zwierzakami ograniczyły się do „bestii” udomowionych, bardzo charakternych, ale pozujących całkiem chętnie. Poniżej szczęśliwe alpejskie krowy, wysokogórskie owieczki, wytresowane przykładnie wieszczki oraz pawie – stali rezydenci dziedzińca zamku Ambras.

Austria, czerwiec 2019.

Tyrol po raz pierwszy

Poniżej pierwsza porcja na szybko wybranych obrazków z naszego w zasadzie pierwszego w życiu poważnego spotkania z austriackim Tyrolem. O tym, że ten alpejski zakątek obfituje w wyjątkowe pejzaże wiedzieliśmy oczywiście wcześniej, ale po wszystkim możemy śmiało stwierdzić, że żadne pocztówki ani zdjęcia nie są w stanie w stu procentach oddać jego bogactwa i piękna. Na początek dość obszerna, ogólna galeria…

Austria, czerwiec 2019.

Alpejskie wspominki

By uciszyć tęsknoty za alpejskimi panoramami wygrzebaliśmy sobie kilka czarno-białych fotografii z naszego wrześniowego pobytu w przepięknym Valais

Szwajcaria 2017.