Zmiana

Druga połowa listopada. Złota jesień już przygasa, a w powietrzu wyraźnie wytrąca się aromat zmiany. Na skórze swoje ostre stemple zaczyna kłaść chłód. Zbliża się dużymi krokami monochromatyczna pora. Lekka stagnacja. Czasem tylko jakaś leniwa przechadzka z aparatem, czasem jakaś wspinaczkowa, jurajska eskapada. Czekamy na śnieg…

Listopad 2018.

Lustra

„Lustra”, czyli jeszcze jedno spojrzenie na złotą polską jesień…

Tychy, listopad 2018.

Jesień, wspinanie, Jura…

Tegoroczna jesień swój „złoty wiek” ma już powoli za sobą, ale wciąż jeszcze może pochwalić się nie lada urodą, na co dowody przedstawiamy poniżej. Jedna zmiana jest jednak ewidentna. Podczas ostatniego, umiarkowanie wspinaczkowego wypadu na nieodległą nam Jurę, pierwszy raz od wielu, wielu miesięcy zaznaliśmy autentycznego chłodu. Już prawie zdążyliśmy zapomnieć, że wszystko staje się znacznie trudniejsze, gdy na termometrze ledwie kilka stopni, wiatr żwawo hula, a wapienie ciut bardziej wilgotne.

Październik 2018.

Złota polska jesień w Tatrach

Trzy przyjemne, zaskakująco pogodne dni. Skaliste Tatry w pięknym wydaniu jesiennym i my w nieśpiesznym, ale intensywnym poszukiwaniu względnie bezludnych uroczysk.

Październik 2018.

Tatrzańskie poranki

Jak w tytule. Kilka tatrzańskich obrazków z tej cudnej pory, kiedy słońce czule głaszcząc zziębnięty grunt radośnie informuje, że właśnie nastał nowy dzień.

Październik 2018.

„Piątkowa” joga

Zaskakująco pogodny piątek. „Piątka”, czyli tatrzańska Dolina Pięciu Stawów. Aktywna pauza. Joga w scenerii jesiennej.

Październik 2018.

Auksodrone 2018

Pierwszy, ale mamy ogromną nadzieję, że nie ostatni, festiwal Auksodrone w tyskiej Mediatece. Się działo. Siedziało się i się słuchało, jak orkiestra Aukso pod batutą Marka Mosia przez trzy dni intensywnie rozmawiała z wybitnymi instrumentalistami ze świata muzyki klasycznej, jazzu i sceny elektronicznej. Zygmunt Krauze, Agata Zubel, Alek Nowak, Andrzej Jagodziński Trio, Henryk Miśkiewicz, Zbigniew Namysłowski Quintet, Michał Urbaniak & UrbSymphony, Clark, Mira Calix, Squarepusher. Sporo znakomitych, chociaż momentami trudnych w odbiorze kompozycji. Poniżej kilka migawek – raczej jako pamiątka, bo trudno nazwać je poważną fotografią. Na taką najzwyczajniej zabrakło uwagi i czasu.

Tychy, październik 2018.

Tyskie przestrzenie


Dawno już nie było o naszej „sypialni”… Czas zatem najwyższy nadrobić zaległości. Tychy. Trochę obrazków z letnich, niezobowiązujących przechadzek. Sierpień-wrzesień 2018.

Wielka Fatra: Ostrá, Lubená i Tlstá

Przyjemna przechadzka szlakiem dotąd nam nieznanym, jednym z klasyków słowackiej Wielkiej Fatry: z Błatnicy, przez Konský dol i Murań na Ostrą, następnie przez Zadną Ostrą i Báglov kopec (Lubená) na rozległy wierzchołek Tlstej, w końcu dolinami Wapienną i Gaderską, mijając po drodze Jaskinię Mažarną, z powrotem do Błatnicy. Osiem godzin absolutnego spokoju, niezmąconego obecnością innych osób. No i ta pogoda. Połowa września, 28 stopni Celsjusza.

Słowacja 2018.

Osp: wapień i słońce

Leżący w cieniu pomarańczowej, prawie 150-metrowej Wielkiej ściany (Velká stěnaOsp i jego najbliższe okolice (Mišja PečČrni Kal), uchodzące za słoweńską stolicę wspinaczki skałkowej, oswoiliśmy już dawno temu. Od tego czasu zawsze chętnie wracamy do tej urodziwej, wapiennej krainy obficie karmionej przez śródziemnomorskie słońce.

Słowenia, sierpień 2018.

Słoneczna Muggia

Słoneczna Muggia – szczęśliwie zapomniany przez biznes turystyczny, jedyny włoski przyczółek na półwyspie Istria.

Sierpień 2018.

Powrót na słoweńską Istrię

Po prawie dwuletniej, zbyt już wyraźnie stymulującej naszą tęsknotę przerwie wróciliśmy na słoweńską ziemię, a precyzyjniej rzec ujmując – na wapienne, słoweńsko-włoskie pogranicze, gdzie czas sprawiedliwie podzieliliśmy między wspinanie, „próby kolarskie”, spacery, zwiedzanie i kulinarne degustacje. Domem był Osp, ale w zasięgu rowerowej przejażdżki mieliśmy Koper, Izolę, Muggię i Triest. Tydzień minął błyskawicznie.

Sierpień 2018.

OFF Festival A.D. 2018

Kolejny, trzeci dla nas z rzędu OFF Fesival już niestety za nami. Tak jak w poprzednich latach wykwintnych i pożywnych specjałów dla wygłodniałych melomanów nie brakowało i tylko już po wszystkim nie podoba nam się fakt, że na kolejny taki weekend musimy teraz poczekać całe dwanaście miesięcy. A w edycji A.D 2018 najbardziej chcieliśmy wyróżnić:

  • Shortparis – za to, że choć do OFF-owego programu zostali włączeni w zastępstwie, dosłownie w ostatniej chwili i przyszło im zagrać w naprawdę mało sprzyjającej scenerii (wczesna, piątkowa pora, nieliczna jeszcze publiczność, upał, ostre, odparowujące klimat mrocznych koncertów słońce), zaprezentowali swoją trudną do zaklasyfikowania twórczość wybornie, zasługując naszym zdaniem na kilka festiwalowych „Oscarów”, w tym za „największe odkrycie”, „choreografię”, a może nawet za „najlepszy spektakl” całego weekendu.
  • Oxbow – za miło odbiegający od sztywnych norm występ, za ogrom miażdżących obojętność słuchaczy riffów, i za to, że mieliśmy niepowtarzalną okazję posłuchać, jak na żywo brzmią kompozycje ze znakomitego albumu „Thin Black Duke” z „Cold & Well-Lit Place” na czele.
  • The Mystery Lights – za to, że energią, którą niewątpliwie daje im przyjaźń z muzyką, tak chętnie i szczodrze dzielą się z publicznością udowadniając przy okazji, że mocno osadzone w tradycji rockowej granie ciągle może brzmieć świeżo i oryginalnie, zwłaszcza jak się je okrasi odrobiną folku, bluesa oraz wysokogatunkowej psychodelii.
  • Moses Sumney – za piękny, idealnie wyważony, niezwykle intymny występ, zdaniem wielu najlepszy pod względem wokalnym koncert festiwalu.
  • Charlotte Gainsbourg – za to, że jako jedyna z trójki headlinerów, dość nieoczekiwanie zdołała nas całkiem poważnie zahipnotyzować i uwięzić w pierwszym rzędzie pod sceną przez calutki koncert, za oszczędny, ale precyzyjny w swoim zamyśle, niezwykle smaczny występ.
  • Marlon Williams – za to, że mimo kłopotów i sporych opóźnień w podróży, zdołał w porę wyskoczyć prosto z busa na scenę, by zdobyć nową kolekcję być może nie tylko niewieścich serduszek, tym razem przebierając się nie za wampira, lecz autentycznie sympatycznego Nowozelandczyka, a przede wszystkim znakomitego wokalistę, czego najlepszym dowodem było wieńczące występ, mistrzowskie wykonanie coveru „Portrait of a Man”.

Poniżej nasza skromna dokumentacja z wyżej wymienionych występów oraz kilka obrazków z innych OFF-owych wydarzeń.

36. MFTU, czyli Theater Gajes, Teatr HoM i cała reszta

Ślad po ostatniej, trzydziestej szóstej, a zarazem trzeciej z rzędu, w której wzięliśmy udział, edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze. Trzy dni, jedenaście grup teatralnych, piętnaście spektaklów. Theater Gajes, Teatr HoM, V.O.S.A. Theatre, Teatr Ósmego Dnia, Theater Irrwisch, Theater PasParTout, Luigi Ciotta oraz Flow Fireshow w naszych obiektywach. Całkiem obszerna galeria.

A nasze zdjęcia z poprzednich edycji Festiwalu można znaleźć tutaj:

Lipiec 2018.

Pożegnanie z Sardynią

Jako ostateczne zamknięcie tematu naszego majowo-czerwcowego wypadu na Sardynię zestaw dość przypadkowych fotografii, dla których zabrakło miejsca w opublikowanych dotąd galeriach. Do zobaczenia słoneczna wyspo.

Sardynia 2018.

Wspinaczkowa przygoda w Ulassai

Ulassai – niepozorne miasteczko, które przycupnęło sobie około dwudziestu kilometrów od wschodniego wybrzeża Sardynii, czyli na tyle blisko, by przy dobrej pogodzie móc beztrosko wpatrywać się w morze, i wystarczająco daleko, by na co dzień nie zmęczyć się nadmiernym kontaktem z turystą, gościło nas przez pięć dni. Wybierając ten kierunek mieliśmy nadzieję na jakąś poważniejszą zażyłość ze skałą, ale nie spodziewaliśmy się, że czuwające nad okolicą okazałe, wapienne ściany okażą się jedną z najlepszych wspinaczkowych aren, jakie kiedykolwiek poznaliśmy. Potencjał całego rejonu trudno opisać. Przyjaźni tubylcy, zaskakujące swoim rozmachem widoki, całkiem spore spektrum opcji trekkingowych i pokaźna liczba przystępnych, niezwykle estetycznych wspinaczkowych linii (od łatwych „trójek” aż po stopień 8c, a nawet 9a, jeśli brać pod uwagę kilka otwartych projektów), których, co ważne, z roku na rok przybywa, dzięki intensywnej pracy grupy zapalonych społeczników. W samym tylko kanionie Sa Tappara, oddalonym ledwie 10-15 minut piechotą od centrum Ulassai, znajdziemy około 150 dróg, w tym ponad osiemdziesiąt nie trudniejszych niż 6c, co sprawia, że nawet tacy wspinaczkowi emeryci jak my mają całkiem spore pole do działania. Dawno już nie spędziliśmy na skałach tak przyjemnych chwil.

 

Sardynia 2018.

Między Portixeddu a Fontanamare

Nie spodziewaliśmy się, że przy całym bogactwie Sardynii, najbardziej zbliżony do naszego subiektywnego ideału kawałek ziemi znajdziemy na najmniej docenianym przez przewodniki, zachodnim wybrzeżu. Na poznanie około dwudziestokilometrowego odcinka ciągnącego się od Portixeddu, przez Buggerru, Mesuę, Nebidę, do Fontanamare zarezerwowaliśmy łącznie ponad cztery doby, czyli, jak się okazało, dużo za mało, żeby nacieszyć się niezwykle oryginalną ofertą tego zapomnianego przez turystyczne biura rejonu. Z napęczniałych od wrażeń dni najbardziej zapamiętamy: niesamowicie urozmaicony, często zupełnie dziki krajobraz, kapitalne skały i niezaprzeczalny walor miejscowego wspinania oraz długie godziny na przepięknych, pustych, czasami wręcz prywatnych plażach, gdzie intensywnie spółkowaliśmy z mocno nadpobudliwym morzem i momentami aż nazbyt łaskawym słońcem.

Sardynia 2018.

Włoska stolica wspinaczki skałkowej

Krótki przerywnik w temacie ilustrowania Sardynii A.D. 2018. Kilka niedbałych kadrów z wizyty w Arco – położonej w pobliżu pięknego jeziora Garda, włoskiej stolicy wspinaczki skałkowej i wszelakich aktywności górskich.

Czerwiec 2018.

Orgosolo, czyli miasto-galeria

Orgosolo – przed laty owiana złą sławą stolica sardyńskiego bandytyzmu, dziś pełne specyficznego klimatu, wyjątkowo barwne miasto-galeria. Takiego zagęszczenia najróżniejszych, niezwykle oryginalnych form street artu nie spotkaliśmy na swojej drodze nigdy wcześniej. Nawet gdy naszym domem była Dozza. Nawet gdy szlakiem murali przemierzaliśmy portugalską Lizbonę.

Sardynia 2018.

Sardyńskie piaski

O tym, że sardyńskie wybrzeża charakteryzuje niezwykle sprzyjający rekreacji walor nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Nie jesteśmy typowo plażowymi zwierzętami, ale obok pięknych języków pieszczonego intensywnie przez morze piasku – idealnie białego, żółciutkiego, czasem pomarańczowego – nie mieliśmy szans ani zamiaru przechodzić obojętnie. Trudno powiedzieć, które z kąpielisk podobało nam się najbardziej. W przedsezonowej szacie każde wyglądało jak pocztówka z jakiegoś obiecanego raju.

Sardynia 2018.

ABC sardyńskich miasteczek, odc. III

ABC sardyńskich miasteczek, odcinek trzeci. „C” jak Castelsardo. Prawdziwa gratka dla fotografów i wielbicieli morskich kulinariów. Chyba najpiękniej usytuowany ośrodek na całej wyspie.

Sardynia 2018.

ABC sardyńskich miasteczek, odc. II

ABC sardyńskich miasteczek, odcinek drugi. „B” jak Bosa. Okazała twierdza i pięknie wkomponowany w krajobraz zespół kolorowych zabudowań przyglądających się ujściu rzeki Temo do morza.

Sardynia 2018.

ABC sardyńskich miasteczek, odc. I

ABC sardyńskich miasteczek, odcinek pierwszy. „A” jak Alghero. Kataloński przyczółek na włoskiej wyspie, nieprzypadkowo zwany „Barcelonetą”, czyli małą Barceloną.

Sardynia 2018.

Maki, makia i cała reszta, czyli Sardynia w wydaniu majowym

 

Tak się dziwnie składa, że nieraz, z przyczyn nie całkiem jasnych, byt ludzki zamiast wzrastać, niebezpiecznie wrasta w powszedniość, kurczy się. Dlatego też, raz na jakiś czas, potrzebna jest mu solidna kuracja, odpowiednio długa pauza od rutynowych gimnastyk i schematów, radykalna zmiana – rytmu, dystrybucji energii, sposobu myślenia, perspektywy, a najlepiej również krajobrazu, otoczenia. Świadomi tego, postanowiliśmy udać się w tym roku na „rehabilitację” do Italii, a dokładniej na słoneczną Sardynię, gdzie w warunkach śródziemnomorskiej wiosny, gdy cała niemal wyspa przemienia się w bujny ogród, mieliśmy nadzieję rozkwitnąć jak tamtejsze maki, rozkrzewić się jak tamtejsza makia. Z tego początkowo dość mizernie skonkretyzowanego pomysłu urodziła się całkiem pokaźna, gęsta od wrażeń podróż (powyżej prowizoryczna, ukazująca naszą trasę mapka), którą teraz, w kilku kolejnych odcinkach spróbujemy zilustrować. Najpierw trochę zdjęć sardyńskiej wiosny – naszym zdaniem, na spotkania z południowoeuropejskimi wyspami najlepszej z pór roku. Wielka szkoda, że nam już zdążył ulecieć z nozdrzy jej niezwykle intensywny zapach.

Sardynia 2018.

Dozza – dom street artu

W najbliższych tygodniach nasz album zdominuje pewnie temat Sardynii, ale zanim tak się stanie, wpierw jeszcze mały przystanek. Dozza – jedna z perełek włoskiego regionu Emilia-Romania słynąca z niebanalnego street artu, który powstaje tu zupełnie legalnie w ramach szczycącego się już prawie sześćdziesięcioletnią tradycją festiwalu i z roku na rok w coraz większym stopniu tworzy krajobraz tego uroczego, kameralnego miasteczka. Mieliśmy sporo szczęścia, że między kolorowymi murami mogliśmy spędzić całe dwie doby.

Włochy 2018.