Listopad w Parku Północnym

Jak w temacie. Park Północny w listopadowej szacie. Trzy dość przypadkowe fotografie.

Tychy 2017.

OFF Festival 2017 vol. 2

PJ Harvey, Feist, Swans, Wrekmeister Harmonies, BorisPreoccupations, Kikagaku Moyo, Circuit des Yeux, Shame i inni, czyli z naszych spotkań z niezwykle w tym roku interesującą „offową” sceną, trochę z braku czasu opóźniona, galeria druga.

OFF Festival, sierpień 2017.

A lot OFF music

Jeszcze jesteśmy zbyt daleko, jeszcze zbyt bardzo szumi nam w uszach, zbyt bardzo wzrok upośledzają permanentnie wyświetlane w głowach, gęste od kolorów i doznań festiwalowe sceny – zdecydowanie za wcześnie, by się zdobyć na podsumowania albo chociaż jakimś sensownym słowem podzielić. Muszą więc póki co wystarczyć obrazy. Może one choć odrobinę pokażą, jak piękne muzyczne święto zaserwowano nam ostatnio w Katowicach. Poniżej OFF Festival A.D. 2017 w naszych obiektywach. Galeria pierwsza.

Sierpień 2017.

O 35. MFTU w Jeleniej Górze po raz drugi

Dziesięć teatralnych grup z pięciu krajów, dwanaście przedstawień, trzy dni emocji w zakątku o niebanalnej urodzie, czyli z 35. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze galeria druga. Na zdjęciach: cztery akcenty polskie – Teatr Biuro Podróży, Teatr Falkoshow, Teatr Snów i Teatr A, jeden czeski – Theatre Kvelb Atelier, goście z Niemiec w dwóch odsłonach, czyli trupa Grotest Maru, Anglicy z rodzinnego Bash Street i trzy projekty włoskie – Associazione Eccentrici Dadaro, efektowni The Black Blues Brothers oraz niekwestionowany gwóźdź programu, czyli Ondadurto Teatro w porywającym, kapitalnie wymyślonym, obłędnie zagranym, dynamicznym, dopieszczonym po ostatni gest, ostatni dźwięk, ostatnią wiązkę światła przedstawieniu „Feliniana”, przepięknym hymnie ku czci jednego z najwybitniejszych mistrzów światowego kina.

Jelenie Góra, lipiec 2017.

35. Festiwal Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze

Kiedy dwanaście miesięcy temu wracaliśmy do domu z Jeleniej Góry w głowach odtwarzając najlepsze momenty z dopiero co zakończonego Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych, obiecaliśmy sobie, że w stolicy Karkonoszy, w poszukiwaniu podobnych emocji, zjawimy się ponownie za rok. Słowa dotrzymaliśmy, za co nas artyści oraz organizatorzy tegorocznej, jubileuszowej edycji pięknie i hojnie nagrodzili. O szczegółach 35. MFTU opowiemy może później, a póki co trochę na szybko wyselekcjonowanych zdjęć.

Jelenia Góra 2017.

 

Sacrum i profanum

Ostatnimi czasy intensywnie penetrowaliśmy zaułki tyskich osiedli i choć trochę brakowało nam fotograficznej inwencji oraz pomysłu na konkretne projekty, a nawet pojedyncze kadry, okazało się, że sporą cześć zdjęć wyraźnie zogniskował jeden temat. Może więc będzie to zaczyn jakiegoś szerszego cyklu. „Tyskie sacrum i profanum” albo też po prostu „Sacrum w przestrzeni miasta”.

Tychy, marzec 2017.

Tury Kultury w tyskiej Mediatece

Co łączy Tomasza Raczka, Andrzeja Poniedzielskiego, Muńka Staszczyka, Roberta Makłowicza i Artura Andrusa? Trzy rzeczy na pewno: żadnemu z nich nie brakuje poczucia humoru, wszyscy gościli niedawno w naszym mieście w ramach zaproponowanego przez tyską bibliotekę cyklu „Tury Kultury”, każdy z nich może pochwalić się licznym gronem wielbicieli, o czym najlepiej świadczą zaskakujące chyba nawet samych organizatorów tłumy ludzi, którzy podczas spotkań z gośćmi szczelnie, niemal po ostatni fragment przestrzeni, wypełniali pomieszczenia Mediateki. Poniżej krótka fotorelacja.

Tychy, listopad/grudzień 2016.

Robótki Barbary vol. 2

Zachęcona zaskakująco pozytywnym, mile łechcącym ego i motywującym do dalszego działania odzewem na niedawny wpis prezentujący moje wczesne robótkowe próby, postanowiłam podzielić się z dziewiarską i pozadziewiarską społecznością jeszcze kilkoma ukończonymi jakiś czas temu projektami. Zwłaszcza, że słonko rozgoniło na moment jesienną szarzyznę stwarzając w miarę sympatyczne warunki do fotografowania. Poniżej: „szydełkowa spódnica maxi” (pomysł i tutorial – Szkoła szydełkowania, włóczka Alize Bodrum), „swetroponczo” (sposób podpatrzony tutaj, włóczka Andes Drops), „zimowy ogoniasty” (projekt Intensywnie Kreatywna, włóczka Big Delight Drops) i dwie fikuśne czapy jako dodatek. Oczywiście wszelkie uwagi i komentarze, również te krytyczne, mile widziane :)

Robótki Barbary

Jakub: Każdy ma swoje, mniej lub bardziej sensowne, metody odpoczynku, relaksu. Basia, przykładowo, kiedy chce trochę odsapnąć od zawodowych znojów, powszednich trosk, ludzi, albo ciężaru mojej skromnej osoby, bierze do rąk włóczkę, druty i szydełko. A że tych trosk i znojów jest całkiem sporo, a i ja bywam chyba bytem coraz bardziej męczącym, temat dziewiarskich robótek stał się jedną z istotnych składowych krajobrazu naszej codzienności. Nie mniej zauważalnym niż przykładowo praca, muzyka, literatura czy podróżnicze przygody. Stąd też pomysł, by tą aktywność zaakcentować w naszym internetowym albumie. Poniżej skromna galeria – w jednej osobie modelka i autorka oraz jej bardzo wczesne, ale moim zdaniem zdradzające całkiem spory potencjał dzieła ;)

Barbara: „Dziełami” nazwać moich prób chyba jeszcze niestety nie można, ale przyznaję że kilkanaście miesięcy uczciwego, dziewiarskiego treningu pewne efekty przyniosło. W zmajstrowanych samemu szalach, chustach, swetrach czy sukienkach nie tylko nie wstydzę się już pokazać, ale czuję się w nich zaskakująco dobrze, wygodnie. Za namową bardzo dzielnie znoszącego wszelkie moje okołorobótkowe emocje Jakuba, zgodziłam się część projektów zaprezentować. Poniżej kilka młodszych i starszych prób, z których jestem całkiem zadowolona. Mam nadzieję, że wraz z upływem czasu podobnych zdjęć w naszym albumie będzie przybywać. O ile tylko na trudnej, pełnej pułapek i niebezpieczeństw, dziewiarskiej drodze starczy mi sił oraz cierpliwości. Zwłaszcza cierpliwości, bo to zdecydowanie ona jest w tym fachu kluczem :)

„Niedziela z książką”, czyli 60-te urodziny tyskiej Biblioteki na Pl. Baczyńskiego

Rzadko zdarza się, że nasze „zabawy w fotografów” sięgają wymiaru zawodowego, ale ostatnio zdarzyło się. Chcąc więc tą dość wyjątkową dla nas sytuację podkreślić, publikujemy cząstkę galerii zdjęć z niedawnej imprezy, której sportretowanie było naszą zleconą przez organizatora misją. Poniżej „Niedziela z książką”, czyli 60-te urodziny Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach na coraz żywszym ostatnimi czasy Placu Baczyńskiego. Pięćdziesiąt przykładowych ujęć z tego całkiem udanego wydarzenia.

Tychy, sierpień 2016.

Dwa wieczory z teatrem na Baczyńskiego…

… czyli skromny ślad z dwóch plenerowych spektakli zaprezentowanych w ramach drugiej edycji Festiwalu Teatrów Offowych „Andromedon”. Na zdjęciach aktorzy grup: Teatr A3 („Plan lekcji”) i Teatr Usta Usta Republika („Cykl”). Cenne dla nas chwile. Szkoda tylko, że fatalna pogoda nie pozwoliła widzom cieszyć się planowanym na niedzielę gwoździem programu – pełnym rozmachu przedstawieniem „Szemkel” tyskiego Teatru HoM. No cóż, siła wyższa. Będą pewnie wkrótce kolejne okazje. Czekamy cierpliwie.

Tychy, sierpień 2016.

OFF Festival 2016 – galeria druga z komentarzem.

Tegoroczny OFF Festival za nami. Kiedy ostatnio uświadomiliśmy sobie, że była to już jego jedenasta edycja, nie potrafiliśmy wyjaśnić, jak to możliwe, że w tym dyrygowanym przez Artura Rojka, bardzo dla nas interesującym muzycznie wydarzeniu wzięliśmy udział dopiero pierwszy raz. Dziwne. Tym bardziej, że mieszkamy zaledwie kilkanaście kilometrów od ulokowanej na katowickim Muchowcu OFF-owej sceny. No cóż, nieważne, za rok debiutantami już nie będziemy :)

A jaka była ta ostatnia edycja? Naszym zdaniem zaskakująco udana, zwłaszcza kiedy weźmiemy pod uwagę ilość plag, które tym razem OFF nawiedzały. Mimo naprawdę licznych trudności – problemów na etapie planowania imprezy, problemów z dofinansowaniem, pukającej wyraźnie do festiwalowych bramek polityki, masowej „dezercji” zaproszonych wykonawców – publiczność dopisała i wedle naszych wnikliwych obserwacji bawiła się zacnie. Bo czasem wystarczy po prostu dobra muzyka, a tej wcale nie było na festiwalu mało. Za niezwykle pożywne muzycznie godziny chcieliśmy z naszej strony najbardziej podziękować następującym artystom i „kapelom”:

  • Devendra Banhart – za dystans, poczucie humoru, spójny, klimatyczny, pełen smaku i delikatności występ;
  • Brodka – za to, że kolejny raz pokazała, jak bardzo w ostatnich latach artystycznie dojrzała, za najlepsze na Off-ie widowisko w kategorii „coś dla oka, coś dla ucha”;
  • TaxiWars – za skierowany do „off-owiczów” głodnych jazzowej nuty koncert, który mimo wyraźnych problemów z nagłośnieniem zabrzmiał mocno i wyraźnie;
  • Jenny Hval – za wrażliwość, za to, że w ogóle Katowice swoją obecnością zaszczyciła i pokazała, że na scenie radzi sobie jeszcze lepiej niż podczas sesji studyjnych;
  • Kaliber 44 – bo nam udowodnili, że obce dla nas na co dzień gatunki muzyczne mogą brzmieć na żywo bardzo atrakcyjnie i autentycznie;
  • Jambinai – bo dzięki nim poznaliśmy nowe słowa – „haegeum” i „geomungo”, oraz za absolutnie doskonały, chyba najlepszy pod względem instrumentalnym koncert całego festiwalu.

OFF Festival 2016 – galeria druga.

Jeleniogórskie święto teatrów ulicznych

Trochę świeżutkich zdjęć z Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze, najstarszej tego typu „imprezy” w Polsce. W ostatniej, trzydziestej czwartej już edycji organizatorzy zaproponowali publiczności nową formułę jako panaceum na lekki kryzys, który podobno od niedawna zaczął festiwalowi dokuczać. W „stolicy Karkonoszy” byliśmy pierwszy raz, nie wiemy więc jak bywało w poprzednich latach, ale tegoroczne święto teatrów można śmiało uznać za udane. Trzy dni na urokliwej starówce upłynęły w przyjemnej atmosferze, publiczność dopisała, pogoda poza kilkoma kapryśnymi momentami również, kilka widowisk zasłużyło na oceny naprawdę wysokie, a niekwestionowana gwiazda – niemiecka grupa Titanic – zaprezentowała widowisko („Symfonia pieca”) chyba najbardziej spektakularne ze wszystkich jakie na ulicach świata mieliśmy przyjemność dotychczas podziwiać. Do Jeleniej Góry wracamy za rok.

Lipiec 2016.

Granica

Istnieją w naszym świecie granice tak wyraźne, że nie sposób ich nie dostrzec. „The Frontier”, „The Mirror of Time”, „Tenses”, „The Halfway Point”? Wciąż nie potrafimy podjąć decyzji, jaki tytuł winno nosić poniższe ujęcie, ale pewni jesteśmy jednego – jest w tym obrazku coś wyjątkowo symbolicznego.

Tychy 2016.

Urodziny drugie

Na kartce kalendarza szósty dzień lipca, czyli mamy dzisiaj mały jubileusz. Trochę to wszystko zaskakujące. Pamiętamy przecież całkiem dobrze jak dokładnie rok temu „świętowaliśmy” pierwsze urodziny naszego internetowego albumu („Wpis jubileuszowy”), a tu się nagle okazuje, że minęło kolejnych dwanaście miesięcy. Niebywałe. Niepokojące.

Czy coś się u nas przez ten ostatni rok zmieniło? Wbrew pozorom sporo. Zmienił się świat, zmieniły się nasze z nim relacje, zmieniły się nasze poglądy i oceny. Przybyło nam trochę zmarszczek, siwych włosów, wrogów. Ubyło przyjaciół, wiary w ludzi, chrząstki stawowej w kolanach oraz czasu, który mamy przed sobą. Dalej dużo podróżujemy, ale z powodu dolegliwości zdrowotnych nie często bywamy już na wysokościach. Dlatego zdjęcia jak to zamieszczone poniżej stają się niestety w naszym albumie rzadkością. Tym chętniej je dziś publikujemy. Aktualnie radość w nas rośnie, bo niedługo znów pakujemy plecaki i z otwartymi na oścież receptorami wyruszamy w drogę. Starsi o rok, trochę zużyci, ale wciąż głęboko wżyci w siebie. I to jest chyba najważniejsze.

A na koniec trochę jubileuszowych podsumowań. W ostatnich 12 miesiącach:

Lipiec 2016.

Wieczór w tonacji fis-moll

Nasza pierwsza wizyta w nowej, tyskiej sali koncertowej urządzonej w niedawno oddanym do użytku, nowoczesnym obiekcie Mediateki, i jednocześnie nasze drugie w życiu spotkanie z rozmiękczającym serca nie tylko kobiece Arkadiuszem Glenskiem, znanym powszechnie jako Fismoll. Nastrojowy, sentymentalny, poetycki wieczór pełen profesjonalnych aranżacji i niebanalnych melodii. Jak na nasz gust koncert może troszeczkę zbyt grzeczny, kulturalny i ułożony, ale bezsprzecznie wartościowy :)

Kwiecień 2016.

A skoro już przy muzyce jesteśmy to zdradzimy jeszcze, że od wielu lat po koncertowe używki staramy się sięgać w miarę regularnie. I chociaż zupełnie już wyrośliśmy ze stadionowych „eventów” z udziałem światowych gigantów, odśpiewywanych po raz tysięczny pokoleniowych hymnów, zespołów-legend, czy też do bólu przewidywalnych kapel, dla których ważniejsza od kreatywności jest wierność schematom uprawionego gatunku, nie zmienia to faktu, że w każdym sezonie uczestniczymy w minimum kilkunastu, a bywa że i kilkudziesięciu wydarzeniach. Niestety fotografii o tym świadczących w naszych zbiorach ciągle jak na lekarstwo. Dlaczego? Może to zabrzmi dziwnie, ale z naszego punku widzenia świat koncertu tworzeniu zdjęć po prostu nie sprzyja – albo nas bowiem wciąga, pochłania, przez co zupełnie zapominamy o „pstrykaniu”, albo nie wciąga nas wcale, nudzi, a wtedy z kolei nie widzimy powodów, by go utrwalać. I tak oto z całego bogactwa muzycznych doświadczeń na naszym twardym dysku ostało się tylko niespełna dwieście nie zawsze udanych obrazków. Poniżej kilkanaście mniej lub bardziej wiekowych przykładów.

Joy Wellboy w Kopalni Guido

Muzyczne skarby znalezione 320 metrów pod ziemią, czyli krótki fotoreportaż z inaugurującego festiwal Ars Cameralis 2015 koncertu w zabrzańskiej Kopalni Guido. Joy Wellboy – zespół, który odkryliśmy dla siebie kilka tygodni temu w Bratysławie, tym razem zawitał na Śląsku. Absolutnie unikalny, belgijski duet. Kto przegapił, niech żałuje.

Zabrze, 08.11.2015.

O harcach w pionie festiwal na poziomie

Wpis z cyklu: „dziękujemy, gratulujemy pomysłów, życzymy powodzenia na przyszłość”, czyli symboliczny ślad po naszej ostatniej wizycie w Łaziskach na Festiwalu Górskim „Pod Górę”. W dniach 25-26 września odbyła się jego piąta już edycja, jednocześnie czwarta w której mieliśmy przyjemność brać udział. Naprawdę miło popatrzeć jak rozrasta się ta początkowo skromna „impreza”, jak podszyta pasją energia organizatorów przemienia na chwilę niewielkie górnicze miasteczko w stolicę „ludzi gór” i podróżników. Trudno o lepszy przykład, że nawet przy ograniczonych środkach, ucząc się w dużej mierze na własnych błędach, można dać ludziom szansę uczestnictwa w wydarzeniu bez wątpienia ciekawym i wartościowym. Po pięciu latach istnienia i doświadczeń „Pod Górę” jest już bowiem festiwalem rasowym mogącym pochwalić się nie tylko bogatym, różnorodnym programem, ale i, o co zwykle trudniej, kapitalną, swojską atmosferą. I z tych właśnie powodów za rok pewnie znowu z nieudawaną chęcią ściągniemy pod łaziską hałdę, by stać się na moment cząsteczką wyrobionego, licznego, chyba już kilkusetosobowego audytorium.

Na koniec zdradzimy jeszcze, że Łaziska są dla nas miejscem niezwykle szczęśliwym. Nigdy bowiem wcześniej, na żadnej innej „imprezie” nasze fotografie nie spotkały się z aż tak pozytywnym odbiorem. W ciągu czterech lat czterokrotnie wzięliśmy udział w organizowanym przy festiwalu konkursie fotograficznym i w efekcie zdjęcia z naszych górskich wojaży trzykrotnie zdobyły I, dwukrotnie III i raz V nagrodę, zaś dziewięć kolejnych prac znalazło się w wąskiej grupie finalistów prezentowanych na wystawie. Za przychylność Jurorom i publiczności bardzo dziękujemy. A poniżej wszystkie nasze docenione w Łaziskach fotki.

Łaziska Górne, wrzesień 2015.

Festiwal Teatrów Offowych ANDROMEDON

Tychy to dziwne miejsce. Jakby pozbawione energii, trochę jałowe, leniwe i senne. W naszej opinii raczej mało atrakcyjne, zwłaszcza dla osób oczekujących, że ich lokalna ojczyzna będzie czymś więcej niż tylko przyzwoicie odmalowaną, względnie estetyczną i wygodną areną powszedniej gehenny. Zbyt wiele życia tu niestety nie ma. Jak to? Przecież tyle się dzieje? Przesada? No cóż, to prawda, że nasze samozwańcze „miasto kultury” w każdym sezonie swoim wygłodniałym mieszkańcom serwuje dziesiątki imprez, tyle że z niejasnych powodów autentycznej duchowej pożywki doszukać się w tym wszystkim zwykle nie sposób. Takie czasy? Taka polityka zarządców? A może takie zapotrzebowanie i taka kondycja społeczeństwa? Ciężko powiedzieć, w każdym razie mylenie rozrywki z kulturą, rzemiosła z twórczością, kiczowatego pikniku z ambitnym przedsięwzięciem nie jest tu wyjątkiem, lecz raczej tendencją dominującą. Kiedy więc raz na jakiś czas w zwykle nudnym, miejskim kalendarzu wydarzeń kulturalnych uda się komuś wyrysować świeżą, interesującą formę, trudno nie odczuwać z tego powodu zadowolenia. I tu właśnie przechodzimy do sedna. Całkiem bowiem niedawno, przez kilka wieczorów z rzędu mieliśmy okazję uczestniczyć (jako publiczność rzecz jasna) w plenerowych spektaklach prezentowanych w ramach świeżo powołanego do życia, tyskiego Festiwalu Teatrów Offowych ANDROMEDON i, co tu dużo gadać, na pewno nie był to czas stracony. Napięty, sierpniowy grafik pozwolił nam co prawda obejrzeć tylko trzy z przygotowanych widowisk („Babel” wrocławskiego Teatru Formy oraz „Ukryte” i „Golem Godula” tyskiego Teatru HoM), ale już na ich podstawie ośmielamy się wystawić festiwalowi ocenę bardzo dobrą. Może w zestawieniu z podobnymi inicjatywami ilość zaproszonych teatrów jeszcze troszkę skromna, może publiczność nie całkiem dopisała, ale wiemy jak trudne bywają początki, więc absolutnie nie zamierzamy krytykować ani narzekać. Organizatorom oraz aktorom bardzo dziękujemy i życzymy powodzenia w kolejnych projektach. A żeby obraz tego wartościowego wydarzenia zbyt szybko z pamięci nie uleciał, publikujemy w naszym „albumie” przykładowe zdjęcia.

Sierpień 2015.