Jesień, wspinanie, Jura…

Tegoroczna jesień swój „złoty wiek” ma już powoli za sobą, ale wciąż jeszcze może pochwalić się nie lada urodą, na co dowody przedstawiamy poniżej. Jedna zmiana jest jednak ewidentna. Podczas ostatniego, umiarkowanie wspinaczkowego wypadu na nieodległą nam Jurę, pierwszy raz od wielu, wielu miesięcy zaznaliśmy autentycznego chłodu. Już prawie zdążyliśmy zapomnieć, że wszystko staje się znacznie trudniejsze, gdy na termometrze ledwie kilka stopni, wiatr żwawo hula, a wapienie ciut bardziej wilgotne.

Październik 2018.

Złota polska jesień w Tatrach

Trzy przyjemne, zaskakująco pogodne dni. Skaliste Tatry w pięknym wydaniu jesiennym i my w nieśpiesznym, ale intensywnym poszukiwaniu względnie bezludnych uroczysk.

Październik 2018.

Tatrzańskie poranki

Jak w tytule. Kilka tatrzańskich obrazków z tej cudnej pory, kiedy słońce czule głaszcząc zziębnięty grunt radośnie informuje, że właśnie nastał nowy dzień.

Październik 2018.

„Piątkowa” joga

Zaskakująco pogodny piątek. „Piątka”, czyli tatrzańska Dolina Pięciu Stawów. Aktywna pauza. Joga w scenerii jesiennej.

Październik 2018.

Wspinaczkowa majówka

Z roku na rok wspinamy się coraz rzadziej, a co za tym idzie – cała zabawa staje się coraz trudniejsza. Na szczęście czasem jeszcze odnajdujemy w sobie dawny upór i dzielność. W urokliwych okolicach Mzurowa, na ukrytych pośród gęstej majowej zieleni wapiennych ostańcach prezentowaliśmy się ostatnio całkiem nieźle.

Maj 2018.

Wiosna na Jurze

Zieleni jeszcze bardzo mało, ale na wapieniach już zwisają pierwsi straceńcy, a soczystych barw pejzażowi przydają fioletowo-niebieskie przylaszczki, co oznacza, że na Jurze wreszcie zawitała wiosna :)

Kwiecień 2018.

Świąteczna przejażdżka na Klemensową Górkę

Miało być świąteczne spotkanie z przemrożonymi, otulonymi białą pierzyną górami, ale pogoda tradycyjnie pod koniec grudnia trochę zwariowała, więc wybraliśmy aktywność mniej ekstremalną. Tak sprzyjających rowerowym przejażdżkom warunków o tej porze roku absolutnie się nie spodziewaliśmy. Na Klemensowej Górce zameldowaliśmy się w temperaturze niemal dziesięciu stopni, przy całkiem żwawo operującym, lekko tylko przyduszonym przez smog słonku.

26 Grudzień 2017.

Z wizytą w Krakowie

Grudzień A.D. 2017 rozpoczęliśmy wizytą w miejscu, w którym z niewyjaśnionych powodów bardzo dawno nas już nie było. W drodze na piętnastą edycję największego w Polsce festiwalu górskiego znaleźliśmy czas na krótki spacer po zaskakująco pogodnej w tym momencie krakowskiej starówce. Spoglądając na niebieskie niebo trudno było przypuszczać, że niedużo później brukowane uliczki i dachy zabytków przykryje kilkucentymetrowa warstwa śniegu.

Kraków 2017.

Niegowonicki epizod wspinaczkowy

Jeszcze do niedawna zaśmiecone, zarośnięte, oszpecone prymitywnymi bohomazami wzgórze Kromołowiec uchodziło za jeden z najbardziej ewidentnych przykładów dewastacji naszych jurajskich ostańców. Na szczęście dzięki wytężonej pracy grupy ludzi (wycinka, sprzątanie, czyszczenie, piaskowanie, itp.) położone na terenie Niegowonic skały znów odzyskały swój turystyczny i wspinaczkowy walor. A że jakiś czas temu na całkiem estetycznych, wapiennych ścianach pojawiły się również nowe stanowiska zjazdowe i ringi, postanowiliśmy w końcu przetestować potencjał tego położonego ledwie 50 kilometrów od naszego domu sektora. Pomysł przerodził się w dobry dzień. Zaskakująco przyjemne drogi nie stawiały większego oporu. No i pogoda dopisała – przesadny upał ani przez moment nas ze skał nie przeganiał ;)

Listopad 2017.

Pierwszy raz w skałach

Sześcioletni Marcel, mocno dopingowany przez swoich rodziców, trzymiesięcznego braciszka Miłosza, ciocię Basię i wujka Jakuba, przeżył niedawno na jurajskich wapieniach swój skałkowy pierwszy raz. Wydawał się z tego powodu całkiem zadowolony :)

Rodzinny wypad do Rzędkowic, sierpień 2017.

Obrazki jeleniogórskie…

… czyli kilkanaście portretów „stolicy Karkonoszy”, jako zamknięcie wątku związanego z naszym udziałem w jubileuszowym jeleniogórskim święcie teatrów ulicznych (galerie z 35. MFTU znaleźć można tu i tu, a zdjęcia z zeszłorocznej edycji festiwalu tu oraz tu).

Jelenia Góra, lipiec 2017.

Beskidzka pętelka

Oj, zestarzały się nasze stawy. Czas niestety intensywnie trawi nasze kolanowe chrząstki, nadgryza wiązadła. Zawsze chętnie wracamy w góry, ale nie da się nie zauważyć, że z każdym kolejnym wypadem coraz bardziej bolesne to przygody. Nawet jeśli mówimy o skromnej, dwudziestokilometrowej beskidzkiej pętelce. Będzie nam brakowało górskich pejzażów i tego cudnego odosobnienia, gdy kiedyś zdrowie ostatecznie odmówi posłuszeństwa. Póki co mocno ćwiczymy się w zagryzaniu zębów. Poniżej kilka pamiątek z ostatniego, dusznego, przesyconego słońcem spaceru głównym grzbietem Beskidu Śląskiego.

Lipiec 2017.

 

 

Obrazki z Rzędkowic…

… czyli jeszcze troszkę okołowspinaczkowych zdjęć z wabiącej wyjątkowej urody wapieniem Jury Krakowsko-Czestochowskiej.

Rzędkowice 2017.

 

Kobieta i skały

Świeżusieńka galeria z zaskakująco sielskiego, cudnie pogodnego epizodu na Rzędkowickich Skałach. W rolach głównych: stęskniona wspinania Barbara, łapczywie spijające słoneczne światło wapienie i rozszalała jurajska zieleń. Na dalszym, nieuchwytnym dla oka planie Jakub dzierżący w dłoniach linę i aparat.

Rzędkowice, czerwiec 2017.

Szlakiem oświęcimskich murali

W Oświęcimiu z przeróżnych, zwykle dość prozaicznych powodów bywamy stosunkowo często. Niedawno, korzystając z wyjątkowo sprzyjającej aury, ruszyliśmy na dłuższy spacer w poszukiwaniu śladów street artu, który staje się w ostatnich latach jedną z wizytówek tego niewielkiego, ale rozpoznawalnego niemal na całym świecie, mocno doświadczonego przez dwudziestowieczne dzieje miasta.

Oświęcim 2017.

Jurajskie wspominki

Once upon a time…

Znowu zebrało nam się na wspomnienia, a pamięć tym razem porwała nas do odległych czasów, gdy na jurajskich wapieniach zdobywaliśmy pierwsze wspinaczkowe szlify, pod czujnym, surowym, ale też autentycznie życzliwym okiem Jacka Czecha – człowieka, który w swojej bogatej instruktorskiej karierze wyszkolił i wytrenował całą rzeszę solidnych, a nieraz wybitnych wspinaczy, taterników, himalaistów. Niewiele w okresie naszego skałkowego kursu powstało zdjęć, jednak trzy rzędkowickie obrazki z mniej więcej tego czasu udało się odnaleźć. Prezentujemy je poniżej. Nie wiemy Jacku, czy nasz niezbyt donośny głos do Ciebie czasem dociera, ale jeśli tak, to ślemy serdeczności, uśmiechy oraz pozdrowienia. Siła i honor.

Cieszyn – po obu stronach Olzy

Do Cieszyna postanowiliśmy wyskoczyć, by sprawdzić, czy czasem naszego ulubionego na polsko-czeskim pograniczu miasteczka nie dopadły ostatnio jakieś „dobre zmiany”, by przedeptać dawno niewidziane zaułki starówki i Cieszyńskiej Wenecji”, trochę pospacerować po południowej stronie Mostu Przyjaźni, no i rzecz jasna zaopatrzyć się w zapas wybornych piw oraz z roku na rok coraz doskonalszych morawskich win. Niestety, dosyć ciężki, szary i ponury dzień nie sprzyjał ani motywacji do sięgania po aparaty ani samej fotografii, stąd tylko skromniutka galeria. Trochę pochmurnych obrazków z Czeskiego Cieszyna, a z polskiego brzegu Olzy dwa wieczorne pejzaże.

Marzec 2017.

Śnieg, mróz, Trzy Korony…

… czyli pięć świeżutkich, zimowych portretów najbardziej fotogenicznego i rozpoznawalnego szczytu w polskich Pieninach.

Styczeń 2017.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Jelenia Góra – stolica Karkonoszy.

Trochę przypadkowych zdjęć z dość chaotycznych spacerów brukami Jeleniej Góry, która całkiem niedawno gościła nas przez kilka dni. Do „stolicy Karkonoszy” ruszaliśmy przede wszystkim z myślą o słynnym, corocznym święcie ulicznych teatrów, ale dodatkową atrakcją okazała się sama przestrzeń tego ciekawego, niezwykle urokliwego miasta.

Lipiec 2016.

24 godziny w Bolesławcu

W drogę można ruszyć z bardzo różnych powodów. W naszym przypadku chodzi czasem o coś tak prozaicznego jak zmęczenie krajobrazem. Nagła potrzeba zmiany otoczenia każe nam po prostu wyjść z domu, wsiąść do autobusu, pociągu, czy też samochodu i ruszyć gdzieś, gdzie nas dawno nie było, albo gdzie nie było nas jeszcze nigdy. Ktoś mógłby oczywiście zapytać, a cóż takiego ważnego i wyjątkowego tam jest? Odpowiedź jest prosta – coś innego. Inny widok z okna, inna przestrzeń, inna pogoda, inna architektura, inne bodźce i emocje, inni ludzie, inne z nimi, mniej lub bardziej głębokie relacje, inni my. I taka oto, podszyta głodem odmienności motywacja rzuciła nas niedawno do Bolesławca. W niezwykle estetyczne polskiej stolicy ceramiki spędziliśmy gęste od przyjemności 24 godziny.

Maj 2016.

Powrót do przeszłości

Znowu wzięło nas na wspominki. Zdjęcia może nie rewelacyjne, ale co tam, upubliczniamy. Tak się prezentowaliśmy 11 lat temu. Pojezierze Brodnickie i burzowe Tatry. Rok 2005. Bardzo się zestarzeliśmy?

P.S. Rozczula nas zwłaszcza fotka ze Zbiczna z podwójną „łyżeczką” w namiocie – w rolach głównych Basia, Jakub i śp. kundel-kumpel Ozi :)

Zabawy w „piachu”

Podczas naszego niedawnego, krótkiego pobytu na polsko-niemieckim pograniczu postanowiliśmy wygospodarować kilka godzin, by poznać, trochę pomacać i obfotografować zupełnie nam dotąd nieznane okoliczne skały. Czasu było zdecydowanie za mało, a pierwszym krokom na jakże specyficznych, piaskowcowych formacjach towarzyszyło zdecydowanie zbyt wiele stresu i obaw, ale za to pogoda oraz humor dopisały, więc chrzest w podsudeckich „piachach” zapamiętamy jako zdecydowanie udany :)

Maj 2016.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Ze Zgorzelca do Görlitz.

Nie zamieszkują nas najmniejsze nawet uprzedzenia ani jakiekolwiek niechęci do naszych zachodnich sąsiadów, a mimo to, z jakiegoś bliżej nieznanego powodu rzadko przekraczamy polsko-niemiecką granicę. Tym bardziej warto więc odnotować nasz ostatni, króciutki pobyt na ziemiach RFN. Skromna galeria zdjęć z majowego spaceru zarówno prawym, jak i lewym brzegiem Nysy Łużyckiej: zaskakująco ciekawe Görlitz i również warty odwiedzenia, choć niestety wyraźnie bardziej „polski” (przeczuleni na punkcie swojej narodowej dumy mogą sobie oczywiście ten przymiotnik zrozumieć po swojemu, my akurat w tym miejscu nic specjalnie pozytywnego nie mamy na myśli) Zgorzelec.

Maj 2016.

Góra Zamkowa

Góra Zamkowa (Wzgórze Zamkowe) ma dla cieszynian znaczenie szczególne. To w końcu nie tylko popularna turystyczna atrakcja, dogodny widokowy „taras”, czy też ulubione przez wielu miejsce spotkań i romantycznych schadzek, lecz przede wszystkim dla całej okolicy symboliczny punkt centralny, któremu swój początek zawdzięcza współczesny Cieszyn. Z dawnych czasów w różnej kondycji do dziś na wzgórzu zachowały się: XI-wieczna romańska Rotunda św. Mikołaja, fragmenty murów piastowskiego zamku, gotycka Wieża Piastowska z XIV wieku i znacznie młodszy Pałac Myśliwski Habsburgów.

Cieszyn 2016.