Šíp

Nie rozpieszcza nas ostatnimi dniami tegoroczna jesień. Leje, na termometrze ledwie kilka kresek, a za oknem zamiast orgii kolorów gnijąca szarość. Tym bardziej jesteśmy szczęśliwi, że na moment przed załamaniem pogody zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć na Słowację, by pierwszy raz w życiu postawić stopę na szlakach Szypskiej Fatry. Šíp – najwyższy szczyt masywu, nie imponuje może swoimi rozmiarami (1169 m n.p.m.), ale panoramy oferuje naprawdę nie byle jakie, co sprawia, że nawet przy pozbawionej słońca, mocno pochmurnej i wilgotnej aurze warto się na niego wdrapać.

Słowacja, październik 2020.

 

Wielki Chocz

Wielki Chocz (Veľký Choč) – chociaż niezbyt wysoki, bo osiągający ledwie 1611 m n.p.m., powszechnie uchodzi za jeden z najlepszych, a zdaniem niektórych za zdecydowanie najlepszy punkt widokowy na mocno pofałdowanych słowackich ziemiach. Z charakterystycznej, niezwykle jak na swoje niewielkie rozmiary wybitnej piramidy przerastającej okalające ją doliny o ponad kilometr rozciąga się niesamowita, niczym nieprzysłonięta panorama. Z każdej strony przystojne góry – Tatry Wysokie, Zachodnie i Niżne, Wielka i Mała Fatra, Beskidy z ich królową Babią Górą oraz dziesiątki innych pasm. Pozbawiona trudności technicznych, ale dość forsowna, bo wymagająca pokonania ponad tysiąca metrów przewyższenia tułaczka zajęła nam łącznie około pięć i pół godziny, na które złożyły się: dwugodzinna droga na szczyt, dobre osiem słonecznych kwadransów na wierzchołku oraz półtoragodzinny spacer powrotny do samochodu pozostawionego na niewielkim, przydrożnym parkingu powyżej kameralnej miejscowości Lúčky. Kolejny całkiem przyjemny słowacki wypad.

 

Sierpień 2020.

W oczekiwaniu na zimę

Niezbyt hojna jak dotąd jest dla naszej szerokości geograficznej tegoroczna zima. Śniegu jak na lekarstwo. Tylko na terenach dość wyraźnie już pofałdowanych ciut bardziej biało…

Słowacja, styczeń 2020.

Fatrzańska zima A.D. 2020…

… czyli druga porcja zdjęć z naszego krótkiego, ale całkiem treściwego, styczniowego pobytu na szlakach Małej Fatry.

Styczeń 2020.

2020 inauguracja

Kolejny już raz zimowy sezon na poważnie inaugurujemy na szlakach jednego z naszych ulubionych o tej porze roku górskich pasm. Na początku stycznia na głównej grani słowackiej Małej Fatry może troszkę brakowało słońca, ale i tak na pogodę, a zwłaszcza warunki śniegowe nie mogliśmy narzekać. Biało, estetycznie, cicho, nietłumnie, pięknie. Oczywiście przywieźliśmy sobie na pamiątkę troszkę zdjęć. Poniżej pierwsza ich część.

Styczeń 2020.

Wiosna w środku tatrzańskiej zimy…

… czyli ostatnia porcja „fotopamiątek” z naszego kilkudniowego, lutowego, zaskakująco ciepłego i pogodnego pobytu w słowackiej części urokliwych Tatr.

Słowacja, luty 2019.

Znowu na szlaku…

Przyjemny powrót na szlaki bardzo dawno już przez nas zimą niewidzianych Tatr. Tym razem podziwialiśmy ich pięknie umalowaną światłem, południową twarz. Sprzyjało nam dosłownie wszystko – warunki śniegowe, wiosenne temperatury, słońce…

Luty 2019.

Na styku natury i cywilizacji

Natura w swoim groźnym, górskim, zimowym wydaniu i akcent kruchej cywilizacji. Południowa strona Tatr. Słowacja. Luty 2019.

Zimą przez Małą Fatrę

To były dobre dni. Małej Fatrze za jej tradycyjną gościnność kłaniamy się nisko, ale specjalne podziękowania kierujemy również w stronę współorganizatorki naszego styczniowego wyjazdu za południową granicę – hojnej jak mało kiedy zimie, która nie szczędziła nam ani odrobiny swojego bogactwa. Był siarczysty mróz, ale i momenty ciepła, były porywiste podmuchy, ale i przyjemne godziny, gdy wiatr udawał się na odpoczynek, było trochę chmur, ale też sporo błękitnego nieba, było słońce i przede wszystkim ogrom świeżego, bielutkiego śniegu.

Styczeń 2019.

Wielki Rozsutec w wydaniu zimowym

Mała Fatra. Zimowe, czarno-białe oblicza Wielkiego Rozsuteca.

Styczeń 2019.

Terchová

Naszą niedawną, kilkudniową przygodę na górskich szlakach Małej Fatry rozpoczęliśmy we wsi Terchová, która w swojej bogato zimą zdobionej kreacji wydała nam się całkiem przystojna.

Styczeń 2019.

Psie ścieżki

W tak estetycznej scenerii, przy tak sprzyjającej, motywującej do działania aurze wejście na szczyt jawi się zawsze jako „psi obowiązek” ;)

Styczeń 2019.

Białe myśli

Zima nam w tym roku wyjątkowo sprzyja…

Na szlakach Małej Fatry. Styczeń 2019.

Przyśnieżyło…

Na Słowacji przyśnieżyło w tym roku trochę ponad normę :)

Styczeń 2019.

Wielka Fatra: Ostrá, Lubená i Tlstá

Przyjemna przechadzka szlakiem dotąd nam nieznanym, jednym z klasyków słowackiej Wielkiej Fatry: z Błatnicy, przez Konský dol i Murań na Ostrą, następnie przez Zadną Ostrą i Báglov kopec (Lubená) na rozległy wierzchołek Tlstej, w końcu dolinami Wapienną i Gaderską, mijając po drodze Jaskinię Mažarną, z powrotem do Błatnicy. Osiem godzin absolutnego spokoju, niezmąconego obecnością innych osób. No i ta pogoda. Połowa września, 28 stopni Celsjusza.

Słowacja 2018.

W stronę Małego Krywania

Solidnie już stęsknieni za bielą zimy ruszyliśmy niedawno w stronę słowackiej Małej Fatry, by na jej głównej grani, z dala od codziennego zgiełku posłuchać, jak pada śnieg. Urodziła się z tego całkiem owocna, przyjemnie męcząca przygoda, która swoją kulminację osiągnęła na nieznanym nam dotychczas Małym Krywaniu. Poniżej skromna galeria – trochę portretów z drogi i kilka zimowych panoram.

Słowacja 2018.

Koszyce – stolica wschodniej Słowacji

Chociaż Słowację odwiedzaliśmy w ostatnich latach regularnie, jej wschodnie krańce wciąż pozostawały dla nas zupełnie nieznane. Uznaliśmy, że ten stan rzeczy dłużej trwać nie powinien. Na oswojenie Koszyc, drugiego co do wielkości i liczby mieszkańców miasta naszych południowych sąsiadów, wygospodarowaliśmy pełne trzy doby, a celem głównym stała się, rzecz jasna, starówka zaskakująca swoim rozmiarem i przepychem.

Zabytkowemu sercu miasta poświęciliśmy długie godziny, co nie znaczy, że na kierunki mniej oczywiste czasu zabrakło. Pośród sennych, koszyckich blokowisk znaleźliśmy między innymi kilka niebanalnych przykładów współczesnego street artu.

Słowacja, czerwiec 2017.

 

 

Bardejów – duma Szarysza

W słowackim Bardejowie podczas przedłużonego czerwcowego weekendu znaleźliśmy między innymi: przepiękny, zaskakująco obszerny, prostokątny rynek z niezwykle fotogenicznym ratuszem oraz strzegącym miasteczka piętnastowiecznym kościołem św. Idziego Biskupa, kamieniczki tak urocze, że byłyby niewątpliwą ozdobą każdego ośrodka na świecie, całą mnogość śladów historii, znakomicie zachowany system murów obronnych, uliczkę Johna Lennona, niebo przesycone niesamowicie czystym błękitem, gęste strumienie słońca i spokój, przecudny spokój.

Słowacja, czerwiec 2017.

Bańska Szczawnica – błyskotka ze srebra i złota

Lata swej wielkiej świetności, wzniesionej niegdyś na bazie bogatych złóż srebra i złota, ma już Bańska Szczawnica dawno za sobą, co nie znaczy absolutnie, że jej blask zupełnie przygasł. Aż trudno sobie wyobrazić, jak niezwykły musiał być to ośrodek w momencie najbujniejszego rozkwitu skoro i dziś, długo po wyeksploatowaniu szlachetnych zasobów, potrafi niejednego odwiedzającego niemal od pierwszego wejrzenia zauroczyć. Dla pragnących poznać największe skarby naszych południowych sąsiadów punkt obowiązkowy.

Słowacja, kwiecień 2017.

Čičmany – wioska piękniejsza niż inne

Nazwa Čičmany (Cziczmany) od dłuższego już czasu nie była nam obca, ale żeby wreszcie przekonać się, jak też w rzeczywistości wyglądają charakterystyczne, zdobione białymi ornamentami domostwa tej maleńkiej słowackiej wioski, potrzebny był przypadek. Remont kilku głównych dróg w okolicach Małej Fatry wstrzymał na dłuższą chwilę naszą samochodową podróż do Bańskiej Szczawnicy, a skomplikowany system objazdów niespodziewanie zaprowadził nas w Góry Strażowskie. U ich stóp w pełnym, ale jeszcze przyjemnie łagodnym, wiosennym słońcu wylegiwały się właśnie Čičmany. Uznaliśmy to za niepowtarzalną szansę, by ten uroczy zakątek w końcu odrobinę oswoić.

Słowacja, kwiecień 2017.

Kremnica – pożegnanie zimy

Absolutnie nie spodziewaliśmy się, że nasz ostatni w tym roku kontakt ze śniegiem będzie miał miejsce nie w górach, lecz w samym sercu rozgrzanego do ponad dwudziestu stopni Celsjusza słowackiego miasteczka Kremnica. Nie mamy pojęcia, skąd na środku głównego placu tego historycznego, urodziwego ośrodka wzięła się na początku kwietnia tak pokaźna biała góra, ale jej obecność na pewno nasz krótki tam pobyt ubarwiła. Oczywiście nie omieszkaliśmy tego wyrastającego o dobre kilka metrów ponad poziom Kremnicy wierzchołka zdobyć, co zgodnie uznaliśmy za symboliczne pożegnanie tegorocznej zimy.  I tak oto powstało kilka dość nietypowych kremnickich ujęć.

I jeszcze ciut bardziej tradycyjna galeria z wiosennej Kremnicy.

Słowacja 2017.

Lewocza – perełka słowackiego Spiszu

Kolejna wizyta u naszych południowych sąsiadów. Tym razem przez trzy dni gościła nas Lewocza – mieścina na tyle urocza, że do twarzy jej nawet w zleżałym, topniejącym, niespecjalnie już estetycznym śniegu. Zabytkowa, wpisana na listę UNESCO starówka, prześliczny rynek, pokryte patyną wieków mury i ostre strumienie nisko spacerującego po zimowym niebie słońca. Zaskakująco sprzyjająca fotograficznym zabawom sceneria.

Słowacja, luty 2017.

Powrót na ośnieżone szlaki

Dawno nie byliśmy razem zimą w górach. Tak się niestety złożyło, że dwa ostatnie „białe sezony” w całości skradły nam problemy zdrowotne. I choć kontuzje ciągle nie pozwalają o sobie zapomnieć, a naszym kończynom daleko do optymalnej formy, postanawiamy zacisnąć zęby i uprzedzając Nowy Rok zakończyć tą zbyt długo trwającą już rozłąkę. Wybór dość spontanicznie pada na dobrze nam znaną Małą Fatrę. Bez zwłoki pakujemy graty i ruszamy. Na rozciągniętej między Wielkim Krywaniem a Wielkim Rozsutcem grani cieszymy się zimowym słońcem, intensywnie odczuwalnym mrozem, obficie ośnieżonymi szlakami, wspaniałymi panoramami, a przede wszystkim swoim towarzystwem. I takim oto sposobem pogodnie żegnamy mocno niesforny rok dwutysięczny szesnasty.

Słowacja 2016.