Traunsee, Traunkirchen, Traunstein…

Nasza główna baza podczas niedawnego pobytu w alpejskim Salzkammergut: przepiękne, idealne dla pływaków Traunsee – najgłębszy i jeden z największych austriackich akwenów, ulokowana na jego brzegu, przytulna i urocza miejscowość Traunkirchen oraz wyrastająca jakby wprost z jeziora, zewsząd widoczna góra Traunstein – stroma, wybitna, strzelista (a mimo to stosunkowo łatwa do zdobycia) piramida zwana „strażnikiem” całego regionu.

Austria, lipiec 2022.

Salzkammergut: odsłona pierwsza

Jak to w Alpach, czasem słońce, czasem deszcz, chociaż tym razem więcej słońca, wbrew wcześniejszym, złowrogim wróżbom próbujących chyba zniechęcić nas do wyjazdu speców od meteorologii. Przyjemne kąpiele w krystalicznie czystych i zaskakująco ciepłych wodach, trochę górskich spacerów, kilka niezbyt wymagających via ferrat oraz odrobina zwiedzania, czyli nasze pierwsze spotkanie z austriackim Salzkammergut. Traunsee, Attersee, Wolfgangsee, Hallstatt, Bad Ischl, Gmunden, Traunkirchen, itp. Piękny czas w przepięknej krainie. Poniżej pierwszy stamtąd wybór zdjęć.

Austria, lipiec 2022.

Odrobina autopromocji

Długa fotograficzna pauza. Ostatnie tygodnie dzieliliśmy między zawodowe obowiązki, intensywne wspinaczkowe od nich odskocznie i spowodowane tymi odskoczniami rehabilitacje, a co za tym idzie, bardzo rzadko sięgaliśmy po aparat. Jedynym wartym odnotowania fotograficznym akcentem był fakt, że autorzy wydanej właśnie monografii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach zdecydowali się z naszych zdjęć uczynić bardzo wyraźną część wizualnej oprawy tego obszernego wydawnictwa. Cieszymy się, że mogliśmy pomóc. Poniżej, jako pamiątkowy ślad, niewielki wybór naszych fotografii, które, mamy nadzieję, w jakimś stopniu przyozdobiły książkę.

Maj 2022.

Dobry tydzień

Siedem niezwykle urozmaiconych dni w mocno przedsezonowej Dalmacji. Hojne słoneczko, przeważnie niebieskie niebo, umiarkowane, idealne do aktywności temperatury, puste o tej porze roku wybrzeża, piękne krajobrazy, zaledwie garstka turystów. Odpoczynek, kulinarne przyjemności, zwiedzanie, sporo wspinania i kilka akcentów górskich na szlakach Alp Dynarskich. Naprawdę dobry tydzień. Poniżej pierwszy wybór zdjęć.

Chorwacja, kwiecień 2022.

Ciemność w słońcu

Zdjęcie jak zdjęcie. Na pozór zwykły obrazek ze słonecznej Chorwacji, a jednak nie do końca. Niemal dokładnie w tym momencie, gdy migawka utrwalała ten dalmacki krajobraz, usłyszeliśmy sygnał komórki. „Halo?”. To był naprawdę piękny, łaskawy i dobry dzień, kiedy dowiedzieliśmy się, że odeszła Danuta. Świat mocno zubożał. Powstała ciemna, cholernie pojemna luka.

Chorwacja, kwiecień 2022.

Fatrzańska tradycja

Styczniowe spotkania z zimą na szlakach Małej Fatry to dla nas już swoista tradycja, od której był w ostatnich latach tylko jeden wyjątek, sprezentowany nam, rzecz jasna, przez pandemię. Po zeszłorocznym poście niedawno ponownie ruszyliśmy w stronę jednej z naszych ulubionych grani, oczywiście ze sporymi nadziejami i, jak można się było spodziewać, nie spotkał nas nawet najmniejszy zawód. To był piękny, niezwykle urozmaicony, lekko przedłużony weekend, podczas którego zaserwowano nam bogaty zestaw najlepszych zimowych dań: kilkudziesięciocentymetrową warstwę świeżego puchu, zawieje, zamiecie, siarczysty mróz, rozhulały wiatr obniżający odczuwalną temperaturę do -25 stopni, momenty ograniczonej do minimum widoczności, ale też sporo godzin, gdy się do nas ładnie uśmiechało słońce. A to wszystko dzieliliśmy z zaledwie garstką podobnych nam jednostek. Naprawdę intymna i upojna to była w bieli kąpiel. Poniżej pierwsza z niej porcja ilustracji.

Słowacja, styczeń 2022.

Podsumowanie A.D. 2021

Obrazków z górskich królestw było ostatnimi czasy sporo, dlatego, dla odmiany, jako fotograficzne podsumowanie roku 2021, prezentujemy serię motywów, które zarejestrowaliśmy w tym sezonie na terenach znacznie niżej położonych. Przyjemne odludzia, dużo kolorów, trochę słodkiej i słonej wody, odrobina tkanki miejskiej oraz kilka pamiątek z dni wspinaczkowych. To był w sumie całkiem estetyczny rok…

Deresze, Chopok, Dziumbier…

11 listopada postanowiliśmy urządzić sobie prywatne święto niepodległości, niepodległości od absurdów polskiej rzeczywistości, urągających inteligencji politycznych teatrzyków, prymitywnych radykalizmów, zaraźliwej znieczulicy oraz banalnych fobii i uciekliśmy na moment do naszych południowych sąsiadów, a konkretnie w cudownie puste o tej porze roku Niżne Tatry. Zrodziła się z tego całkiem przyjemna, chociaż dość wyczerpująca górska przygoda. Start nie nazbyt wczesnym rankiem na parkingu w okolicach Mikulášskiej chaty, żółtym szlakiem w stronę Poľany (1890 m n.p.m.), następnie główną granią przez trzy najwyższe szczyty całego pasma – Deresze (2004 m n.p.m.), Chopok (2024 m n.p.m.) oraz Dziumbier (2043 m n.p.m.), a na zakończenie druga wizyta na Chopoku i nużący powrót do samochodu wzdłuż odrobinę posępnej infrastruktury ośrodka Jasná. 23 kilometry na nogach, ponad 1600 metrów łącznej sumy przewyższeń. Czas niezły – 8,5 godziny na szlaku, z czego pewnie dobrych 5-6 kwadransów zabrały nam odpoczynki na panoramicznych wierzchołkach oraz przerwy na zdjęcia. To był naprawdę dobry dzień.

Słowacja, listopad 2021.

Na winnym szlaku

Rzeczywistość w naszej skrzywionej psychicznie ojczyźnie coraz mniej ciekawa, człowiek czasem napić się musi. Mieliśmy spędzić kilka aktywnych chwil w górach wysokich, ale ostatecznie zamieszkaliśmy w winnicy. Dolina Wachau ugościła nas pięknie – kulturą oraz otwartością mieszkańców, krajobrazem, no i oczywiście kapitalnym winem. Steinfeder, Federspiel, Smaragd – przez cztery dni staraliśmy się dokładnie poznać wszelkie między nimi różnice. Intensywny, całkiem przyjemny kurs :)

Austria, październik 2021.

Tatrzańska jesień

W wysokich górach już piękna jesień, a przekonaliśmy się o tym kilka dni temu serwując sobie dość forsowną, prawie dwudziestokilometrową pętlę w słowackiej części Tatr Zachodnich. Plan był w zasadzie inny – chcieliśmy więcej czasu poświęcić Rohaczom, ale kiedy dotarliśmy na główną grań, zimno oraz niemal zerowa widoczność zasugerowały nam wybór alternatywnego kierunku. Podsumowując całą trasę: zaczęliśmy w wiosce Žiar, minęliśmy Žiarska chatę, przez Žiarske sedlo dostaliśmy się na Rohacz Płaczliwy (Plačlivô, 2125 m n.p.m.), a na drogę powrotną obraliśmy żółty szlak prowadzący przez trzy urokliwe wierzchołki – Smrek (2074 m n.p.m.), Baranec (2184 m n.p.m.) i Holý vrch (1723 m n.p.m.). Krajobraz zdominowały gęste opary, ale czasem uprzejmie przyświecało nam słoneczko. Niemal bezludnie. Dawno nie spędziliśmy w Tatrach tak przyjemnego dnia. Niech żyje Słowacja!