Jurajskie przygody

Jurajska wiosna, jurajska przyroda, jurajskie ostańce, jurajskie zamki, jurajskie piwo. Przechadzki, eksploracje, wspinanie. Podlesice i okolice. Przyjemny pobyt w klimatycznej bazie Trafo Base Camp (polecamy!). Kwiecień 2019.

Z dziennika poszukiwaczy wiosny

Meldujemy: wiosna na polskiej Jurze jeszcze ciągle się leni, skały omszałe, chłodne, wilgotne, stawiające zaskakujący opór, ale za to czosnek niedźwiedzi już się zieleni…

Marzec 2019.

Nowy sezon

Polska Jura w wydaniu jeszcze wyraźnie przedwiosennym. Nowy sezon, stare zabawy…

Marzec 2019.

Zmiana

Druga połowa listopada. Złota jesień już przygasa, a w powietrzu wyraźnie wytrąca się aromat zmiany. Na skórze swoje ostre stemple zaczyna kłaść chłód. Zbliża się dużymi krokami monochromatyczna pora. Lekka stagnacja. Czasem tylko jakaś leniwa przechadzka z aparatem, czasem jakaś wspinaczkowa, jurajska eskapada. Czekamy na śnieg…

Listopad 2018.

Jesień, wspinanie, Jura…

Tegoroczna jesień swój „złoty wiek” ma już powoli za sobą, ale wciąż jeszcze może pochwalić się nie lada urodą, na co dowody przedstawiamy poniżej. Jedna zmiana jest jednak ewidentna. Podczas ostatniego, umiarkowanie wspinaczkowego wypadu na nieodległą nam Jurę, pierwszy raz od wielu, wielu miesięcy zaznaliśmy autentycznego chłodu. Już prawie zdążyliśmy zapomnieć, że wszystko staje się znacznie trudniejsze, gdy na termometrze ledwie kilka stopni, wiatr żwawo hula, a wapienie ciut bardziej wilgotne.

Październik 2018.

Osp: wapień i słońce

Leżący w cieniu pomarańczowej, prawie 150-metrowej Wielkiej ściany (Velká stěnaOsp i jego najbliższe okolice (Mišja PečČrni Kal), uchodzące za słoweńską stolicę wspinaczki skałkowej, oswoiliśmy już dawno temu. Od tego czasu zawsze chętnie wracamy do tej urodziwej, wapiennej krainy obficie karmionej przez śródziemnomorskie słońce.

Słowenia, sierpień 2018.

Powrót na słoweńską Istrię

Po prawie dwuletniej, zbyt już wyraźnie stymulującej naszą tęsknotę przerwie wróciliśmy na słoweńską ziemię, a precyzyjniej rzec ujmując – na wapienne, słoweńsko-włoskie pogranicze, gdzie czas sprawiedliwie podzieliliśmy między wspinanie, „próby kolarskie”, spacery, zwiedzanie i kulinarne degustacje. Domem był Osp, ale w zasięgu rowerowej przejażdżki mieliśmy Koper, Izolę, Muggię i Triest. Tydzień minął błyskawicznie.

Sierpień 2018.

Wspinaczkowa przygoda w Ulassai

Ulassai – niepozorne miasteczko, które przycupnęło sobie około dwudziestu kilometrów od wschodniego wybrzeża Sardynii, czyli na tyle blisko, by przy dobrej pogodzie móc beztrosko wpatrywać się w morze, i wystarczająco daleko, by na co dzień nie zmęczyć się nadmiernym kontaktem z turystą, gościło nas przez pięć dni. Wybierając ten kierunek mieliśmy nadzieję na jakąś poważniejszą zażyłość ze skałą, ale nie spodziewaliśmy się, że czuwające nad okolicą okazałe, wapienne ściany okażą się jedną z najlepszych wspinaczkowych aren, jakie kiedykolwiek poznaliśmy. Potencjał całego rejonu trudno opisać. Przyjaźni tubylcy, zaskakujące swoim rozmachem widoki, całkiem spore spektrum opcji trekkingowych i pokaźna liczba przystępnych, niezwykle estetycznych wspinaczkowych linii (od łatwych „trójek” aż po stopień 8c, a nawet 9a, jeśli brać pod uwagę kilka otwartych projektów), których, co ważne, z roku na rok przybywa, dzięki intensywnej pracy grupy zapalonych społeczników. W samym tylko kanionie Sa Tappara, oddalonym ledwie 10-15 minut piechotą od centrum Ulassai, znajdziemy około 150 dróg, w tym ponad osiemdziesiąt nie trudniejszych niż 6c, co sprawia, że nawet tacy wspinaczkowi emeryci jak my mają całkiem spore pole do działania. Dawno już nie spędziliśmy na skałach tak przyjemnych chwil.

 

Sardynia 2018.

Wspinaczkowa majówka

Z roku na rok wspinamy się coraz rzadziej, a co za tym idzie – cała zabawa staje się coraz trudniejsza. Na szczęście czasem jeszcze odnajdujemy w sobie dawny upór i dzielność. W urokliwych okolicach Mzurowa, na ukrytych pośród gęstej majowej zieleni wapiennych ostańcach prezentowaliśmy się ostatnio całkiem nieźle.

Maj 2018.

Wiosna na Jurze

Zieleni jeszcze bardzo mało, ale na wapieniach już zwisają pierwsi straceńcy, a soczystych barw pejzażowi przydają fioletowo-niebieskie przylaszczki, co oznacza, że na Jurze wreszcie zawitała wiosna :)

Kwiecień 2018.

Niegowonicki epizod wspinaczkowy

Jeszcze do niedawna zaśmiecone, zarośnięte, oszpecone prymitywnymi bohomazami wzgórze Kromołowiec uchodziło za jeden z najbardziej ewidentnych przykładów dewastacji naszych jurajskich ostańców. Na szczęście dzięki wytężonej pracy grupy ludzi (wycinka, sprzątanie, czyszczenie, piaskowanie, itp.) położone na terenie Niegowonic skały znów odzyskały swój turystyczny i wspinaczkowy walor. A że jakiś czas temu na całkiem estetycznych, wapiennych ścianach pojawiły się również nowe stanowiska zjazdowe i ringi, postanowiliśmy w końcu przetestować potencjał tego położonego ledwie 50 kilometrów od naszego domu sektora. Pomysł przerodził się w dobry dzień. Zaskakująco przyjemne drogi nie stawiały większego oporu. No i pogoda dopisała – przesadny upał ani przez moment nas ze skał nie przeganiał ;)

Listopad 2017.

Wspinaczkowy tydzień w Orpierre

Do francuskiego Orpierre udaliśmy się niedawno z powodów oczywistych. Niezwykle estetyczne, miejscami osiągające niemal 200 metrów wysokości, wapienne ściany przez tydzień skutecznie odwracały naszą uwagę od innych prowansalskich atrakcji.

Francja, wrzesień 2017.

Pierwszy raz w skałach

Sześcioletni Marcel, mocno dopingowany przez swoich rodziców, trzymiesięcznego braciszka Miłosza, ciocię Basię i wujka Jakuba, przeżył niedawno na jurajskich wapieniach swój skałkowy pierwszy raz. Wydawał się z tego powodu całkiem zadowolony :)

Rodzinny wypad do Rzędkowic, sierpień 2017.

Obrazki z Rzędkowic…

… czyli jeszcze troszkę okołowspinaczkowych zdjęć z wabiącej wyjątkowej urody wapieniem Jury Krakowsko-Czestochowskiej.

Rzędkowice 2017.

 

Kobieta i skały

Świeżusieńka galeria z zaskakująco sielskiego, cudnie pogodnego epizodu na Rzędkowickich Skałach. W rolach głównych: stęskniona wspinania Barbara, łapczywie spijające słoneczne światło wapienie i rozszalała jurajska zieleń. Na dalszym, nieuchwytnym dla oka planie Jakub dzierżący w dłoniach linę i aparat.

Rzędkowice, czerwiec 2017.

Jurajskie wspominki

Once upon a time…

Znowu zebrało nam się na wspomnienia, a pamięć tym razem porwała nas do odległych czasów, gdy na jurajskich wapieniach zdobywaliśmy pierwsze wspinaczkowe szlify, pod czujnym, surowym, ale też autentycznie życzliwym okiem Jacka Czecha – człowieka, który w swojej bogatej instruktorskiej karierze wyszkolił i wytrenował całą rzeszę solidnych, a nieraz wybitnych wspinaczy, taterników, himalaistów. Niewiele w okresie naszego skałkowego kursu powstało zdjęć, jednak trzy rzędkowickie obrazki z mniej więcej tego czasu udało się odnaleźć. Prezentujemy je poniżej. Nie wiemy Jacku, czy nasz niezbyt donośny głos do Ciebie czasem dociera, ale jeśli tak, to ślemy serdeczności, uśmiechy oraz pozdrowienia. Siła i honor.

Piąte widzenie ze Słowenią

Do Słowenii zawinęliśmy już po raz piaty. Tym razem wracając z toskańskich wojaży na niespełna tydzień osiedliliśmy się blisko wybrzeża, w wiosce tak małej, że jej nazwy nawet nie będziemy przytaczać, bo i tak nikomu nic nie powie. W każdym razie do dobrze znanego nam z poprzednich lat Kopru, czy tez włoskiego Triestu, mieliśmy przysłowiowy rzut kamieniem, co oczywiście niezwykle intensywnie wykorzystaliśmy. Ale głównym celem były, jak to zwykle w Słowenii, skały. Kilka potyczek z urodziwymi, wapiennymi ścianami Črniego Kalu i Vipavy dostarczyło nam sporo frajdy, ale jednocześnie kolejny raz przypomniało, jak nędznymi jesteśmy zawodnikami :)

Zdjęć tym razem jak na lekarstwo, bo… wobec całej gamy aktywności rzadko chciało się sięgać po aparat. Tylko kilka symbolicznych, wyraźnie niedbałych fotek ze skał i z Kopru, w którym m.in. dość przypadkowo trafiliśmy na festiwal sztuk ulicznych – imprezę niestety skromną i niespecjalnie udaną. Szkoda.

Październik 2016.

Z liną i bez na pomarańczowych klifach Elby

Na Elbie spędziliśmy w tym roku siedem obfitych dni. Chociaż płynąc z Piombino do Portoferraio myśleliśmy przede wszystkim o słońcu, morzu, plażach i błogim lenistwie, nie mogliśmy oczywiście przejść zupełnie obojętnie obok licznie występującej na wyspie, zaskakująco estetycznej skały. Na wspinaczkowe-boulderingowe rozpoznanie wybraliśmy fragment południowego wybrzeża między Seccheto i Fetovaią, który ślicznie zdobi wyrastający wprost z lazurowej wody, pomarańczowy granit. Symboliczna fotorelacja poniżej.

A o samej Elbie napiszemy ciut więcej niebawem. Nie ukrywamy, że naszym zdaniem ta mała toskańska wyspa to miejsce pod wieloma względami idealne na krótką, pozasezonową wyprawę.

Włochy 2016.

Zabawy w „piachu”

Podczas naszego niedawnego, krótkiego pobytu na polsko-niemieckim pograniczu postanowiliśmy wygospodarować kilka godzin, by poznać, trochę pomacać i obfotografować zupełnie nam dotąd nieznane okoliczne skały. Czasu było zdecydowanie za mało, a pierwszym krokom na jakże specyficznych, piaskowcowych formacjach towarzyszyło zdecydowanie zbyt wiele stresu i obaw, ale za to pogoda oraz humor dopisały, więc chrzest w podsudeckich „piachach” zapamiętamy jako zdecydowanie udany :)

Maj 2016.

Na Zubereckiej Vapence

Był czas, że wspinanie zajmowało całkiem spory fragment naszego wspólnego życia. Można nawet rzec, że zbyt spory, bo skupieni trochę przesadnie na skałkowych harcach zaniedbywaliśmy wyraźnie inne aktywności i pasje. I chyba dlatego właśnie tak mało posiadamy z tego etapu zdjęć. No ale oczywiście coś tam w naszych fotograficznych archiwach da się wyszperać. Dla przykładu – cztery trochę zapomniane, czarno-białe obrazki z rekreacyjnego wspinania na położonej u podnóża słowackich Tatr Zubereckiej Vapence.

Słowacja 2012.

Curriali i Isula Rossa, czyli wspinanie w Balagne.

Chociaż naszej tegorocznej, korsykańskiej przygodzie celowo nadaliśmy niewspinaczkowy charakter, nie oznacza to, że z fantastycznym, licznie występującym na wyspie granitem nie poznaliśmy się wcale. W przerwach między zwiedzaniem, odkrywaniem, plażowaniem, odczuwaniem, smakowaniem, fotografowaniem i szeroko rozumianym cieszeniem się swoim towarzystwem, znaleźliśmy czas, by z bliska przyjrzeć się kilku cenionym przez wspinaczy „ogródkom”, a urok dwóch sektorów z rejonu Balagne zatrzymał nas na dłużej. I o nich właśnie postanowiliśmy rzec trzy słowa. Może nasza świeżo zdobyta orientacja okaże się w przyszłości dla kogoś przydatna, zwłaszcza że znalezienie jakiejś sensownej informacji o wspinaniu w Isula Rossa czy Curriali wcale nie jest łatwe.

Isula Rossa (Les Iles) – wyjątkowy, bo ulokowany dosłownie kilkadziesiąt metrów od lazurowych wód Morza Liguryjskiego, kameralny sektor na wysepce L’île de la Pietra, leżącej w granicach urokliwego miasteczka L’Île-Rousse. Miejsce wręcz wymarzone na spokojny, wspinaczkowy piknik z rodziną albo znajomymi, podczas którego aspekt sportowy schodzi na dalszy plan. W Les Iles znajdziemy bowiem tylko kilkanaście łatwych dróg w przedziale 3-6b. Wszystkie dobrze „obite” i zaopatrzone w stanowiska zjazdowe, zatem doświadczony „zawodnik” jest w stanie „przewspinać” cały sektor w zaledwie kilka godzin. Oferujący bardzo dobre tarcie, pomarańczowy granit, idealny dla osób stawiających dopiero pierwsze kroki na tego typu skale. Lokalizacja wyjątkowo oczywista – przystosowane pod sportową wspinaczkę ściany znajdują się dokładnie u stóp widocznej zewsząd latarni morskiej. Z parkingiem również nie ma problemu: sporo płatnych miejsc w centrum miasteczka, a także miejsca darmowe w okolicach przesmyku łączącego ląd z wysepką. W sezonie letnim, z uwagi na palące słońce wspinanie warto rozpocząć bardzo wcześnie, albo poczekać z nim do popołudnia, kiedy na większości dróg zaczyna kłaść się cień.

Curriali – usytuowany kilka kilometrów od północnego wybrzeża Korsyki, niewielki, ale naszym zdaniem wyjątkowo atrakcyjny sektor, w którym na zabawę w kapitalnej jakości granicie mogą pozwolić sobie zarówno zupełni amatorzy, osoby bardziej zaawansowane, jak i sportowcy o sporym już doświadczeniu. Znajdziemy tu bowiem łatwiutkie „trójki”, kilka bardzo przystępnych „czwórek” i „piątek”, całą gamę estetycznych dróg w przedziale 6a-6c, ale także solidne linie sięgające stopnia 7c+/8a. Dla każdego coś dobrego. Korsykańskie tafoni, rajbungowe płyty, masywne skalne bloki, wybitne rysy. Tak trącej skały nie spotkaliśmy chyba jeszcze nigdy. Gwarantujące mnóstwo frajdy, czujne, techniczne wspinanie, preferujące znacznie bardziej myślenie i śmiałość niż siłę. Co ważne – sporo cienia pozwalającego uciec od śródziemnomorskiej „lampy”, a także miejsca gdzie można schronić się przed ewentualną ulewą. Odnalezienie sektora nie jest trudne: z L’Île-Rousse ruszamy na południe, w wiosce Santa-Reparata-di-Balagna obieramy kierunek na Monticello i po kilku kilometrach zostawiamy samochód na małym parkingu przy źródle. Stąd czeka nas już tylko pięciominutowy spacer w górę pod dobrze widoczne z drogi granitowe ściany.

Korsyka 2015.

Wspinaczkowy Bovec

Przegląd zdjęć dokumentujących rok 2015 zaczynamy od wizyty w znanej nam już doskonale Słowenii, do której tym razem zawinęliśmy tylko na kilka dni, w drodze powrotnej z nieco dalszych wojaży. Bovec jak zwykle okazał się niezwykle gościnny, a że i pogoda dopisała, mogliśmy (głównie żeńska część zespołu, bo męską powoli na emeryturę zsyłają kontuzje) bez problemów oddać się skałkowym zabawom w jednej z naszych ulubionych słoweńskich miejscówek. Sporo łatwego, rekreacyjnego, estetycznego wspinania. Z rzeczy godnych odnotowania – ośmielamy się powołać do życia „Trawers” – nową, naszym zdaniem całkiem logiczną drogę spinającą dwie inne linie: Edelweiss (6a) i Friuli (5c). Jako wycenę proponujemy 6a+/6b. Odwiedzających Bovec zapraszamy do prób i weryfikacji. Jednocześnie informujemy, że środkowy, „świeży” fragment drogi nie jest oczywiście obity, więc warto mieć ze sobą coś poza ekspresami (niełatwe i niewygodne osadzanie asekuracji, przydać może się jakiś friend i cienki rep, drogę najlepiej dobezpieczyć przy zjeździe z sąsiednich linii).

Słowenia 2015.

Wspinaczkowa mekka

Maleńki Osp ulokowany jest niewiele ponad 10 kilometrów od wybrzeża Adriatyku i na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina każdą inną słoweńską „dziurę”. Atrakcyjnym nie czyni go architektura ani jakiś wyjątkowy klimat, ale położenie w bezpośredniej bliskości trzech popularnych wspinaczkowych „ogródków”. Dwa z nich – skały Ospu i Misja Peč, to rejony zdecydowanie dla zaawansowanych, cieszące się zasłużenie, ze względu na jakość wspinania, międzynarodową sławą. Trzeci – Črni Kal – znacznie łatwiejszy, jest areną, na której swoich sił spróbować mogą śmiałkowie mniej doświadczeni. Co tu dużo mówić – dla tych, którym wspinanie sprawia przyjemność, Osp i jego okolice okażą się rajem. Ogrom wapiennych formacji, przewieszki, rysy, półki, skalne grzyby i kluczące między nimi drogi. W sumie ponad 700 w pełni ubezpieczonych linii o zróżnicowanych trudnościach: od łatwej francuskiej trójki aż do zarezerwowanego tylko dla profesorów 9a.

Słowenia 2012-2013.

Wspinaczkowa wizyta w El Chorro

W andaluzyjskim El Chorro, na cieszącym się światową sławą wspinaczkowym „poligonie” mieliśmy okazję spędzić w zeszłym roku pięć sytych dni. Skała znakomita, ale na przełomie maja i czerwca upał już naprawdę nieznośny. Następnym razem zaplanujemy wypad w te strony nie później niż wczesną wiosną.

Hiszpania 2013.