Piąte widzenie ze Słowenią

Do Słowenii zawinęliśmy już po raz piaty. Tym razem wracając z toskańskich wojaży na niespełna tydzień osiedliliśmy się blisko wybrzeża, w wiosce tak małej, że jej nazwy nawet nie będziemy przytaczać, bo i tak nikomu nic nie powie. W każdym razie do dobrze znanego nam z poprzednich lat Kopru, czy tez włoskiego Triestu, mieliśmy przysłowiowy rzut kamieniem, co oczywiście niezwykle intensywnie wykorzystaliśmy. Ale głównym celem były, jak to zwykle w Słowenii, skały. Kilka potyczek z urodziwymi, wapiennymi ścianami Črniego Kalu i Vipavy dostarczyło nam sporo frajdy, ale jednocześnie kolejny raz przypomniało, jak nędznymi jesteśmy zawodnikami :)

Zdjęć tym razem jak na lekarstwo, bo… wobec całej gamy aktywności rzadko chciało się sięgać po aparat. Tylko kilka symbolicznych, wyraźnie niedbałych fotek ze skał i z Kopru, w którym m.in. dość przypadkowo trafiliśmy na festiwal sztuk ulicznych – imprezę niestety skromną i niespecjalnie udaną. Szkoda.

Październik 2016.

Jesienny wypad na południe, czyli z urlopu A.D. 2016 galeria pierwsza.

Długo czekaliśmy na ten wyjazd. O wiele za długo. Kilkanaście niepokojąco szarych miesięcy, jakie zdążyły upłynąć od naszej poprzedniej poważniejszej podróży wspominać będziemy jako dziwny, trochę męczący, pełen codziennego znoju okres, w którym naszą uwagę niebezpiecznie absorbowały rzeczy na swój sposób ważne, ale niestety wyraźnie przyziemne. Za dużo szpitali, rehabilitacji, zawodowych stresów i napięć, za mało głębokich oddechów, życia i pożywek dla ducha. Dopadł nas z tego wszystkiego nawet jakiś podróżniczy impas i do ostatniego dnia przed wyjazdem nie potrafiliśmy sprecyzować, czego naprawdę domagają się nasze ochoty i w którą w związku z tym stronę skierować powinniśmy maskę naszego samochodu. Ostatecznie wyszło dość spontanicznie. Podczas trzytygodniowej tułaczki na południe odwiedziliśmy pięć państw, w trzech z nich (Chorwacja, Słowenia, Włochy) zatrzymaliśmy się na co najmniej kilka dni, pokonaliśmy łącznie 4500 kilometrów samochodem i dodatkowo około 250 kilometrów piechotą, gościliśmy na dwóch wyspach (Pag i Elba), zwiedzaliśmy, chłonęliśmy, smakowaliśmy. Staraliśmy się znaleźć złoty środek między tak potrzebnym nam odpoczynkiem a tak oczywistą dla nas aktywnością. Było, jak zwykle, upojnie. Dużo dobrych, słonecznych chwil, do których pewnie będziemy wracać w przyszłości nie raz. Zanim jednak ostatecznie przebrniemy przez zasoby kart pamięci naszych aparatów, zanim wyselekcjonowane zdjęcia zaczną układać się w jakąś w miarę spójną, wartą opowiedzenia narrację, minąć musi trochę czasu. Chcąc tymczasem jeszcze przez moment w klimacie wakacji pozostać postanowiliśmy już teraz w naszym „albumie” opublikować pierwszy zestaw świeżo przywiezionych z południa obrazków.

Włochy, Słowenia, Chorwacja, wrzesień-październik 2016.

Wspinaczkowy Bovec

Przegląd zdjęć dokumentujących rok 2015 zaczynamy od wizyty w znanej nam już doskonale Słowenii, do której tym razem zawinęliśmy tylko na kilka dni, w drodze powrotnej z nieco dalszych wojaży. Bovec jak zwykle okazał się niezwykle gościnny, a że i pogoda dopisała, mogliśmy (głównie żeńska część zespołu, bo męską powoli na emeryturę zsyłają kontuzje) bez problemów oddać się skałkowym zabawom w jednej z naszych ulubionych słoweńskich miejscówek. Sporo łatwego, rekreacyjnego, estetycznego wspinania. Z rzeczy godnych odnotowania – ośmielamy się powołać do życia „Trawers” – nową, naszym zdaniem całkiem logiczną drogę spinającą dwie inne linie: Edelweiss (6a) i Friuli (5c). Jako wycenę proponujemy 6a+/6b. Odwiedzających Bovec zapraszamy do prób i weryfikacji. Jednocześnie informujemy, że środkowy, „świeży” fragment drogi nie jest oczywiście obity, więc warto mieć ze sobą coś poza ekspresami (niełatwe i niewygodne osadzanie asekuracji, przydać może się jakiś friend i cienki rep, drogę najlepiej dobezpieczyć przy zjeździe z sąsiednich linii).

Słowenia 2015.

Wizyta w Karawankach

Karawanki to jedno z trzech największych pasm górskich Słowenii. W odróżnieniu od Alp Julijskich i Alp Kamnicko-Sawińskich ma odrobinę mniej wysokogórski charakter, ale i tak z eksplorujących go tras nawet mało wrażliwi na piękno natury turyści wracają poruszeni. Główny grzbiet Karawanek ma długość aż 120 kilometrów i w wielu miejscach wyraźnie przekracza granicę 2000 metrów (najwyższy szczyt – Stol – liczy sobie 2236 m n.p.m.), zatem pomysłów na jednodniowe wycieczki na pewno nikomu tu nie zabraknie. Bazy noclegowej najlepiej szukać w okolicach Dovje i Jesenice, gdzie swój początek mają najbardziej atrakcyjne szlaki. Polecamy zwłaszcza niezbyt wymagającą, choć w górnych partiach miejscami eksponowaną i, zwłaszcza przy złej pogodzie, dość niebezpieczną, wspinaczkę na Kepę (2143 m n.p.m.), ze szczytu której można podziwiać niesamowitą panoramę okolic Triglava, a przy odrobinie szczęścia dojrzeć nawet Wysokie Taury.

Słowenia 2012.

Wspinaczkowa mekka

Maleńki Osp ulokowany jest niewiele ponad 10 kilometrów od wybrzeża Adriatyku i na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina każdą inną słoweńską „dziurę”. Atrakcyjnym nie czyni go architektura ani jakiś wyjątkowy klimat, ale położenie w bezpośredniej bliskości trzech popularnych wspinaczkowych „ogródków”. Dwa z nich – skały Ospu i Misja Peč, to rejony zdecydowanie dla zaawansowanych, cieszące się zasłużenie, ze względu na jakość wspinania, międzynarodową sławą. Trzeci – Črni Kal – znacznie łatwiejszy, jest areną, na której swoich sił spróbować mogą śmiałkowie mniej doświadczeni. Co tu dużo mówić – dla tych, którym wspinanie sprawia przyjemność, Osp i jego okolice okażą się rajem. Ogrom wapiennych formacji, przewieszki, rysy, półki, skalne grzyby i kluczące między nimi drogi. W sumie ponad 700 w pełni ubezpieczonych linii o zróżnicowanych trudnościach: od łatwej francuskiej trójki aż do zarezerwowanego tylko dla profesorów 9a.

Słowenia 2012-2013.

Logarska Dolina-Planjava.

Planjava – najwyższy na wschód od Przełęczy Kamnickiej szczyt Alp Kamnicko-Sawińskich. Monumentalny, ale stosunkowo łatwo dostępny. Wśród kilku wiodących na wierzchołek szlaków swoim pięknem wyróżnia się zwłaszcza wariant klasyczny startujący z Logarskiej Doliny. Po drodze między innymi blisko stumetrowy wodospad Rinka i dwa przytulne schroniska (Frischaufov dom i Kamniška koča). Urozmaicona, emocjonująca, całodniowa tułaczka.

Słowenia 2014.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Bovec i okolice.

Bovec można chyba nazwać słoweńską stolicą aktywności górskich i sportów ekstremalnych. W promieniu kilku kilometrów znajdziemy między innymi: trekkingowe i ferratowe wyzwania (Kanin, Rombon, Krn, Jerebica, Mangart), sektory wspinaczkowe (Kegl, Kal-Koritnica), urozmaicone pod względem trudności szlaki rowerowe oraz znakomite warunki dla kanioningu, kajakarstwa górskiego i spływów pontonowych (krystaliczna rzeka Socza). Jeśli to nam nie wystarczy, możemy samochodem pozwiedzać rozrzucone po okolicy atrakcje: wodospady Boka, Virje i Kozjak, włoskie jezioro Lago del Predil czy chociażby słynne wąwozy Tolminska korita.

Słowenia 2013 i 2014.

Wrota Jermana

Kamniško Sedlo zwane również Wrotami Jermana to odważnie zawieszona między Braną (2252 m n.p.m.) a Planjavą (2394 m n.p.m.) przełęcz ciesząca się sławą jednego z najbardziej niezwykłych krajobrazowo zakątków Alp Kamnicko-Sawińskich. Przepiękne widoki, kapitalnie położone schronisko, bezpośrednia bliskość najwyższych szczytów – dla eksplorujących masyw wędrowców pozycja obowiązkowa.

Słowenia 2014.

Lublana, czyli do trzech razy sztuka.

Lublanę pierwszy raz odwiedziliśmy ponad dwa lata temu i, szczerze mówiąc, na kolana nas nie rzuciła. W dużej mierze chyba za sprawą bardzo kapryśnej wtedy, obniżającej nastrój i odbierającej chęć na cokolwiek pogody. Mokre, szare, nie rozświetlone ani odrobiną słońca mury wydały nam się nudne i pozbawione życia, jałowe. W związku z tym, lekko zniechęceni, rok później „podziwialiśmy” Lublanę tylko przejazdem, z okalających aglomerację obwodnic. Kiedy jednak kilka tygodni temu ponownie trafiliśmy do słoweńskiej stolicy nasze odczucia uległy diametralnej zmianie. Przy pięknej, wrześniowej aurze miasto intensywnie emanowało energią i południowym światłem. Ujęła nas zwłaszcza kameralna, klimatyczna, pięknie ulokowana nad Lublanicą starówka.

Słowenia 2014.

Mala Mojstrovka

Hanzova pot to startujący z przełęczy Vršič, najbardziej spektakularny szlak na szczyt Malej Mojstrovki, jednocześnie jedna z najkrótszych, najłatwiejszych i najlepiej ubezpieczonych słoweńskich via ferrat. Najpierw kilka sytych od doznań kwadransów, a na wierzchołku wspaniałe, niczym nie przesłonięte alpejskie panoramy. Idealna opcja dla nowicjuszy na „żelaznych perciach”. Polecamy.

Słowenia 2013.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Stanjel.

Może i niewiele znacząca dziś wioska, ale jakże ciekawa. Zdaniem wielu, perła wśród pereł słoweńskiego Krasu. Zatem jeśli los rzuci Was kiedyś do Doliny Vipavy, musicie obowiązkowo odwiedzić Štanjel, pozwolić sobie na dłuższy spacer jego ciasnymi alejkami, na zamku napić się kawy i spróbować lokalnego wina, a w prawie stuletnich ogrodach Fabianniego porządnie odsapnąć. Zapewniamy, że ta mała osada ma do zaoferowania naprawdę niemało.

Słowenia 2013.

Na Mangart

Na Mangart – jeden z najpotężniejszych szczytów Alp Julijskich, wiodą trzy ciekawe drogi: łatwa Italijanska pot oraz dwie ferraty – niezbyt wymagająca Slovenska pot i jedna z najtrudniejszych w całym rejonie Via Italiana. Wybraliśmy opcję środkową. Było emocjonująco, ale bez przesady. Niestety kapryśna aura ukryła przed nami piękne panoramy. Może następnym razem okaże się bardziej łaskawa.

Słowenia 2013.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Kamnik.

Chociaż Słowenia swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim walorom naturalnym i krajobrazowym, nie znaczy to, że nie ma turystom do zaoferowania nic prócz bogactwa przyrody. W tej pofałdowanej krainie dosłownie roi się od pięknie ulokowanych, kameralnych wiosek i miasteczek, które już w pierwszym kontakcie zarażają odwiedzających swoim niezwykłym klimatem. Najlepszym przykładem jest Kamnik – cicha, niewielka, licząca kilkanaście tysięcy mieszkańców mieścina, której pejzaż wyjątkowym czynią zarówno dzieła człowieka, jak i natury. Pięknie zachowana starówka, wokół liczne strome, zalesione wzgórza, a w oddali dostojne ściany Alp Kamnicko-Sawińskich.

Słowenia 2012.

Magiczny Bohinj

W kategorii najpiękniejszych jezior za wizytówkę Słowenii uchodzi Bled, ale nam znacznie bardziej do gustu przypadł Bohinj. Jego brzegi, poza wszelkimi atrakcjami typowymi dla wypoczynku nad wodą, mają wyjątkową zaletę – są doskonałą bazą wypadową w góry. Możemy stąd eksplorować pobliskie Góry Bohinjskie, a gdy zdecydujemy się na dłuższą wyprawę nawet Alpy Julijskie. Polecamy spacer wokół jeziora, zwłaszcza wczesnym rankiem, gdy w niezmąconych wodach przeglądają się alpejskie ściany. Za noclegiem, naszym zdaniem, najlepiej rozejrzeć się w pięknie ulokowanej wiosce Ribčev Laz.

Słowenia 2012.

Triglav

Na Triglav – narodową górę Słoweńców i jednocześnie najwyższy szczyt całych Julijskich Alp, wybraliśmy się jednym z łatwiejszych, ale i najbardziej malowniczych szlaków, startującym z Trenty. Szybko, sprawnie, przyjemnie, mimo że gorąco, trochę nazbyt słonecznie i bardzo, bardzo sucho. Pełna wrażeń doba pod znakiem permanentnego odwodnienia. Warto było.

Słowenia 2013.

Poranek w Alpach Julijskich

O słoweńskich górach pisać można dużo. To w zasadzie temat na solidną książkę. Słowenia należy w końcu do najbardziej górzystych państw w Europie. Pagórki, wzgórza, skalne ściany i szczyty zajmują aż dwie trzecie jej powierzchni. Najwyższym, najbardziej rozległym i monumentalnym pasmem są Alpy Julijskie. Surowe, ale piękne. Zwłaszcza o poranku, w promieniach budzącego się słońca.

Słowenia 2013 (schronisko Dom Planika).

Velika Planina

Masyw Velikej Planiny to jedno z najciekawszych krajobrazowo i etnograficznie miejsc w słoweńskich Alpach Kamnicko-Sawińskich. Pasterska kraina, której wyglądu zupełnie nie zmienia historia. Rekreacyjny spacer na sięgający 1666 m n.p.m. szczyt Gradišče to idealna okazja, by nacieszyć się przyrodą, podziwiać wspaniałe, głębokie na kilkadziesiąt kilometrów panoramy i dokładnie przyjrzeć się wysrebrzonym słońcem, wapiennym, alpejskim ścianom.

Słowenia 2012.