Šíp

Nie rozpieszcza nas ostatnimi dniami tegoroczna jesień. Leje, na termometrze ledwie kilka kresek, a za oknem zamiast orgii kolorów gnijąca szarość. Tym bardziej jesteśmy szczęśliwi, że na moment przed załamaniem pogody zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć na Słowację, by pierwszy raz w życiu postawić stopę na szlakach Szypskiej Fatry. Šíp – najwyższy szczyt masywu, nie imponuje może swoimi rozmiarami (1169 m n.p.m.), ale panoramy oferuje naprawdę nie byle jakie, co sprawia, że nawet przy pozbawionej słońca, mocno pochmurnej i wilgotnej aurze warto się na niego wdrapać.

Słowacja, październik 2020.

 

Karynckie ostatki

Ostatnia już porcja pamiątkowych obrazków z naszego niedawnego, karynckiego wyjazdu…

Austria, sierpień 2020.

Z wizytą w Villach

Naprawdę niewiele wiemy o większych karynckich ośrodkach miejskich, bo podczas niedawnego, jedynego jak dotąd, pobytu w austriackiej krainie polodowcowych jezior naszą uwagę niemal całkowicie pochłonęła przyroda. Wyjątkiem jest Villach, w którym spędziliśmy na tyle dużo czasu, by móc powiedzieć przynajmniej, że to przyjemnie kameralne, przystojne, nawet przy niepogodzie, miasto, że jego mieszkańcy to ludzie gościnni, otwarci, a na ich twarzach maluje się radość, że położona nad Drawą starówka ma swój warty uwagi charakter oraz że tamtejsze piwo, które najlepiej nieśpiesznie wypić w cieniu pokaźnej, gotyckiej wieży Kościoła Św. Jakuba, jest bardzo pożywne i smaczne ;)

Austria, sierpień 2020.

Weissensee

Kiedy w sierpniu szlak nad Adriatyk zablokowały nam koronawirusowe przeszkody, nie spodziewaliśmy się, że równie lazurowe wody znajdziemy w niemalże połowie drogi, w Austrii. Wszystkie jeziora Karyntii, a jest ich naprawdę mnogość, warte są uwagi, ale najbardziej oczarowało nas Weissensee – chyba najcieplejsze (w lecie 23-24 stopnie) tak wysoko położone (930 m n.p.m.) alpejskie kąpielisko. Najbardziej odpowiadało nam to, że 2/3 akwenu jest obszarem chronionym, a co za tym idzie, wolnym od nadmiaru infrastruktury turystycznej, pozostawiającym gościom mnóstwo przestrzeni i swobody.

Austria, sierpień 2020.

W Wysokich Taurach

Karyntii ciąg dalszy. Grossglockner, Ankogel, Hochalmspitze, Johannisberg, lodowiec Pasterze i my na cudnie pustych szlakach, czyli Wysokie Taury – najwyższe pasmo górskie Austrii – w naszych obiektywach. Całkiem obszerna galeria.

Austria, sierpień 2020.

Z Karyntią pierwszy raz

Urokliwe pagórki oraz wybitne góry, krzyże zdobiące najważniejsze szczyty, odważnie pnące się samochodowe drogi, przystojne miasteczka i wioski, soczysta zieleń alpejskich hal, urodzaj krystalicznie czystej wody, rwące potoki, wodospady, wspaniałe, lazurowe, zaskakująco ciepłe jeziora, lodowczyki i lodowce, wszechobecna zwierzyna, zarówno ta udomowiona, jak i dzika… Karyntia. Pierwszy, odrobinę przypadkowy wybór świeżutkich obrazków z tej urokliwej austriackiej krainy, w której niedawno, przez dziewięć sierpniowych dni uwalnialiśmy swoje barki od ciężaru bieżącego, dość problematycznego, mocno ograniczającego naszą swobodę, koronawirusowego roku. To nie był w naszej podróżniczej karierze ani najdłuższy, ani najdalszy z wyjazdów, co nie znaczy, że nie dostarczył nam mocnych, pozytywnych wrażeń. Wręcz przeciwnie. Tylu przepięknych, tak różnorodnych krajobrazów upchniętych na tak niewielkim (porównywalnym z najmniejszym z polskich województw) obszarze nie widzieliśmy już dawno.

Austria, sierpień 2020.

Wielki Chocz

Wielki Chocz (Veľký Choč) – chociaż niezbyt wysoki, bo osiągający ledwie 1611 m n.p.m., powszechnie uchodzi za jeden z najlepszych, a zdaniem niektórych za zdecydowanie najlepszy punkt widokowy na mocno pofałdowanych słowackich ziemiach. Z charakterystycznej, niezwykle jak na swoje niewielkie rozmiary wybitnej piramidy przerastającej okalające ją doliny o ponad kilometr rozciąga się niesamowita, niczym nieprzysłonięta panorama. Z każdej strony przystojne góry – Tatry Wysokie, Zachodnie i Niżne, Wielka i Mała Fatra, Beskidy z ich królową Babią Górą oraz dziesiątki innych pasm. Pozbawiona trudności technicznych, ale dość forsowna, bo wymagająca pokonania ponad tysiąca metrów przewyższenia tułaczka zajęła nam łącznie około pięć i pół godziny, na które złożyły się: dwugodzinna droga na szczyt, dobre osiem słonecznych kwadransów na wierzchołku oraz półtoragodzinny spacer powrotny do samochodu pozostawionego na niewielkim, przydrożnym parkingu powyżej kameralnej miejscowości Lúčky. Kolejny całkiem przyjemny słowacki wypad.

 

Sierpień 2020.

Jej wysokość Śnieżka

Nie, z całą pewnością to nie jest najprzystojniejsza w tej części świata góra. Ani też żadna z naszych ulubionych, zwłaszcza, gdy myślimy o jej letnim, tłustym od tłumów obliczu. Ale musimy przyznać, że z oddali, chociażby z przepięknych okolic czeskiego hotelu Luční bouda, popularna „Królowa Sudetów” prezentuje się naprawdę nieźle. Poniżej sześć jej portretów.

Karkonosze, lipiec 2020.

„Karkonoska Skandynawia”

Podczas niedawnego, z założenia wspinaczkowego wypadu na rudawskie granity aura pięknie się do nas uśmiechała oferując niemal bez przerwy bardzo przychylne, na szczęście nie nazbyt upalne temperatury i sporą dawkę podnoszącego nastrój słońca. W zasadzie trafił nam się tylko jeden dzień niepogody, który po dość burzliwych negocjacjach postanowiliśmy wykorzystać na… wycieczkę w wyższe partie Sudetów, a konkretnie – w czeską część Karkonoszy, co miało być dla nas przy okazji dość symbolicznym, pierwszym odkąd po okolicy zaczął mocno panoszyć się pewien upierdliwy wirus, przekroczeniem polskich granic. Niepozorna wizyta u naszych południowych sąsiadów okazała się wyjątkowo urozmaicona. Najpierw rankiem solidnie przemokliśmy, potem długo zmagaliśmy się z gęstą, wilgotną mgłą, aby w końcu za ten w sumie niewielki dyskomfort otrzymać całą masę nagród: zaskakująco dobry posiłek w górskim hotelu Luční bouda, kapitalne piwko w najwyżej położonym browarze w Europie Środkowej (Paroháč, 1410 m n.p.m.), a w drugiej części dnia, gdy już ustąpiły opary, przyjemny dla oka spektakl, w którym główne role odgrywały światło i górskie przestrzenie. Karkonosze znamy zbyt pobieżnie, żeby uchodzić za fachowców w temacie, ale i tak ośmielimy się twierdzić, że wybrany przez nas szlak startujący w turystycznym miasteczku Pec pod Śnieżką, biegnący nieśpiesznie obok schroniska Výrovka oraz hotelu Luční bouda w stronę wierzchołka „Królowej Sudetów” to jeden z najbardziej niezwykłych fragmentów całego pasma. Zauroczyła nas zwłaszcza Bílá louka – rozległa, w wielu miejscach wyraźnie podmokła, wierzchowinowa równina do złudzenia przypominająca pejzaże Skandynawii, czy też innych północnych krain.

Czechy, lipiec 2020.

Rudawy: powrót

Po tym, jak niezwykle przyjemnie i owocnie witaliśmy ostatni czerwiec na ścianach Rudaw Janowickich, postanowiliśmy, że w lipcu nie będziemy szukać nowych kierunków oraz wyzwań, tylko ponownie udamy się do Karpnik, by z dala od tłumów w większym stopniu oswoić granit. Kolejnych kilka wspinaczkowych dni przyniosło oczekiwaną zmianę – coraz lepiej rozumiemy naturę tej szorstkiej skały, głowy pracują nieźle, kocie, tarciowe ruchy wchodzą w nawyk, łatwiej nam trzymać na uwięzi zarówno uzasadnione, jak i nieuzasadnione lęki. Zdjęć oczywiście jak na lekarstwo, bo jedna połówka naszego tandemu czujnie asekurowała, a druga starała się robić wszystko, by asekuracja nie była potrzebna i najzwyczajniej zabrakło energii, a przed wszystkim dodatkowej pary rąk. Zatem zamiast profesjonalnej fotorelacji skromny pamiątkowy zbiór trochę przypadkowych, dość niedbałych, około wspinaczkowych obrazków.

Lipiec 2020.

Nie tylko granit…

…czyli dość obszerna galeria z naszych czerwcowych spotkań z Janowickimi Rudawami.

Tak, oczywiście, skały – niezwykłej urody oraz jakości granit idealnie wręcz skrojony do zabaw we wspinanie – to najmocniejszy argument, który zadecydował o tym, że na pierwszy w tym roku ciut dłuższy wyjazd wybraliśmy ten niepozorny sudecki zakątek. Na miejscu okazało się, że powodów, by częściej odwiedzać Rudawy Janowickie jest znacznie, znacznie więcej. Cisza, sielankowy górski krajobraz, przestrzeń, przepiękny drzewostan, dzika fauna, ładnie odradzające się ludzkie osiedla, no i mnogość kameralnych, widokowych balkonów, na których cudnie wita się lub żegna każdy kolejny dzień…

Czerwiec 2020.

W Karpnikach

O tym, że tegoroczny czerwiec witaliśmy w Janowickich Rudawach już zdążyliśmy wspomnieć, zatem teraz, zanim jeszcze wyłuszczymy meritum naszego wyjazdu, trochę fotografii z miejsca, które przez sześć dni było dla nas bardzo wygodnym domem. Karpniki – niepozorna, naprawdę sympatyczna wioska, strzeżona przez urodziwy zamek, ładnie ułożona w cieniu Krzyżnej Góry.

Czerwiec 2020.

Start

Rzadko ostatnimi czasy w naszym albumie przybywało zdjęć, co oczywiście, nietrudno się domyślić, związek miało ze światową pandemią i licznymi ograniczeniami sprowadzającymi wyższe podróżnicze potrzeby do banalnego parteru. Początek czerwca przyniósł jednak długo wyczekiwaną zmianę – ruszyliśmy w poznane już w przeszłości Rudawy Janowickie, przez kilka dni wspinaliśmy się i patrzyliśmy na rzeczywistość z góry. W sensie przenośnym oraz dosłownym. Na początek dość symboliczne ujęcie…

Czerwiec 2020.

Obrazki z kwietniowej Jury

Nie tylko wapień, czyli galeria dość przypadkowych, niewspinaczkowych fotografii powstałych przy okazji kwietniowych, jak najbardziej wspinaczkowych wypadów. Trochę samotna w okresie ogólnoświatowej pandemii jurajska wiosna.

Jura, kwiecień 2020.

Na Szlaku Orlich Gniazd

Troszkę fotograficznych zaległości, głównie z tegorocznego przedwiośnia. Cztery przykłady jurajskich „orlich gniazd”, pod murami których zawitaliśmy przy okazji krótkich wypadów wspinaczkowych. Wzniesione na bazie wapienia, urokliwe twierdze w Bobolicach, Ogrodzieńcu, Mirowie oraz Morsku.

Marzec 2020.

Luty w krainie słońca i wina

Ani jesień, ani wiosna, ani tym bardziej zima… – z naszego lutowego, bardzo rekreacyjnego pobytu w sercu Południowych Moraw galeria druga i chyba ostatnia. Czechy A.D. 2020.

Morawy Południowe

Morawy Południowe. Pięknie pofałdowana kraina, do której każdego roku ciągną amatorzy fotografii z nadzieją na zdjęcie życia. Zwykle na wiosnę, gdy żółcą się rzepaki, albo jesienią, gdy ugina się od nadmiaru owoców wszechobecna winorośl. Jak się jednak okazuje, nawet w zimie nie brakuje jej uroku, o czym przekonaliśmy się całkiem niedawno, podczas kilku lutowych dni. Pomysł wypadu na Morawy podyktowały prognozy pogody, które wyraźnie wskazywały, że to jedyne miejsce w promieniu trzystu kilometrów, w którym możemy liczyć na ciut większą dawkę słońce, a tego dość mocno nam już brakowało. Okolice Kyjova ugościły nas zacnie, wszystkim z czego słyną – krajobrazem, przestrzenią, światłem oraz rzecz jasna kapitalnym winem i, co było pewnym zaskoczeniem, całkiem wyborną kuchnią. Poniżej z naszego czterodniowego wyjazdu pierwsza część obrazków.

Czechy, luty 2020.

W oczekiwaniu na zimę

Niezbyt hojna jak dotąd jest dla naszej szerokości geograficznej tegoroczna zima. Śniegu jak na lekarstwo. Tylko na terenach dość wyraźnie już pofałdowanych ciut bardziej biało…

Słowacja, styczeń 2020.

Fatrzańska zima A.D. 2020…

… czyli druga porcja zdjęć z naszego krótkiego, ale całkiem treściwego, styczniowego pobytu na szlakach Małej Fatry.

Styczeń 2020.

2020 inauguracja

Kolejny już raz zimowy sezon na poważnie inaugurujemy na szlakach jednego z naszych ulubionych o tej porze roku górskich pasm. Na początku stycznia na głównej grani słowackiej Małej Fatry może troszkę brakowało słońca, ale i tak na pogodę, a zwłaszcza warunki śniegowe nie mogliśmy narzekać. Biało, estetycznie, cicho, nietłumnie, pięknie. Oczywiście przywieźliśmy sobie na pamiątkę troszkę zdjęć. Poniżej pierwsza ich część.

Styczeń 2020.

W sześćdziesiątą rocznicę

Mija dziś dokładnie sześćdziesiąt lat, odkąd zdecydowanie przedwcześnie ze swoim ukochanym „królestwem z tego świata” pożegnał się Albert Camus – wybitny francuski pisarz, artysta, myśliciel,  moralista, „syn Śródziemnomorza”, jedna z najjaśniejszych postaci ubiegłego stulecia, a przy okazji bliska naszej parze osoba, która do dziś wyjątkowo często bywa cichym, ale żywym bohaterem naszych rozmów i refleksji nad światem oraz ludzką kondycją. Kiedy niespełna dwa i pół roku temu przemierzaliśmy Prowansję, postanowiliśmy na moment zboczyć do uroczego Lourmarin, by odwiedzić miejsce pochówku tego wyjątkowego człowieka. Przepiękna w swojej skromności i prostocie płyta nagrobna urzekła nas.

Francja 2017.

Z zimą pierwsze widzenie

Znużeni dość posępnym krajobrazem grudniowego miasta, solidnie stęsknieni za zimową bielą, trochę bez wiary postanowiliśmy udać się w góry na poszukiwania choćby śladów śniegu. Krótki, spontaniczny wypad na jeden z najpopularniejszych szczytów Beskidu Żywieckiego przerósł nasze oczekiwania. Odziana w świeży puch Wielka Racza przygotowała dla nas niekoniecznie łatwe, ale na swój specyficzny sposób przyjemne warunki. Hulał mroźny wiatr, pod nogami trzeszczał lód, trzeszczały kolana. Wyraźnie nam już tego brakowało.

Grudzień 2019.

9a

Oceniając wartość towarzyską naszego ostatniego wypadu na jesienną Jurę zalicytujemy odważnie i powiemy, że to był dzień pod znakiem solidnego 9a. Koleżankom Marcie i Norze serdecznie dziękujemy za słoneczny czas :)

Październik 2019.

Złota polska Jura

Wiele ma nasza polska Jura fantastycznych ubrań, ale kreacja październikowa zdecydowanie się wyróżnia, zwłaszcza gdy ją odpowiednio oświetli jesienne słońce.

Październik 2019.

Terapia

Nie chcąc naszego skromnego internetowego zakątka zbytnio zarażać polityczną trucizną powiemy tylko, że po ostatniej wyborczej niedzieli pilnie musieliśmy się udać na intensywną wspinaczkową terapię na jurajski wapień. Dość zaskakująca skuteczność na kilku solidnych, estetycznych drogach odrobinę podniosła nam nastrój…

Październik 2019.

Po światło przez noc

Dla rezydujących na południu Polski amatorów fotografii szukających od czasu do czasu idealnego światła w górskim pejzażu nie ma chyba projektu bardziej oklepanego niż nocna eskapada na Babią Górę, by na wierzchołku Diablaka wziąć udział w niezwykle kolorowym festiwalu budzącego się dnia. Z roku na rok chętnych na tego typu przechadzkę wyraźnie przybywa. W pogodne weekendy na szlaku robi się nieraz nawet nieprzyjemnie tłoczno, co może być sporym rozczarowaniem dla osób liczących na solidną dawkę zdrowej samotności. Nie ukrywamy, odrobinę nas to zniechęca, ale, mimo wszystko, raz na jakiś czas ponawiamy spacer, by zobaczyć, co się zmieniło. Z Babią Górą znamy się świetnie. Spółkowaliśmy z nią wielokrotnie. Wiosną, latem, jesienią i zimą. W słońcu, deszczu i śnieżycy. W porach bezwietrznych oraz w warunkach huraganowych. Czasem również nocą, jak przed kilkoma dniami,  gdy chyba już po raz czwarty albo piąty udaliśmy się na najsłynniejszy z beskidzkich wschodów słońca. Jakieś nadzwyczajne, niestandardowe warunki fotograficzne tym razem niestety nie wystąpiły, na oblepionym ludźmi wierzchołku zabrakło też emocji oraz głębszych przeżyć, ale i tak wycieczkę zapiszemy w pamięci jako owocną. Dwuetapowa, nieco kulawa na cztery kolana, „przebieżka” (Krowiarki-Diablak i Diablak-Krowiarki) zajęła nam łącznie trochę ponad dwie i pół godziny, co uznajemy za wynik całkiem przyzwoity. Teraz niecierpliwie czekamy na zimę, by sobie przypomnieć białe, naszym zdaniem, najpiękniejsze, babiogórskie oblicze.

Wrzesień 2019.

W meandrach Wełtawy

Meandry Wełtawy, a między nimi cudna, zabytkowa zabudowa Czeskiego Krumlowa. Całkiem obszerna dokumentacja z naszego prawie czterodniowego pobytu w jednym z najpiękniejszych miasteczek Europy Środkowej.

Czechy, sierpień 2019.

Sudeckie klimaty…

Trochę obrazków z naszych niedawnych, nieśpiesznych spacerów szlakami czeskich Sudetów.