OFF Festival A.D. 2018

Kolejny, trzeci dla nas z rzędu OFF Fesival już niestety za nami. Tak jak w poprzednich latach wykwintnych i pożywnych specjałów dla wygłodniałych melomanów nie brakowało i tylko już po wszystkim nie podoba nam się fakt, że na kolejny taki weekend musimy teraz poczekać całe dwanaście miesięcy. A w edycji A.D 2018 najbardziej chcieliśmy wyróżnić:

  • Shortparis – za to, że choć do OFF-owego programu zostali włączeni w zastępstwie, dosłownie w ostatniej chwili i przyszło im zagrać w naprawdę mało sprzyjającej scenerii (wczesna, piątkowa pora, nieliczna jeszcze publiczność, upał, ostre, odparowujące klimat mrocznych koncertów słońce), zaprezentowali swoją trudną do zaklasyfikowania twórczość wybornie, zasługując naszym zdaniem na kilka festiwalowych „Oscarów”, w tym za „największe odkrycie”, „choreografię”, a może nawet za „najlepszy spektakl” całego weekendu.
  • Oxbow – za miło odbiegający od sztywnych norm występ, za ogrom miażdżących obojętność słuchaczy riffów, i za to, że mieliśmy niepowtarzalną okazję posłuchać, jak na żywo brzmią kompozycje ze znakomitego albumu „Thin Black Duke” z „Cold & Well-Lit Place” na czele.
  • The Mystery Lights – za to, że energią, którą niewątpliwie daje im przyjaźń z muzyką, tak chętnie i szczodrze dzielą się z publicznością udowadniając przy okazji, że mocno osadzone w tradycji rockowej granie ciągle może brzmieć świeżo i oryginalnie, zwłaszcza jak się je okrasi odrobiną folku, bluesa oraz wysokogatunkowej psychodelii.
  • Moses Sumney – za piękny, idealnie wyważony, niezwykle intymny występ, zdaniem wielu najlepszy pod względem wokalnym koncert festiwalu.
  • Charlotte Gainsbourg – za to, że jako jedyna z trójki headlinerów, dość nieoczekiwanie zdołała nas całkiem poważnie zahipnotyzować i uwięzić w pierwszym rzędzie pod sceną przez calutki koncert, za oszczędny, ale precyzyjny w swoim zamyśle, niezwykle smaczny występ.
  • Marlon Williams – za to, że mimo kłopotów i sporych opóźnień w podróży, zdołał w porę wyskoczyć prosto z busa na scenę, by zdobyć nową kolekcję być może nie tylko niewieścich serduszek, tym razem przebierając się nie za wampira, lecz autentycznie sympatycznego Nowozelandczyka, a przede wszystkim znakomitego wokalistę, czego najlepszym dowodem było wieńczące występ, mistrzowskie wykonanie coveru „Portrait of a Man”.

Poniżej nasza skromna dokumentacja z wyżej wymienionych występów oraz kilka obrazków z innych OFF-owych wydarzeń.

Wieczór z Julią Marcell

Twórczość Julii Marcell znaliśmy do niedawna bardzo pobieżnie. Po sobotnim występie w tyskiej Mediatece wiemy już przynajmniej tyle, że z tej śmiało kroczącej własną ścieżką, coraz mniej anonimowej, coraz wyżej ocenianej przez publiczność i krytykę artystki całkiem niezłe, przepraszamy za wyrażenie, sceniczne zwierzę. Bardzo lubimy powściągliwe, przemyślane występy muzyków świadomych tego, że scena to coś więcej niż miejsce, na którym należy przyzwoicie odtworzyć kilka piosenek, popisać się wokalem, czy grą na instrumentach. Julia Marcell najwyraźniej doskonale wie, czym chce się z publicznością podzielić i, co wcale nie częste, potrafi dobrać do tego odpowiednie narzędzia. Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze, na jakimś kameralnym koncercie przyjdzie nam się z tą urodziwą Panią spotkać.

Luty 2018.

OFF Festival 2017 vol. 2

PJ Harvey, Feist, Swans, Wrekmeister Harmonies, BorisPreoccupations, Kikagaku Moyo, Circuit des Yeux, Shame i inni, czyli z naszych spotkań z niezwykle w tym roku interesującą „offową” sceną, trochę z braku czasu opóźniona, galeria druga.

OFF Festival, sierpień 2017.

A lot OFF music

Jeszcze jesteśmy zbyt daleko, jeszcze zbyt bardzo szumi nam w uszach, zbyt bardzo wzrok upośledzają permanentnie wyświetlane w głowach, gęste od kolorów i doznań festiwalowe sceny – zdecydowanie za wcześnie, by się zdobyć na podsumowania albo chociaż jakimś sensownym słowem podzielić. Muszą więc póki co wystarczyć obrazy. Może one choć odrobinę pokażą, jak piękne muzyczne święto zaserwowano nam ostatnio w Katowicach. Poniżej OFF Festival A.D. 2017 w naszych obiektywach. Galeria pierwsza.

Sierpień 2017.

OFF Festival 2016 – galeria druga z komentarzem.

Tegoroczny OFF Festival za nami. Kiedy ostatnio uświadomiliśmy sobie, że była to już jego jedenasta edycja, nie potrafiliśmy wyjaśnić, jak to możliwe, że w tym dyrygowanym przez Artura Rojka, bardzo dla nas interesującym muzycznie wydarzeniu wzięliśmy udział dopiero pierwszy raz. Dziwne. Tym bardziej, że mieszkamy zaledwie kilkanaście kilometrów od ulokowanej na katowickim Muchowcu OFF-owej sceny. No cóż, nieważne, za rok debiutantami już nie będziemy :)

A jaka była ta ostatnia edycja? Naszym zdaniem zaskakująco udana, zwłaszcza kiedy weźmiemy pod uwagę ilość plag, które tym razem OFF nawiedzały. Mimo naprawdę licznych trudności – problemów na etapie planowania imprezy, problemów z dofinansowaniem, pukającej wyraźnie do festiwalowych bramek polityki, masowej „dezercji” zaproszonych wykonawców – publiczność dopisała i wedle naszych wnikliwych obserwacji bawiła się zacnie. Bo czasem wystarczy po prostu dobra muzyka, a tej wcale nie było na festiwalu mało. Za niezwykle pożywne muzycznie godziny chcieliśmy z naszej strony najbardziej podziękować następującym artystom i „kapelom”:

  • Devendra Banhart – za dystans, poczucie humoru, spójny, klimatyczny, pełen smaku i delikatności występ;
  • Brodka – za to, że kolejny raz pokazała, jak bardzo w ostatnich latach artystycznie dojrzała, za najlepsze na Off-ie widowisko w kategorii „coś dla oka, coś dla ucha”;
  • TaxiWars – za skierowany do „off-owiczów” głodnych jazzowej nuty koncert, który mimo wyraźnych problemów z nagłośnieniem zabrzmiał mocno i wyraźnie;
  • Jenny Hval – za wrażliwość, za to, że w ogóle Katowice swoją obecnością zaszczyciła i pokazała, że na scenie radzi sobie jeszcze lepiej niż podczas sesji studyjnych;
  • Kaliber 44 – bo nam udowodnili, że obce dla nas na co dzień gatunki muzyczne mogą brzmieć na żywo bardzo atrakcyjnie i autentycznie;
  • Jambinai – bo dzięki nim poznaliśmy nowe słowa – „haegeum” i „geomungo”, oraz za absolutnie doskonały, chyba najlepszy pod względem instrumentalnym koncert całego festiwalu.

OFF Festival 2016 – galeria druga.

Wieczór w tonacji fis-moll

Nasza pierwsza wizyta w nowej, tyskiej sali koncertowej urządzonej w niedawno oddanym do użytku, nowoczesnym obiekcie Mediateki, i jednocześnie nasze drugie w życiu spotkanie z rozmiękczającym serca nie tylko kobiece Arkadiuszem Glenskiem, znanym powszechnie jako Fismoll. Nastrojowy, sentymentalny, poetycki wieczór pełen profesjonalnych aranżacji i niebanalnych melodii. Jak na nasz gust koncert może troszeczkę zbyt grzeczny, kulturalny i ułożony, ale bezsprzecznie wartościowy :)

Kwiecień 2016.

A skoro już przy muzyce jesteśmy to zdradzimy jeszcze, że od wielu lat po koncertowe używki staramy się sięgać w miarę regularnie. I chociaż zupełnie już wyrośliśmy ze stadionowych „eventów” z udziałem światowych gigantów, odśpiewywanych po raz tysięczny pokoleniowych hymnów, zespołów-legend, czy też do bólu przewidywalnych kapel, dla których ważniejsza od kreatywności jest wierność schematom uprawionego gatunku, nie zmienia to faktu, że w każdym sezonie uczestniczymy w minimum kilkunastu, a bywa że i kilkudziesięciu wydarzeniach. Niestety fotografii o tym świadczących w naszych zbiorach ciągle jak na lekarstwo. Dlaczego? Może to zabrzmi dziwnie, ale z naszego punku widzenia świat koncertu tworzeniu zdjęć po prostu nie sprzyja – albo nas bowiem wciąga, pochłania, przez co zupełnie zapominamy o „pstrykaniu”, albo nie wciąga nas wcale, nudzi, a wtedy z kolei nie widzimy powodów, by go utrwalać. I tak oto z całego bogactwa muzycznych doświadczeń na naszym twardym dysku ostało się tylko niespełna dwieście nie zawsze udanych obrazków. Poniżej kilkanaście mniej lub bardziej wiekowych przykładów.

Joy Wellboy w Kopalni Guido

Muzyczne skarby znalezione 320 metrów pod ziemią, czyli krótki fotoreportaż z inaugurującego festiwal Ars Cameralis 2015 koncertu w zabrzańskiej Kopalni Guido. Joy Wellboy – zespół, który odkryliśmy dla siebie kilka tygodni temu w Bratysławie, tym razem zawitał na Śląsku. Absolutnie unikalny, belgijski duet. Kto przegapił, niech żałuje.

Zabrze, 08.11.2015.

„Bluesowy pogrzeb” w Hipnozie

Siódmego listopada 2012 roku w katowickiej Hipnozie w ramach Ars Cameralis zasiedliśmy do wybornej muzycznej wieczerzy. Znakomitych potraw i wymyślnych przystawek zaserwowano nam tym razem naprawdę sporo. W podzięce postanowiliśmy więc przedstawić głównych „kucharzy”. Na zdjęciach: soliści Lyenn i Duke Garwood, stojący na czele belgijskiej formacji Creature with the Atom Brain Aldo Struyf oraz niekwestionowana gwiazda wieczoru, promujący swój najnowszy album „Blues Funeral” – Mark Lanegan.