… czyli jeszcze trochę przykładowych ilustracji z najpiękniejszego wśród czeskich miast, w których mieliśmy dotychczas okazję zagościć.
Czechy 2015.
Ołomuniec (Olomouc) – dawna stolica Moraw, a dziś jeden z najważniejszych w Republice Czeskiej ośrodków gospodarczych, akademickich, kulturalnych – gościł nas w sierpniu przez cztery dni i w zasadzie niczym specjalnie nas nie zaskoczył. Urokliwy, estetyczny, charakterny, autentyczny, żywy. Właśnie taki, jakim go sobie wyobrażaliśmy :)
Czechy 2015.
Ciągnący się między Górami Bystrzyckimi a Masywem Śnieżnika, szeroki na kilka kilometrów Rów Górnej Nysy stanowi naturalną granicę oddzielającą Sudety Wschodnie od Środkowych. Specyficzna to kraina. Z punktu widzenia turysty czy podróżnika jej najmocniejszą stroną jest chyba, paradoksalnie, bardzo skromne zagospodarowanie turystyczne. Gdzie tylko spojrzeć spokojny, sielski, miejscami bardzo urokliwy krajobraz, na szczęście niezdeformowany jeszcze przesadnie przez człowieka. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten podejrzany, stale wiszący w powietrzu zapach ubóstwa (przynajmniej tak go zinterpretowały nasze receptory). Podupadające miasteczka i wioski, o których uroku świat dawno zapomniał, rozpadające się domy, wszechobecne sklepy z tanią odzieżą, mieszkańcy włóczący się po ulicach jakby bez energii i pomysłu… to tutaj niestety norma. Co nie znaczy jednak wcale, że z opisywanymi stronami nie warto się zapoznać. My poświęciliśmy na ich zwiedzanie cztery dni, a kapitalną bazę noclegową znaleźliśmy na stokach Śnieżnika, w przeuroczym Międzygórzu. Był to czas błogi i, poza momentami w których eksplorowaliśmy pobliskie skały (Trzy Kopki, Pasterskie Skały), wyjątkowo leniwy. Nawet po aparaty sięgaliśmy rzadziej niż zwykle. Wyjątkiem była tylko wycieczka do Bystrzycy Kłodzkiej, której portretowanie zajęło nam kilka godzin. A skoro już o stolicy rejonu mowa – mamy w stosunku do niej mieszane uczucia. Nigdy chyba wcześniej nie spotkaliśmy na swojej drodze ludzkiego osiedla, które tak przystojnie prezentowałoby się z daleka i jednocześnie tak dużo traciło przy spojrzeniu z bliska. Z jednej strony piękne położenie, pamiętające Wieki Średnie zabytki, przyjemny ryneczek, czy unikalna w skali Polski tarasowa zabudowa, z drugiej jednak jakiś niemiły dla oka bałagan, zmęczone mury, kiczowate szyldy i reklamy, dziesiątki pordzewiałych anten satelitarnych oraz wyjątkowo senny, martwy, jakby odrobinę PRL-owski klimat. Miasto z ogromnym potencjałem, niestety póki co niezaktualizowanym.
Sierpień 2015.
Wakacyjny kontrast między dolną a górną częścią Bonifacio dodaje temu najpiękniejszemu na Korsyce miastu wyjątkowości i uroku. Ulokowana na dnie długiego, wąskiego fiordu marina świeci bogactwem i prestiżem. W estetycznej przystani dostojnie pasą się luksusowe łodzie i jachty, na promenadzie europejska „upper middle class” dumnie prezentuje modne kreacje, w promieniach śródziemnomorskiego słońca błyszczą znaki firmowe i sprzączki markowych torebek, gustowne zegarki oraz biżuteria, w powietrzu czuć woń drogich perfum, a w komfortowych knajpkach leją się wina, których cena za butelkę znacznie przekracza nasz jednodniowy, wyjazdowy budżet. Ale prawdziwe serce Bonifacio bije wyżej, w wygrzewającym się na białym klifie Ville Haute (Górne Miasto). Tu, między zabytkowymi murami toczy się naturalne życie. W gąszczu ciasnych uliczek nieco zagubieni turyści błąkają się wśród różnorodnej etnicznie społeczności oddającej się swoim codziennym rytuałom. Ludzie pracują, rozmawiają, dzielą się sobą. Dzieci bawią się beztrosko, młodzież korzysta z młodości, starszyzna z zaangażowaniem gra w bule. Wszędzie czuć piękny zapach autentyczności.
Korsyka 2015.
To było prawdziwe zauroczenie od pierwszego wejrzenia. A potem kilkudniowy, płomienny romans. Niewiele spotkaliśmy na swojej drodze miejsc, którym tak chętnie i bezkrytycznie rzuciliśmy się w ramiona. Bonifacio – zawieszone na białym, wapiennym klifie miasto słońca i morza, piękne, promienne, żywe. Dla odwiedzających Korsykę pozycja obowiązkowa. By w pełni poczuć atmosferę tego magicznego zakątka trzeba zatrzymać się tu na dłuższą chwilę i poznać pełne spektrum atrakcji: zwiedzić urokliwą okolicę, pokonać 187 stromych stopni Escalier du Roi d’Aragon (Schody Króla Aragonii), zagubić się w gąszczu zabytkowych uliczek, znaleźć swoje ulubione miejsca między ekskluzywną, turystyczną mariną a żyjącym własnym życiem, pełnym południowej energii Górnym Miastem (Ville Haute), oddać się zadumie na przepięknie położonym cmentarzu (Cimetière Marin), przyjrzeć się rytuałom mieszkańców, spróbować śródziemnomorskich specjałów oraz dać się „ubujać” morskim falom (kameralne plaże ukryte w zatoczkach) i lokalnym winom, różowym jak korsykańskie niebo o zachodzie słońca.
Korsyka 2015.
W Sienie spędziliśmy zaledwie sześć godzin, z czego jedną trzecią straciliśmy w dodatku na walkę o jakiekolwiek miejsce parkingowe. Czasu na zwiedzanie było niestety bardzo mało. Wybraliśmy więc kierunek najbardziej oczywisty – Piazza del Campo. Popołudnie na jednym z najsłynniejszych włoskich placów bardzo nam smakowało. Poniżej kilka przykładowych obrazków.
Włochy 2015.
Wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO urokliwa zatoka Golfe de Porto – miejsce, w którym lazurowe morze spotyka się z przepięknie urzeźbioną, pomarańczową skałą. Chyba najpopularniejszy zakątek na zachodnim wybrzeżu Korsyki, co roku odwiedzany przez tłumy turystów pragnących z bliska zobaczyć występujące tu gęsto atrakcje: niebywały rezerwat morski Scandola, słynne granitowe tafoni w Les Calanches, czy kameralne miasteczka o niebanalnej urodzie, jak choćby Porto i Piana.
Korsyka 2015.
Chociaż naszej tegorocznej, korsykańskiej przygodzie celowo nadaliśmy niewspinaczkowy charakter, nie oznacza to, że z fantastycznym, licznie występującym na wyspie granitem nie poznaliśmy się wcale. W przerwach między zwiedzaniem, odkrywaniem, plażowaniem, odczuwaniem, smakowaniem, fotografowaniem i szeroko rozumianym cieszeniem się swoim towarzystwem, znaleźliśmy czas, by z bliska przyjrzeć się kilku cenionym przez wspinaczy „ogródkom”, a urok dwóch sektorów z rejonu Balagne zatrzymał nas na dłużej. I o nich właśnie postanowiliśmy rzec trzy słowa. Może nasza świeżo zdobyta orientacja okaże się w przyszłości dla kogoś przydatna, zwłaszcza że znalezienie jakiejś sensownej informacji o wspinaniu w Isula Rossa czy Curriali wcale nie jest łatwe.
Isula Rossa (Les Iles) – wyjątkowy, bo ulokowany dosłownie kilkadziesiąt metrów od lazurowych wód Morza Liguryjskiego, kameralny sektor na wysepce L’île de la Pietra, leżącej w granicach urokliwego miasteczka L’Île-Rousse. Miejsce wręcz wymarzone na spokojny, wspinaczkowy piknik z rodziną albo znajomymi, podczas którego aspekt sportowy schodzi na dalszy plan. W Les Iles znajdziemy bowiem tylko kilkanaście łatwych dróg w przedziale 3-6b. Wszystkie dobrze „obite” i zaopatrzone w stanowiska zjazdowe, zatem doświadczony „zawodnik” jest w stanie „przewspinać” cały sektor w zaledwie kilka godzin. Oferujący bardzo dobre tarcie, pomarańczowy granit, idealny dla osób stawiających dopiero pierwsze kroki na tego typu skale. Lokalizacja wyjątkowo oczywista – przystosowane pod sportową wspinaczkę ściany znajdują się dokładnie u stóp widocznej zewsząd latarni morskiej. Z parkingiem również nie ma problemu: sporo płatnych miejsc w centrum miasteczka, a także miejsca darmowe w okolicach przesmyku łączącego ląd z wysepką. W sezonie letnim, z uwagi na palące słońce wspinanie warto rozpocząć bardzo wcześnie, albo poczekać z nim do popołudnia, kiedy na większości dróg zaczyna kłaść się cień.
Curriali – usytuowany kilka kilometrów od północnego wybrzeża Korsyki, niewielki, ale naszym zdaniem wyjątkowo atrakcyjny sektor, w którym na zabawę w kapitalnej jakości granicie mogą pozwolić sobie zarówno zupełni amatorzy, osoby bardziej zaawansowane, jak i sportowcy o sporym już doświadczeniu. Znajdziemy tu bowiem łatwiutkie „trójki”, kilka bardzo przystępnych „czwórek” i „piątek”, całą gamę estetycznych dróg w przedziale 6a-6c, ale także solidne linie sięgające stopnia 7c+/8a. Dla każdego coś dobrego. Korsykańskie tafoni, rajbungowe płyty, masywne skalne bloki, wybitne rysy. Tak trącej skały nie spotkaliśmy chyba jeszcze nigdy. Gwarantujące mnóstwo frajdy, czujne, techniczne wspinanie, preferujące znacznie bardziej myślenie i śmiałość niż siłę. Co ważne – sporo cienia pozwalającego uciec od śródziemnomorskiej „lampy”, a także miejsca gdzie można schronić się przed ewentualną ulewą. Odnalezienie sektora nie jest trudne: z L’Île-Rousse ruszamy na południe, w wiosce Santa-Reparata-di-Balagna obieramy kierunek na Monticello i po kilku kilometrach zostawiamy samochód na małym parkingu przy źródle. Stąd czeka nas już tylko pięciominutowy spacer w górę pod dobrze widoczne z drogi granitowe ściany.
Korsyka 2015.
San Gimignano – chyba najbardziej charakterystyczne z toskańskich miasteczek. W dawnych czasach ważny, niezwykle prestiżowy i bogaty ośrodek, czego najlepszym symbolem były wznoszone licznie przez rywalizujące ze sobą rody strzeliste wieże (kiedyś było ich aż 72!, stąd współczesny przydomek – „Manhattan Średniowiecza”). Dziś po prostu popularna, turystyczna atrakcja – pod względem architektonicznym ciekawa, ale niestety trochę odarta z klimatu, pozbawiona ducha i autentycznego życia.
Włochy 2015.
Nie ma chyba podróżnika, który przeszedłby obojętnie obok absolutnie wyjątkowych, kapitalnie ulokowanych, korsykańskich cmentarzy. To z całą pewnością najbardziej niezwykłe „miasta umarłych”, jakie mieliśmy okazję podziwiać. Poniżej dwa skromne przykłady – nekropolie w Sant’Antonino i Bonifacio.
Korsyka 2015.
Ma Korsyka swoje piaszczyste plaże, lazurowe wybrzeża, ma swoje monumentalne góry, skały, krystalicznie czyste rzeki i malownicze jeziora, ma też swoją pustynię. Les Agriates to porośnięta makią, pozbawiona jakichkolwiek śladów cywilizacji, sucha jak pieprz kraina idealnie nadająca się na dwudniową, trekkingową ucieczkę od ludzi, konną przygodę albo mniej forsowną, pieszo-samochodową wycieczkę. Polecamy. A po pustynnych trudach warto odpocząć w nadmorskim Saint-Florent. Ta do niedawna skromna, rybacka wioska przeżywa aktualnie swój renesans stając się na turystycznej mapie coraz bardziej wyraźnym punktem, porównywanym często do kontynentalnego Saint-Tropez.
Korsyka 2015.
Sant’Antonino – kolejna perełka z rejonu Balagne, której wielkość i kształt potwierdzają stale aktualną na Korsyce tezę, że „małe jest piękne”. Jedna z dwóch miejscowości na wyspie zajmujących zaszczytne miejsce na prestiżowej liście najpiękniejszych francuskich wiosek (Les Plus Beaux Villages de France).
Korsyka 2015.
L’Île-Rousse (Isula Rossa) to kameralna, prawie czterotysięczna miejscowość położona na północnych brzegach Korsyki. Naszym zdaniem jeden z najbardziej urokliwych zakątków w rejonie Balagne. Nic więc dziwnego, że choć w granicach „Czerwonej Wyspy” (tak przetłumaczyć można francuskojęzyczną nazwę) nie mieliśmy swojej noclegowej bazy, poświęciliśmy jej przy różnych okazjach całkiem sporo czasu. Zwiedzanie, przechadzki, zakupy, kąpiele na okolicznych plażach, wspinanie w pomarańczowo-czerwonawym granicie na wysepce L’île de la Pietra, pyszne, pachnące morzem kolacje, efektowne zachody słońca. Dużo, naprawdę dużo wyłącznie pozytywnych doznań.
Korsyka 2015.
Florenckie Duomo, czyli Katedra Santa Maria del Fiore (Katedra Matki Boskiej Kwietnej) to zdecydowanie górujący nad miastem symbol toskańskiej stolicy. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli w Europie, niepowtarzalna, majestatyczna, monumentalna. Jej niebywała kopuła, wzniesiona prawie sześć wieków temu pod czujnym okiem Filippo Brunelleschiego, do dziś pozostaje największą (przynajmniej jeśli chodzi o średnicę) tego typu ceglaną konstrukcją na naszym globie. Dla odwiedzających Toskanię pozycja obowiązkowa.
Włochy 2015.
Rajskie, w olbrzymiej większości piaszczyste plaże to jedna z wizytówek Korsyki. Najpiękniejsze z nich nieprzypadkowo zajmują bardzo wysokie lokaty w corocznych plebiscytach na najlepsze kąpieliska w Europie. Nic więc dziwnego, że słynne Palombaggia, Santa Giulia, czy chociażby Saint-Cyprien stają się dla wielu przybywających na wyspę turystów celem samym w sobie. I to chyba jedyny ich poważny minus, bo wraz z nastaniem pogody na najbardziej rozreklamowanych odcinkach wybrzeża szybko robi się tłoczno. Dlatego radzimy sięgnąć po coś spoza przewodnikowego kanonu. W naszym prywatnym rankingu miejsca na podium zajmują trzy nadmorskie oazy spokoju: położone w pobliżu Bonifacio, oddalone kolejno o 20 i 40 minut (na nogach) od wygodnego kampingu Des Iles, kameralne Petit Sperone i Grand Sperone, oraz znacznie pokaźniejsza i popularniejsza, niemniej jednak ciągle jeszcze gwarantująca minimum prywatności, Plage de Ghjunchitu, ulokowana w północnej części wyspy, kilka kilometrów na zachód od L’Île-Rousse.
Korsyka 2015.
Nonza – maleńka, licząca zaledwie 78 stałych rezydentów wioska, naszym zdaniem, zdecydowanie najurodziwsza na całym półwyspie Cap Corse. Strategicznie ulokowana na ciemnym, ponad stumetrowym klifie. Od stuleci bacznie strzeżona przez masywną, obronną wieżę zdecydowanie górującą nad estetycznymi murami kilkudziesięciu piętrowo ułożonych domostw. W sercu wioski szesnastowieczny kościółek, przyjemne zaułki, setki schodów oraz sporo soczystej zieleni. No i jeszcze ta kamienna plaża… Ogromna. Piękna. Do kąpieli może średnia, ale jakże fotogeniczna.
Korsyka 2015.
Florencji chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. To w końcu jeden z najważniejszych ośrodków w historii kultury europejskiej. Poniżej m.in. Plac Michała Anioła, Most Złotników, brzegi Arno, Katedra Matki Boskiej Kwietnej i Kościół Świętego Krzyża, czyli trochę ilustracji z naszej burzowej, wilgotnej i dusznej przechadzki po stolicy Toskanii.
Włochy 2015.
Ulokowane w górzystym centrum wyspy Corte zajmuje w sercach Korsykańczyków miejsce szczególne. Nic dziwnego, przez czternaście lat (1755-1769) było w końcu stolicą niepodległej Republiki Korsykańskiej, rządzonej przez lokalnego bohatera Pasquale’a Paoliego. Do dziś zresztą to liczące ponad siedem tysięcy mieszkańców, czwarte aktualnie pod względem populacji miasto na Korsyce, pozostaje jednym z kilku głównych ośrodków, w których tendencje niepodległościowe i separatystyczne są niezmiennie żywe. Niezaprzeczalny urok Corte oraz jego strategiczne położenie w bezpośrednim sąsiedztwie licznych, mocno promowanych przez literaturę atrakcji, czynią go punktem obowiązkowym na szlaku odwiedzających wyspę turystów i podróżników. Wyjątkową atmosferę miasteczka przez większą część roku podgrzewają dodatkowo rzesze studentów. Działający tu prężnie, założony w 1765 roku Université de Corse jest najważniejszą na Korsyce wyższą uczelnią.
Korsyka 2015.
Skromna galeria z półwyspu Cap Corse (Capicorsu) – najbardziej na północ wysuniętej części Korsyki, jakże odmiennej od reszty wyspy. Zanurzone w codzienności rybackie wioski, domy niemal wyrastające z morza, genueńskie wieże, strome wybrzeża, kamienne plaże, zielone wzgórza, przestrzeń. Turystów jak na lekarstwo – przynajmniej przed sezonem. Z jednodniowej, trochę pospiesznej, samochodowej wycieczki najgłębszy ślad w pamięci wyryła Erbalunga – niegdysiejsza ziemia obiecana artystów, i Nonza, której w niedalekiej przyszłości na pewno poświęcimy jeszcze kilka dodatkowych słów.
Korsyka 2015.
Do słynnej Pizy trafiliśmy dość przypadkowo. Bo męczył nas głód, bo wracając z Korsyki mieliśmy ochotę na jeszcze jedną kulinarną przygodę, bo przejeżdżaliśmy obok. I choć zwykle mocno męczymy się w miejscach tak popularnych turystycznie, tym razem nasz wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Zaskakująco bezludny plac Campo dei Miracoli (Pole cudów) w miękkim świetle udającego się na spoczynek słońca prezentował się zacnie, a dumne dzieła wielkich włoskich mistrzów świeciły całym swoim blaskiem. Tylko jedna wieża z niejasnego powodu wyraźnie się na nas krzywiła :) Kolacja, rzecz jasna, wyśmienita – pikantne gnocchi z rybą, ravioli z fondue, tiramisu i kilka łyków lokalnego wina.
Włochy 2015.
Lama – nasza główna na Korsyce gospodyni. Niewielka, licząca mniej niż dwustu stałych rezydentów, kamienna wioska, ulokowana w północnej części wyspy, kilkanaście kilometrów od piaszczystych brzegów Morza Liguryjskiego. Zdaniem niektórych najbardziej korsykańska z korsykańskich osad. Naszym zdaniem na pewno jedna z najurodziwszych. Niewypudrowana, pokiereszowana życiem, trochę surowa, ale przez to oryginalna, intrygująca, autentyczna. Naturalnie piękna. Wylegująca się leniwie i trochę bezwstydnie na stromym, obficie karmionym słońcem granicie. Ponętna niczym doświadczona, pewna siebie i swojego uroku białogłowa, lubiąca poflirtować, ale też zupełnie od opinii i pochlebstw adoratorów niezależna. Swobodna. Swoja.
Korsyka 2015.
Balagne to arcyciekawa kraina leniwie wyłożona w cieniu królowej korsykańskich gór – Monte Cinto. Z całą pewnością, jeden z najpiękniejszych, najbardziej różnorodnych, a przy okazji najlepiej zagospodarowanych turystycznie fragmentów wyspy. Obszar o powierzchni niespełna dziewięciuset kwadratowych kilometrów, a na nim prawdziwe bogactwo: kilkudziesięciokilometrowe, urozmaicone wybrzeże, przepiękne, piaszczyste plaże (m.in. l’Ostriconi, Bodri, Ghjunchitu, Lozari i in.), żyzne, przyjemne dla oka tereny uprawne, krajobrazy pustynne (zachodnie obrzeża pustyni Les Agriates), wzgórza, pagórki, skaliste góry w wielu miejscach wyraźnie przekraczające granicę 2000 m n.p.m., kilka niewielkich, ale interesujących sektorów wspinaczkowych (Isula Rossa, Curriali, Pietralba, Lumio), dziesiątki urokliwych miasteczek i wiosek (m.in. Calvi, L’Île-Rousse, Algajola, Lama, Speloncato, Aregno, Sant’Antonino, Corbara, Montimaggiore, Pigna) oraz łączące wszystkie te atrakcje, odważnie poprowadzone, kręte drogi, z których dosłownie każda zasługuje na miano trasy wybitnie widokowej.
Korsyka 2015.
Ależ ten czas pomyka. Z zaskoczeniem odkryliśmy dzisiaj, że Fototropie obchodzą właśnie swoje urodziny. Mija dokładnie rok odkąd ogłosiliśmy światu powstanie naszego internetowego zakątka. Trzeba przyznać, że był to rok bardzo aktywny. Udało się bowiem zapełnić obrazkami i słowem kilkanaście kategorii, stworzyliśmy 90 wpisów, zamieściliśmy grubo ponad 1000 zdjęć, a dzięki temu w naszych fotograficznych zbiorach zapanował wreszcie względny porządek. Wszystkim którzy nam przez ten czas towarzyszyli (o dziwo uzbierało się w sumie prawie 40000 wyświetleń, czyli dużo, dużo więcej niż się spodziewaliśmy), dzielili się uwagami, komentowali i oceniali, bardzo dziękujemy. Specjalnie dla nich publikujemy dziś zbiór na szybko wybranych korsykańskich widokówek z zachodzącym słońcem w roli głównej. Można sobie na ich odwrocie wypisać od nas pozdrowienia :)
A kończąc nasze jubileuszowe podsumowania, pochwalimy się jeszcze, że w ostatnich dwunastu miesiącach trzy nasze fotografie znalazły się w gronie laureatów mniej lub bardziej prestiżowych rywalizacji („Bohinj”, „W drodze”, „W nieznane”, patrz zakładka O nas), kilkanaście kolejnych wyróżniono włączeniem do grona finalistów lub zakwalifikowaniem do pokonkursowych wystaw (m.in. „Pasterz z Dolina Langtang”, „Żniwa”, „Moje miejsce na ziemi”, „Fatrzańska jesień I”, „Fatrzańska jesień II”, „Fatrzańska jesień III”, „Mała Fatra”, „Jesienne opary” , „W drodze na Laurebinę”, „Zimowe tułaczki”, „Dom Planika”, „Grań”), zaś jedna z naszych nepalskich relacji („W stronę Tsergo Ri”) zdobyła główną nagrodę w konkursie „Na górskim szlaku” zorganizowanym przez portal serwisgorski.pl.
O Korsyce myśleliśmy od dobrych kilku lat, ale z niezrozumiałych powodów projekt ewentualnego wyjazdu kończył zawsze swój żywot na cmentarzysku niezrealizowanych pomysłów. I nagle, chyba nawet dla nas dość nieoczekiwanie, splot wielu mniej i bardziej szczęśliwych wydarzeń sprawił, że z najpiękniejszą europejską wyspą stanęliśmy w końcu twarzą w twarz. Do szczegółów tego zmysłowego spotkania z całą pewnością wracać będziemy w przyszłości nieraz. Na początek skromna galeria…
Korsyka 2015.