Jesienny spacer na Trzy Korony

W Pieninach bywaliśmy w przeszłości wielokrotnie, ale obrazki ze szlaków penetrujących zbocza tych urodziwych, kameralnych gór publikujemy po raz pierwszy. Późny październik, przyjemnie głaszczące policzki słońce, na termometrze kilkanaście stopni. Nieśpieszny spacer na skalisty wierzchołek Trzech Koron i krótki odpoczynek w Sromowcach. Złota polska jesień w całej okazałości.

Pieniny 2015.

Joy Wellboy w Kopalni Guido

Muzyczne skarby znalezione 320 metrów pod ziemią, czyli krótki fotoreportaż z inaugurującego festiwal Ars Cameralis 2015 koncertu w zabrzańskiej Kopalni Guido. Joy Wellboy – zespół, który odkryliśmy dla siebie kilka tygodni temu w Bratysławie, tym razem zawitał na Śląsku. Absolutnie unikalny, belgijski duet. Kto przegapił, niech żałuje.

Zabrze, 08.11.2015.

Babiogórskie portrety

Wzięło nas na wspominki. Pokaźna porcja „archiwalnych” fotografii z naszych potyczek z humorzastą Królową Beskidów. Tym razem jednak masyw Babiej Góry nie wystąpi w roli głównej, lecz będzie tłem dla postaci ludzkiej. W sumie ponad dwadzieścia niepublikowanych jeszcze w naszym internetowym albumie, portretowych ujęć.

Masyw Babiej Góry 2010-2014.

Na Zubereckiej Vapence

Był czas, że wspinanie zajmowało całkiem spory fragment naszego wspólnego życia. Można nawet rzec, że zbyt spory, bo skupieni trochę przesadnie na skałkowych harcach zaniedbywaliśmy wyraźnie inne aktywności i pasje. I chyba dlatego właśnie tak mało posiadamy z tego etapu zdjęć. No ale oczywiście coś tam w naszych fotograficznych archiwach da się wyszperać. Dla przykładu – cztery trochę zapomniane, czarno-białe obrazki z rekreacyjnego wspinania na położonej u podnóża słowackich Tatr Zubereckiej Vapence.

Słowacja 2012.

Bratislava by night

W Bratysławie przemieniliśmy się niedawno w iście nocne zwierzęta, a wszystko przez chyba najoryginalniejszą muzyczną imprezę, w jakiej kiedykolwiek mieliśmy okazję brać udział – festiwal Waves. To była dla wygłodniałych ambitnej nuty melomanów prawdziwa uczta, podczas której w jeden weekend, na dwunastu zlokalizowanych w samym centrum słowackiej stolicy koncertowych scenach, wystąpiło łącznie stu dwudziestu w olbrzymiej większości młodych wykonawców reprezentujących w sumie kilkanaście krajów. Znakomici instrumentaliści, niebanalne wokale, odważne, autorskie projekty, trochę elektroniki, trochę bardziej tradycyjnych narzędzi, szerokie spektrum gatunków i brzmień. Było upojnie. Na łowy ruszaliśmy kiedy zapadał zmrok, a do hotelowego pokoju lekko wyczerpani wracaliśmy chwilę przed wschodem słońca. W dzień odsypianie przeplataliśmy niezbyt forsownym odkrywaniem uroków stołecznej starówki. Na portretowanie miasta tym razem czasu było mniej, ale kilkadziesiąt pamiątkowych zdjęć udało się przywieźć. Na początek trochę nocnych obrazków: Most Słowackiego Powstania Narodowego (Nový most), Katedra św. Marcina (Dóm svätého Martina), rynek (Hlavné námestie) i Zamek Bratysławski (Bratislavský hrad).

Słowacja 2015.

Historyczna stolica Moraw

Ołomuniec (Olomouc) – dawna stolica Moraw, a dziś jeden z najważniejszych w Republice Czeskiej ośrodków gospodarczych, akademickich, kulturalnych – gościł nas w sierpniu przez cztery dni i w zasadzie niczym specjalnie nas nie zaskoczył. Urokliwy, estetyczny, charakterny, autentyczny, żywy. Właśnie taki, jakim go sobie wyobrażaliśmy :)

Czechy 2015.

O harcach w pionie festiwal na poziomie

Wpis z cyklu: „dziękujemy, gratulujemy pomysłów, życzymy powodzenia na przyszłość”, czyli symboliczny ślad po naszej ostatniej wizycie w Łaziskach na Festiwalu Górskim „Pod Górę”. W dniach 25-26 września odbyła się jego piąta już edycja, jednocześnie czwarta w której mieliśmy przyjemność brać udział. Naprawdę miło popatrzeć jak rozrasta się ta początkowo skromna „impreza”, jak podszyta pasją energia organizatorów przemienia na chwilę niewielkie górnicze miasteczko w stolicę „ludzi gór” i podróżników. Trudno o lepszy przykład, że nawet przy ograniczonych środkach, ucząc się w dużej mierze na własnych błędach, można dać ludziom szansę uczestnictwa w wydarzeniu bez wątpienia ciekawym i wartościowym. Po pięciu latach istnienia i doświadczeń „Pod Górę” jest już bowiem festiwalem rasowym mogącym pochwalić się nie tylko bogatym, różnorodnym programem, ale i, o co zwykle trudniej, kapitalną, swojską atmosferą. I z tych właśnie powodów za rok pewnie znowu z nieudawaną chęcią ściągniemy pod łaziską hałdę, by stać się na moment cząsteczką wyrobionego, licznego, chyba już kilkusetosobowego audytorium.

Na koniec zdradzimy jeszcze, że Łaziska są dla nas miejscem niezwykle szczęśliwym. Nigdy bowiem wcześniej, na żadnej innej „imprezie” nasze fotografie nie spotkały się z aż tak pozytywnym odbiorem. W ciągu czterech lat czterokrotnie wzięliśmy udział w organizowanym przy festiwalu konkursie fotograficznym i w efekcie zdjęcia z naszych górskich wojaży trzykrotnie zdobyły I, dwukrotnie III i raz V nagrodę, zaś dziewięć kolejnych prac znalazło się w wąskiej grupie finalistów prezentowanych na wystawie. Za przychylność Jurorom i publiczności bardzo dziękujemy. A poniżej wszystkie nasze docenione w Łaziskach fotki.

Łaziska Górne, wrzesień 2015.

Rów Górnej Nysy

Ciągnący się między Górami Bystrzyckimi a Masywem Śnieżnika, szeroki na kilka kilometrów Rów Górnej Nysy stanowi naturalną granicę oddzielającą Sudety Wschodnie od Środkowych. Specyficzna to kraina. Z punktu widzenia turysty czy podróżnika jej najmocniejszą stroną jest chyba, paradoksalnie, bardzo skromne zagospodarowanie turystyczne. Gdzie tylko spojrzeć spokojny, sielski, miejscami bardzo urokliwy krajobraz, na szczęście niezdeformowany jeszcze przesadnie przez człowieka. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten podejrzany, stale wiszący w powietrzu zapach ubóstwa (przynajmniej tak go zinterpretowały nasze receptory). Podupadające miasteczka i wioski, o których uroku świat dawno zapomniał, rozpadające się domy, wszechobecne sklepy z tanią odzieżą, mieszkańcy włóczący się po ulicach jakby bez energii i pomysłu… to tutaj niestety norma. Co nie znaczy jednak wcale, że z opisywanymi stronami nie warto się zapoznać. My poświęciliśmy na ich zwiedzanie cztery dni, a kapitalną bazę noclegową znaleźliśmy na stokach Śnieżnika, w przeuroczym Międzygórzu. Był to czas błogi i, poza momentami w których eksplorowaliśmy pobliskie skały (Trzy Kopki, Pasterskie Skały), wyjątkowo leniwy. Nawet po aparaty sięgaliśmy rzadziej niż zwykle. Wyjątkiem była tylko wycieczka do Bystrzycy Kłodzkiej, której portretowanie zajęło nam kilka godzin. A skoro już o stolicy rejonu mowa – mamy w stosunku do niej mieszane uczucia. Nigdy chyba wcześniej nie spotkaliśmy na swojej drodze ludzkiego osiedla, które tak przystojnie prezentowałoby się z daleka i jednocześnie tak dużo traciło przy spojrzeniu z bliska. Z jednej strony piękne położenie, pamiętające Wieki Średnie zabytki, przyjemny ryneczek, czy unikalna w skali Polski tarasowa zabudowa, z drugiej jednak jakiś niemiły dla oka bałagan, zmęczone mury, kiczowate szyldy i reklamy, dziesiątki pordzewiałych anten satelitarnych oraz wyjątkowo senny, martwy, jakby odrobinę PRL-owski klimat. Miasto z ogromnym potencjałem, niestety póki co niezaktualizowanym.

Sierpień 2015.

Bonifacio vol. 2. Serce miasta.

Wakacyjny kontrast między dolną a górną częścią Bonifacio dodaje temu najpiękniejszemu na Korsyce miastu wyjątkowości i uroku. Ulokowana na dnie długiego, wąskiego fiordu marina świeci bogactwem i prestiżem. W estetycznej przystani dostojnie pasą się luksusowe łodzie i jachty, na promenadzie europejska „upper middle class” dumnie prezentuje modne kreacje, w promieniach śródziemnomorskiego słońca błyszczą znaki firmowe i sprzączki markowych torebek, gustowne zegarki oraz biżuteria, w powietrzu czuć woń drogich perfum, a w komfortowych knajpkach leją się wina, których cena za butelkę znacznie przekracza nasz jednodniowy, wyjazdowy budżet. Ale prawdziwe serce Bonifacio bije wyżej, w wygrzewającym się na białym klifie Ville Haute (Górne Miasto). Tu, między zabytkowymi murami toczy się naturalne życie. W gąszczu ciasnych uliczek nieco zagubieni turyści błąkają się wśród różnorodnej etnicznie społeczności oddającej się swoim codziennym rytuałom. Ludzie pracują, rozmawiają, dzielą się sobą. Dzieci bawią się beztrosko, młodzież korzysta z młodości, starszyzna z zaangażowaniem gra w bule. Wszędzie czuć piękny zapach autentyczności.

Korsyka 2015.

Bonifacio vol. 1. Miasto na klifie.

To było prawdziwe zauroczenie od pierwszego wejrzenia. A potem kilkudniowy, płomienny romans. Niewiele spotkaliśmy na swojej drodze miejsc, którym tak chętnie i bezkrytycznie rzuciliśmy się w ramiona. Bonifacio – zawieszone na białym, wapiennym klifie miasto słońca i morza, piękne, promienne, żywe. Dla odwiedzających Korsykę pozycja obowiązkowa. By w pełni poczuć atmosferę tego magicznego zakątka trzeba zatrzymać się tu na dłuższą chwilę i poznać pełne spektrum atrakcji: zwiedzić urokliwą okolicę, pokonać 187 stromych stopni Escalier du Roi d’Aragon (Schody Króla Aragonii), zagubić się w gąszczu zabytkowych uliczek, znaleźć swoje ulubione miejsca między ekskluzywną, turystyczną mariną a żyjącym własnym życiem, pełnym południowej energii Górnym Miastem (Ville Haute), oddać się zadumie na przepięknie położonym cmentarzu (Cimetière Marin), przyjrzeć się rytuałom mieszkańców, spróbować śródziemnomorskich specjałów oraz dać się „ubujać” morskim falom (kameralne plaże ukryte w zatoczkach) i lokalnym winom, różowym jak korsykańskie niebo o zachodzie słońca.

Korsyka 2015.

Festiwal Teatrów Offowych ANDROMEDON

Tychy to dziwne miejsce. Jakby pozbawione energii, trochę jałowe, leniwe i senne. W naszej opinii raczej mało atrakcyjne, zwłaszcza dla osób oczekujących, że ich lokalna ojczyzna będzie czymś więcej niż tylko przyzwoicie odmalowaną, względnie estetyczną i wygodną areną powszedniej gehenny. Zbyt wiele życia tu niestety nie ma. Jak to? Przecież tyle się dzieje? Przesada? No cóż, to prawda, że nasze samozwańcze „miasto kultury” w każdym sezonie swoim wygłodniałym mieszkańcom serwuje dziesiątki imprez, tyle że z niejasnych powodów autentycznej duchowej pożywki doszukać się w tym wszystkim zwykle nie sposób. Takie czasy? Taka polityka zarządców? A może takie zapotrzebowanie i taka kondycja społeczeństwa? Ciężko powiedzieć, w każdym razie mylenie rozrywki z kulturą, rzemiosła z twórczością, kiczowatego pikniku z ambitnym przedsięwzięciem nie jest tu wyjątkiem, lecz raczej tendencją dominującą. Kiedy więc raz na jakiś czas w zwykle nudnym, miejskim kalendarzu wydarzeń kulturalnych uda się komuś wyrysować świeżą, interesującą formę, trudno nie odczuwać z tego powodu zadowolenia. I tu właśnie przechodzimy do sedna. Całkiem bowiem niedawno, przez kilka wieczorów z rzędu mieliśmy okazję uczestniczyć (jako publiczność rzecz jasna) w plenerowych spektaklach prezentowanych w ramach świeżo powołanego do życia, tyskiego Festiwalu Teatrów Offowych ANDROMEDON i, co tu dużo gadać, na pewno nie był to czas stracony. Napięty, sierpniowy grafik pozwolił nam co prawda obejrzeć tylko trzy z przygotowanych widowisk („Babel” wrocławskiego Teatru Formy oraz „Ukryte” i „Golem Godula” tyskiego Teatru HoM), ale już na ich podstawie ośmielamy się wystawić festiwalowi ocenę bardzo dobrą. Może w zestawieniu z podobnymi inicjatywami ilość zaproszonych teatrów jeszcze troszkę skromna, może publiczność nie całkiem dopisała, ale wiemy jak trudne bywają początki, więc absolutnie nie zamierzamy krytykować ani narzekać. Organizatorom oraz aktorom bardzo dziękujemy i życzymy powodzenia w kolejnych projektach. A żeby obraz tego wartościowego wydarzenia zbyt szybko z pamięci nie uleciał, publikujemy w naszym „albumie” przykładowe zdjęcia.

Sierpień 2015.

Wycieczka do Sieny

W Sienie spędziliśmy zaledwie sześć godzin, z czego jedną trzecią straciliśmy w dodatku na walkę o jakiekolwiek miejsce parkingowe. Czasu na zwiedzanie było niestety bardzo mało. Wybraliśmy więc kierunek najbardziej oczywisty – Piazza del Campo. Popołudnie na jednym z najsłynniejszych włoskich placów bardzo nam smakowało. Poniżej kilka przykładowych obrazków.

Włochy 2015.

Zachodnia Korsyka. Golfe de Porto.

Wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO urokliwa zatoka Golfe de Porto – miejsce, w którym lazurowe morze spotyka się z przepięknie urzeźbioną, pomarańczową skałą. Chyba najpopularniejszy zakątek na zachodnim wybrzeżu Korsyki, co roku odwiedzany przez tłumy turystów pragnących z bliska zobaczyć występujące tu gęsto atrakcje: niebywały rezerwat morski Scandola, słynne granitowe tafoni w Les Calanches, czy kameralne miasteczka o niebanalnej urodzie, jak choćby Porto i Piana.

Korsyka 2015.

Curriali i Isula Rossa, czyli wspinanie w Balagne.

Chociaż naszej tegorocznej, korsykańskiej przygodzie celowo nadaliśmy niewspinaczkowy charakter, nie oznacza to, że z fantastycznym, licznie występującym na wyspie granitem nie poznaliśmy się wcale. W przerwach między zwiedzaniem, odkrywaniem, plażowaniem, odczuwaniem, smakowaniem, fotografowaniem i szeroko rozumianym cieszeniem się swoim towarzystwem, znaleźliśmy czas, by z bliska przyjrzeć się kilku cenionym przez wspinaczy „ogródkom”, a urok dwóch sektorów z rejonu Balagne zatrzymał nas na dłużej. I o nich właśnie postanowiliśmy rzec trzy słowa. Może nasza świeżo zdobyta orientacja okaże się w przyszłości dla kogoś przydatna, zwłaszcza że znalezienie jakiejś sensownej informacji o wspinaniu w Isula Rossa czy Curriali wcale nie jest łatwe.

Isula Rossa (Les Iles) – wyjątkowy, bo ulokowany dosłownie kilkadziesiąt metrów od lazurowych wód Morza Liguryjskiego, kameralny sektor na wysepce L’île de la Pietra, leżącej w granicach urokliwego miasteczka L’Île-Rousse. Miejsce wręcz wymarzone na spokojny, wspinaczkowy piknik z rodziną albo znajomymi, podczas którego aspekt sportowy schodzi na dalszy plan. W Les Iles znajdziemy bowiem tylko kilkanaście łatwych dróg w przedziale 3-6b. Wszystkie dobrze „obite” i zaopatrzone w stanowiska zjazdowe, zatem doświadczony „zawodnik” jest w stanie „przewspinać” cały sektor w zaledwie kilka godzin. Oferujący bardzo dobre tarcie, pomarańczowy granit, idealny dla osób stawiających dopiero pierwsze kroki na tego typu skale. Lokalizacja wyjątkowo oczywista – przystosowane pod sportową wspinaczkę ściany znajdują się dokładnie u stóp widocznej zewsząd latarni morskiej. Z parkingiem również nie ma problemu: sporo płatnych miejsc w centrum miasteczka, a także miejsca darmowe w okolicach przesmyku łączącego ląd z wysepką. W sezonie letnim, z uwagi na palące słońce wspinanie warto rozpocząć bardzo wcześnie, albo poczekać z nim do popołudnia, kiedy na większości dróg zaczyna kłaść się cień.

Curriali – usytuowany kilka kilometrów od północnego wybrzeża Korsyki, niewielki, ale naszym zdaniem wyjątkowo atrakcyjny sektor, w którym na zabawę w kapitalnej jakości granicie mogą pozwolić sobie zarówno zupełni amatorzy, osoby bardziej zaawansowane, jak i sportowcy o sporym już doświadczeniu. Znajdziemy tu bowiem łatwiutkie „trójki”, kilka bardzo przystępnych „czwórek” i „piątek”, całą gamę estetycznych dróg w przedziale 6a-6c, ale także solidne linie sięgające stopnia 7c+/8a. Dla każdego coś dobrego. Korsykańskie tafoni, rajbungowe płyty, masywne skalne bloki, wybitne rysy. Tak trącej skały nie spotkaliśmy chyba jeszcze nigdy. Gwarantujące mnóstwo frajdy, czujne, techniczne wspinanie, preferujące znacznie bardziej myślenie i śmiałość niż siłę. Co ważne – sporo cienia pozwalającego uciec od śródziemnomorskiej „lampy”, a także miejsca gdzie można schronić się przed ewentualną ulewą. Odnalezienie sektora nie jest trudne: z L’Île-Rousse ruszamy na południe, w wiosce Santa-Reparata-di-Balagna obieramy kierunek na Monticello i po kilku kilometrach zostawiamy samochód na małym parkingu przy źródle. Stąd czeka nas już tylko pięciominutowy spacer w górę pod dobrze widoczne z drogi granitowe ściany.

Korsyka 2015.

„Miasta, miasteczka, wioski”. San Gimignano.

San Gimignano – chyba najbardziej charakterystyczne z toskańskich miasteczek. W dawnych czasach ważny, niezwykle prestiżowy i bogaty ośrodek, czego najlepszym symbolem były wznoszone licznie przez rywalizujące ze sobą rody strzeliste wieże (kiedyś było ich aż 72!, stąd współczesny przydomek – „Manhattan Średniowiecza”). Dziś po prostu popularna, turystyczna atrakcja – pod względem architektonicznym ciekawa, ale niestety trochę odarta z klimatu, pozbawiona ducha i autentycznego życia.

Włochy 2015.

Obrazki cmentarne (Nekropolie na Korsyce)

Nie ma chyba podróżnika, który przeszedłby obojętnie obok absolutnie wyjątkowych, kapitalnie ulokowanych, korsykańskich cmentarzy. To z całą pewnością najbardziej niezwykłe „miasta umarłych”, jakie mieliśmy okazję podziwiać. Poniżej dwa skromne przykłady – nekropolie w Sant’Antonino i Bonifacio.

Korsyka 2015.

Pustynia Agriates i Saint-Florent

Ma Korsyka swoje piaszczyste plaże, lazurowe wybrzeża, ma swoje monumentalne góry, skały, krystalicznie czyste rzeki i malownicze jeziora, ma też swoją pustynię. Les Agriates to porośnięta makią, pozbawiona jakichkolwiek śladów cywilizacji, sucha jak pieprz kraina idealnie nadająca się na dwudniową, trekkingową ucieczkę od ludzi, konną przygodę albo mniej forsowną, pieszo-samochodową wycieczkę. Polecamy. A po pustynnych trudach warto odpocząć w nadmorskim Saint-Florent. Ta do niedawna skromna, rybacka wioska przeżywa aktualnie swój renesans stając się na turystycznej mapie coraz bardziej wyraźnym punktem, porównywanym często do kontynentalnego Saint-Tropez.

Korsyka 2015.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Sant’Antonino.

Sant’Antonino – kolejna perełka z rejonu Balagne, której wielkość i kształt potwierdzają stale aktualną na Korsyce tezę, że „małe jest piękne”. Jedna z dwóch miejscowości na wyspie zajmujących zaszczytne miejsce na prestiżowej liście najpiękniejszych francuskich wiosek (Les Plus Beaux Villages de France).

Korsyka 2015.

Czar „Czerwonej Wyspy”, czyli nasze spotkania z L’Île-Rousse.

L’Île-Rousse (Isula Rossa) to kameralna, prawie czterotysięczna miejscowość położona na północnych brzegach Korsyki. Naszym zdaniem jeden z najbardziej urokliwych zakątków w rejonie Balagne. Nic więc dziwnego, że choć w granicach „Czerwonej Wyspy” (tak przetłumaczyć można francuskojęzyczną nazwę) nie mieliśmy swojej noclegowej bazy, poświęciliśmy jej przy różnych okazjach całkiem sporo czasu. Zwiedzanie, przechadzki, zakupy, kąpiele na okolicznych plażach, wspinanie w pomarańczowo-czerwonawym granicie na wysepce L’île de la Pietra, pyszne, pachnące morzem kolacje, efektowne zachody słońca. Dużo, naprawdę dużo wyłącznie pozytywnych doznań.

Korsyka 2015.

Duomo z daleka i bliska

Florenckie Duomo, czyli Katedra Santa Maria del Fiore (Katedra Matki Boskiej Kwietnej) to zdecydowanie górujący nad miastem symbol toskańskiej stolicy. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli w Europie, niepowtarzalna, majestatyczna, monumentalna. Jej niebywała kopuła, wzniesiona prawie sześć wieków temu pod czujnym okiem Filippo Brunelleschiego, do dziś pozostaje największą (przynajmniej jeśli chodzi o średnicę) tego typu ceglaną konstrukcją na naszym globie. Dla odwiedzających Toskanię pozycja obowiązkowa.

Włochy 2015.

Piaszczyste skarby Korsyki

Rajskie, w olbrzymiej większości piaszczyste plaże to jedna z wizytówek Korsyki. Najpiękniejsze z nich nieprzypadkowo zajmują bardzo wysokie lokaty w corocznych plebiscytach na najlepsze kąpieliska w Europie. Nic więc dziwnego, że słynne Palombaggia, Santa Giulia, czy chociażby Saint-Cyprien stają się dla wielu przybywających na wyspę turystów celem samym w sobie. I to chyba jedyny ich poważny minus, bo wraz z nastaniem pogody na najbardziej rozreklamowanych odcinkach wybrzeża szybko robi się tłoczno. Dlatego radzimy sięgnąć po coś spoza przewodnikowego kanonu. W naszym prywatnym rankingu miejsca na podium zajmują trzy nadmorskie oazy spokoju: położone w pobliżu Bonifacio, oddalone kolejno o 20 i 40 minut (na nogach) od wygodnego kampingu Des Iles, kameralne Petit Sperone i Grand Sperone, oraz znacznie pokaźniejsza i popularniejsza, niemniej jednak ciągle jeszcze gwarantująca minimum prywatności, Plage de Ghjunchitu, ulokowana w północnej części wyspy, kilka kilometrów na zachód od L’Île-Rousse.

Korsyka 2015.