Tag Archives: góry
Po światło przez noc
Dla rezydujących na południu Polski amatorów fotografii szukających od czasu do czasu idealnego światła w górskim pejzażu nie ma chyba projektu bardziej oklepanego niż nocna eskapada na Babią Górę, by na wierzchołku Diablaka wziąć udział w niezwykle kolorowym festiwalu budzącego się dnia. Z roku na rok chętnych na tego typu przechadzkę wyraźnie przybywa. W pogodne weekendy na szlaku robi się nieraz nawet nieprzyjemnie tłoczno, co może być sporym rozczarowaniem dla osób liczących na solidną dawkę zdrowej samotności. Nie ukrywamy, odrobinę nas to zniechęca, ale, mimo wszystko, raz na jakiś czas ponawiamy spacer, by zobaczyć, co się zmieniło. Z Babią Górą znamy się świetnie. Spółkowaliśmy z nią wielokrotnie. Wiosną, latem, jesienią i zimą. W słońcu, deszczu i śnieżycy. W porach bezwietrznych oraz w warunkach huraganowych. Czasem również nocą, jak przed kilkoma dniami, gdy chyba już po raz czwarty albo piąty udaliśmy się na najsłynniejszy z beskidzkich wschodów słońca. Jakieś nadzwyczajne, niestandardowe warunki fotograficzne tym razem niestety nie wystąpiły, na oblepionym ludźmi wierzchołku zabrakło też emocji oraz głębszych przeżyć, ale i tak wycieczkę zapiszemy w pamięci jako owocną. Dwuetapowa, nieco kulawa na cztery kolana, „przebieżka” (Krowiarki-Diablak i Diablak-Krowiarki) zajęła nam łącznie trochę ponad dwie i pół godziny, co uznajemy za wynik całkiem przyzwoity. Teraz niecierpliwie czekamy na zimę, by sobie przypomnieć białe, naszym zdaniem, najpiękniejsze, babiogórskie oblicze.
Wrzesień 2019.
Sudeckie klimaty…
Teatry uliczne i granitowe Rudawy Janowickie
Tak się jakoś przyjęło, że środek lipca, można powiedzieć tradycyjnie, bo któryś już raz z rzędu, spędzamy w Jeleniej Górze, gdzie właśnie wtedy przystojny, zabytkowy rynek staje się areną najstarszego w Polsce święta teatrów ulicznych. Program tegorocznego 37. MFTU wydał nam się co prawda wyraźnie skromniejszy niż w przypadku kilku ostatnich edycji festiwalu, ale to nie znaczy, że czas spędzony w „stolicy Karkonoszy” zapamiętamy jako nieudany. Tym razem po prostu znacznie bardziej niż popisy aktorów naszą uwagę przykuła natura, zwłaszcza sprzyjające górskim przechadzkom oraz skałkowej wspinaczce, granitowe Rudawy Janowickie. W intensywnie kształtowanej przez dwa skrajne fronty pogodowe, mało sprzyjającej aurze zabrakło nam niestety energii na przemyślaną i staranną fotografię, dlatego poniżej zamiast zwyczajowej, obszernej fotorelacji skromny wybór przypadkowych, miejskich i pozamiejskich pejzażów oraz osobna galeria z chyba najlepszego w tym roku festiwalowego przedstawienia (znakomite światło, muzyka grana „na żywo”, przemyślany układ i kształt sceny, efektowna choreografia, profesjonalna gra aktorska) – spektaklu „Poza czasem” Teatru Akt.
Jelenia Góra, Rudawy i okolice…
Spektakl „Poza czasem” Teatru Akt…
Lipiec 2019.
Na górskich szlakach Tyrolu, vol. 2
Na górskich szlakach Tyrolu, vol. 1
Karwendel w stroju czerwcowym
Karwendel – położona na pograniczu Bawarii i Tyrolu górska kraina, której urodzie niewątpliwie sprzyja szata późnowiosenna. A przekonaliśmy się o tym całkiem niedawno – na początku czerwca zieleń Hinterhornalm, Walderalm, Ahornboden oraz innych dolin i hal ukrytych między strzelistymi, budzącymi respekt, mocno jeszcze o tej porze roku zaśnieżonymi wapieniami osiągnęła nierealny wręcz stopień nasycenia. Nie kryliśmy zaskoczenia, że przestrzenie tak łatwo dostępne mogą mieć w sobie aż tyle nietkniętej ludzką bezmyślnością i barbarzyństwem harmonii oraz naturalnego piękna.
Czerwiec 2019.
Tyrol 2019: spotkania
Dzikiej fauny w Tyrolu nie brakuje, ale dzięki mnogości nietkniętych cywilizacją przestrzeni rzadko jej błogi spokój burzą nieproszeni i natrętni goście. Nasze spotkania ze zwierzakami ograniczyły się do „bestii” udomowionych, bardzo charakternych, ale pozujących całkiem chętnie. Poniżej szczęśliwe alpejskie krowy, wysokogórskie owieczki, wytresowane przykładnie wieszczki oraz pawie – stali rezydenci dziedzińca zamku Ambras.
Austria, czerwiec 2019.
Tyrol po raz pierwszy
Poniżej pierwsza porcja na szybko wybranych obrazków z naszego w zasadzie pierwszego w życiu poważnego spotkania z austriackim Tyrolem. O tym, że ten alpejski zakątek obfituje w wyjątkowe pejzaże wiedzieliśmy oczywiście wcześniej, ale po wszystkim możemy śmiało stwierdzić, że żadne pocztówki ani zdjęcia nie są w stanie w stu procentach oddać jego bogactwa i piękna. Na początek dość obszerna, ogólna galeria…
Austria, czerwiec 2019.
Wiosna w środku tatrzańskiej zimy…
Znowu na szlaku…
Na styku natury i cywilizacji
Zimą przez Małą Fatrę
To były dobre dni. Małej Fatrze za jej tradycyjną gościnność kłaniamy się nisko, ale specjalne podziękowania kierujemy również w stronę współorganizatorki naszego styczniowego wyjazdu za południową granicę – hojnej jak mało kiedy zimie, która nie szczędziła nam ani odrobiny swojego bogactwa. Był siarczysty mróz, ale i momenty ciepła, były porywiste podmuchy, ale i przyjemne godziny, gdy wiatr udawał się na odpoczynek, było trochę chmur, ale też sporo błękitnego nieba, było słońce i przede wszystkim ogrom świeżego, bielutkiego śniegu.
Styczeń 2019.
Wielki Rozsutec w wydaniu zimowym
Psie ścieżki
W tak estetycznej scenerii, przy tak sprzyjającej, motywującej do działania aurze wejście na szczyt jawi się zawsze jako „psi obowiązek” ;)
Styczeń 2019.
Białe myśli
Złota polska jesień w Tatrach
Tatrzańskie poranki
„Piątkowa” joga
Zaskakująco pogodny piątek. „Piątka”, czyli tatrzańska Dolina Pięciu Stawów. Aktywna pauza. Joga w scenerii jesiennej.
Październik 2018.
Wielka Fatra: Ostrá, Lubená i Tlstá
Przyjemna przechadzka szlakiem dotąd nam nieznanym, jednym z klasyków słowackiej Wielkiej Fatry: z Błatnicy, przez Konský dol i Murań na Ostrą, następnie przez Zadną Ostrą i Báglov kopec (Lubená) na rozległy wierzchołek Tlstej, w końcu dolinami Wapienną i Gaderską, mijając po drodze Jaskinię Mažarną, z powrotem do Błatnicy. Osiem godzin absolutnego spokoju, niezmąconego obecnością innych osób. No i ta pogoda. Połowa września, 28 stopni Celsjusza.
Słowacja 2018.
On the trail again
Alpejskie wspominki
Piachy i lód
Kiedy na początku lutego odwiedziliśmy czeskie Adršpašskoteplické skály, słynne skalne miasta otulała gęsta, wielowarstwowa szarość, pięknych piaskowców nie głaskała nawet wiązka sprzyjającego fotografii światła, a większość zakątków wyścielały dywany lodu czyniąc ze spacerowych zwykle szlaków całkiem solidny, momentami nawet niebezpieczny, a przez to komplikujący trochę nasze plany, tor przeszkód. Pomimo tego w cudnie zapomnianym przez turystów o tej porze roku Adršpachu warto było zagościć. Chociażby po to, by się przekonać, w jak piękne twory przemieniają się zimą tamtejsze wodospady.
P.S. Drobna, dobra rada. Kto zechce się do Adršpachu wybrać, niech nie zapomni w program swojej wycieczki wpisać wizytę w lokalu Café Bar Kalírna, bo to atrakcja sama w sobie, nie mniejsza niż okoliczna przyroda. Sielska atmosfera, przemiły, pogodny personel oraz stali bywalcy zarażający wszystkich przybyszów uśmiechem od ucha do ucha, znakomita muzyka, jedna z najlepszych pizz w tej części Europy, smakowite desery, pyszne destylaty i piwa. Bez najmniejszego zawahania reklamujemy.
Luty 2018.
W stronę Małego Krywania
Solidnie już stęsknieni za bielą zimy ruszyliśmy niedawno w stronę słowackiej Małej Fatry, by na jej głównej grani, z dala od codziennego zgiełku posłuchać, jak pada śnieg. Urodziła się z tego całkiem owocna, przyjemnie męcząca przygoda, która swoją kulminację osiągnęła na nieznanym nam dotychczas Małym Krywaniu. Poniżej skromna galeria – trochę portretów z drogi i kilka zimowych panoram.
Słowacja 2018.
Galeria górska z roku 2017
Powitanie zimy
Beskid Śląsko-Morawski, a precyzyjniej rzecz ujmując – rozciągnięta między przełęczą Pustevny i szczytem Radhoszcz (Radhošť) spacerowa grań. Nasze pierwsze w tym roku górskie spotkanie z zimą, która, trzeba przyznać, od razu ujawniła swoją najprawdziwszą twarz, nie szczędząc nam ani śniegu, ani kilkunastostopniowego mrozu, ani huraganowego wiatru. Krótka to była przygoda, ale niezwykle intensywna. Dawno już tak solidnie nie przemarzliśmy.
Czechy 2017.
Na szwajcarskich szlakach vol.2
Na szwajcarskich szlakach vol.1
Wyruszając do Szwajcarii wiedzieliśmy, że tydzień to zdecydowania za mało, by bliżej poznać tą cudnie pofałdowaną krainę. Postanowiliśmy więc, ignorując wszelkie kaprysy alpejskiej pogody i pomruki naszych niedoleczonych kontuzji, dobrze wykorzystać każdy dzień, każdą godzinę, każdą minutę. Na górskich szlakach spędziliśmy naprawdę dużo czasu, a na kartach naszych aparatów zapisało się całkiem sporo tułaczych pamiątek. Poniżej pierwsza ich część.
Valais, wrzesień 2017.
Skarby szwajcarskiego Valais
W graniczącym z Włochami i Francją, przepięknym krajobrazowo, szwajcarskim kantonie Valais na każdym niemal kroku spotkać można jakieś „naj”. Na powierzchni prawie dwa razy mniejszej niż najmniejsze polskie województwo znajdziemy między innymi: najdłuższy alpejski lodowiec, największą na świecie grotę lodowcową, najwyżej w Europie położoną stację kolejki linowej, największy na kontynencie kompleks termalnych kąpielisk, największe europejskie podziemne jezioro, najwyższą zaporę grawitacyjną, prawie pięćdziesiąt czterotysięczników, a wśród nich najłatwiejszy w Alpach – Breithorn i oczywiście najpiękniejszy – Matterhorn. A do tego wszystkiego standardowy zestaw górskich atrakcji, lazurowe jeziorka, estetyczne miasteczka, sielskie wioski, sporo śladów historii i hektary bujnej winorośli ślicznie zdobiącej zbocza mocno nasłonecznionych dolin. Nic dziwnego, że tydzień, który spędziliśmy w tym arcybogatym świecie wydał się nam wyjątkowo niepojemny.
Szwajcaria 2017.
Beskidzka pętelka
Oj, zestarzały się nasze stawy. Czas niestety intensywnie trawi nasze kolanowe chrząstki, nadgryza wiązadła. Zawsze chętnie wracamy w góry, ale nie da się nie zauważyć, że z każdym kolejnym wypadem coraz bardziej bolesne to przygody. Nawet jeśli mówimy o skromnej, dwudziestokilometrowej beskidzkiej pętelce. Będzie nam brakowało górskich pejzażów i tego cudnego odosobnienia, gdy kiedyś zdrowie ostatecznie odmówi posłuszeństwa. Póki co mocno ćwiczymy się w zagryzaniu zębów. Poniżej kilka pamiątek z ostatniego, dusznego, przesyconego słońcem spaceru głównym grzbietem Beskidu Śląskiego.
Lipiec 2017.































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































