Powrót na słoweńską Istrię

Po prawie dwuletniej, zbyt już wyraźnie stymulującej naszą tęsknotę przerwie wróciliśmy na słoweńską ziemię, a precyzyjniej rzec ujmując – na wapienne, słoweńsko-włoskie pogranicze, gdzie czas sprawiedliwie podzieliliśmy między wspinanie, „próby kolarskie”, spacery, zwiedzanie i kulinarne degustacje. Domem był Osp, ale w zasięgu rowerowej przejażdżki mieliśmy Koper, Izolę, Muggię i Triest. Tydzień minął błyskawicznie.

Sierpień 2018.

Piąte widzenie ze Słowenią

Do Słowenii zawinęliśmy już po raz piaty. Tym razem wracając z toskańskich wojaży na niespełna tydzień osiedliliśmy się blisko wybrzeża, w wiosce tak małej, że jej nazwy nawet nie będziemy przytaczać, bo i tak nikomu nic nie powie. W każdym razie do dobrze znanego nam z poprzednich lat Kopru, czy tez włoskiego Triestu, mieliśmy przysłowiowy rzut kamieniem, co oczywiście niezwykle intensywnie wykorzystaliśmy. Ale głównym celem były, jak to zwykle w Słowenii, skały. Kilka potyczek z urodziwymi, wapiennymi ścianami Črniego Kalu i Vipavy dostarczyło nam sporo frajdy, ale jednocześnie kolejny raz przypomniało, jak nędznymi jesteśmy zawodnikami :)

Zdjęć tym razem jak na lekarstwo, bo… wobec całej gamy aktywności rzadko chciało się sięgać po aparat. Tylko kilka symbolicznych, wyraźnie niedbałych fotek ze skał i z Kopru, w którym m.in. dość przypadkowo trafiliśmy na festiwal sztuk ulicznych – imprezę niestety skromną i niespecjalnie udaną. Szkoda.

Październik 2016.