Babiogórskie portrety

Wzięło nas na wspominki. Pokaźna porcja „archiwalnych” fotografii z naszych potyczek z humorzastą Królową Beskidów. Tym razem jednak masyw Babiej Góry nie wystąpi w roli głównej, lecz będzie tłem dla postaci ludzkiej. W sumie ponad dwadzieścia niepublikowanych jeszcze w naszym internetowym albumie, portretowych ujęć.

Masyw Babiej Góry 2010-2014.

Rów Górnej Nysy

Ciągnący się między Górami Bystrzyckimi a Masywem Śnieżnika, szeroki na kilka kilometrów Rów Górnej Nysy stanowi naturalną granicę oddzielającą Sudety Wschodnie od Środkowych. Specyficzna to kraina. Z punktu widzenia turysty czy podróżnika jej najmocniejszą stroną jest chyba, paradoksalnie, bardzo skromne zagospodarowanie turystyczne. Gdzie tylko spojrzeć spokojny, sielski, miejscami bardzo urokliwy krajobraz, na szczęście niezdeformowany jeszcze przesadnie przez człowieka. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten podejrzany, stale wiszący w powietrzu zapach ubóstwa (przynajmniej tak go zinterpretowały nasze receptory). Podupadające miasteczka i wioski, o których uroku świat dawno zapomniał, rozpadające się domy, wszechobecne sklepy z tanią odzieżą, mieszkańcy włóczący się po ulicach jakby bez energii i pomysłu… to tutaj niestety norma. Co nie znaczy jednak wcale, że z opisywanymi stronami nie warto się zapoznać. My poświęciliśmy na ich zwiedzanie cztery dni, a kapitalną bazę noclegową znaleźliśmy na stokach Śnieżnika, w przeuroczym Międzygórzu. Był to czas błogi i, poza momentami w których eksplorowaliśmy pobliskie skały (Trzy Kopki, Pasterskie Skały), wyjątkowo leniwy. Nawet po aparaty sięgaliśmy rzadziej niż zwykle. Wyjątkiem była tylko wycieczka do Bystrzycy Kłodzkiej, której portretowanie zajęło nam kilka godzin. A skoro już o stolicy rejonu mowa – mamy w stosunku do niej mieszane uczucia. Nigdy chyba wcześniej nie spotkaliśmy na swojej drodze ludzkiego osiedla, które tak przystojnie prezentowałoby się z daleka i jednocześnie tak dużo traciło przy spojrzeniu z bliska. Z jednej strony piękne położenie, pamiętające Wieki Średnie zabytki, przyjemny ryneczek, czy unikalna w skali Polski tarasowa zabudowa, z drugiej jednak jakiś niemiły dla oka bałagan, zmęczone mury, kiczowate szyldy i reklamy, dziesiątki pordzewiałych anten satelitarnych oraz wyjątkowo senny, martwy, jakby odrobinę PRL-owski klimat. Miasto z ogromnym potencjałem, niestety póki co niezaktualizowanym.

Sierpień 2015.

Bonifacio vol. 1. Miasto na klifie.

To było prawdziwe zauroczenie od pierwszego wejrzenia. A potem kilkudniowy, płomienny romans. Niewiele spotkaliśmy na swojej drodze miejsc, którym tak chętnie i bezkrytycznie rzuciliśmy się w ramiona. Bonifacio – zawieszone na białym, wapiennym klifie miasto słońca i morza, piękne, promienne, żywe. Dla odwiedzających Korsykę pozycja obowiązkowa. By w pełni poczuć atmosferę tego magicznego zakątka trzeba zatrzymać się tu na dłuższą chwilę i poznać pełne spektrum atrakcji: zwiedzić urokliwą okolicę, pokonać 187 stromych stopni Escalier du Roi d’Aragon (Schody Króla Aragonii), zagubić się w gąszczu zabytkowych uliczek, znaleźć swoje ulubione miejsca między ekskluzywną, turystyczną mariną a żyjącym własnym życiem, pełnym południowej energii Górnym Miastem (Ville Haute), oddać się zadumie na przepięknie położonym cmentarzu (Cimetière Marin), przyjrzeć się rytuałom mieszkańców, spróbować śródziemnomorskich specjałów oraz dać się „ubujać” morskim falom (kameralne plaże ukryte w zatoczkach) i lokalnym winom, różowym jak korsykańskie niebo o zachodzie słońca.

Korsyka 2015.

Zachodnia Korsyka. Golfe de Porto.

Wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO urokliwa zatoka Golfe de Porto – miejsce, w którym lazurowe morze spotyka się z przepięknie urzeźbioną, pomarańczową skałą. Chyba najpopularniejszy zakątek na zachodnim wybrzeżu Korsyki, co roku odwiedzany przez tłumy turystów pragnących z bliska zobaczyć występujące tu gęsto atrakcje: niebywały rezerwat morski Scandola, słynne granitowe tafoni w Les Calanches, czy kameralne miasteczka o niebanalnej urodzie, jak choćby Porto i Piana.

Korsyka 2015.

Pustynia Agriates i Saint-Florent

Ma Korsyka swoje piaszczyste plaże, lazurowe wybrzeża, ma swoje monumentalne góry, skały, krystalicznie czyste rzeki i malownicze jeziora, ma też swoją pustynię. Les Agriates to porośnięta makią, pozbawiona jakichkolwiek śladów cywilizacji, sucha jak pieprz kraina idealnie nadająca się na dwudniową, trekkingową ucieczkę od ludzi, konną przygodę albo mniej forsowną, pieszo-samochodową wycieczkę. Polecamy. A po pustynnych trudach warto odpocząć w nadmorskim Saint-Florent. Ta do niedawna skromna, rybacka wioska przeżywa aktualnie swój renesans stając się na turystycznej mapie coraz bardziej wyraźnym punktem, porównywanym często do kontynentalnego Saint-Tropez.

Korsyka 2015.

Kurs Cap Corse

Skromna galeria z półwyspu Cap Corse (Capicorsu) – najbardziej na północ wysuniętej części Korsyki, jakże odmiennej od reszty wyspy. Zanurzone w codzienności rybackie wioski, domy niemal wyrastające z morza, genueńskie wieże, strome wybrzeża, kamienne plaże, zielone wzgórza, przestrzeń. Turystów jak na lekarstwo – przynajmniej przed sezonem. Z jednodniowej, trochę pospiesznej, samochodowej wycieczki najgłębszy ślad w pamięci wyryła Erbalunga – niegdysiejsza ziemia obiecana artystów, i Nonza, której w niedalekiej przyszłości na pewno poświęcimy jeszcze kilka dodatkowych słów.

Korsyka 2015.

Uroki Balagne

Balagne to arcyciekawa kraina leniwie wyłożona w cieniu królowej korsykańskich gór – Monte Cinto. Z całą pewnością, jeden z najpiękniejszych, najbardziej różnorodnych, a przy okazji najlepiej zagospodarowanych turystycznie fragmentów wyspy. Obszar o powierzchni niespełna dziewięciuset kwadratowych kilometrów, a na nim prawdziwe bogactwo: kilkudziesięciokilometrowe, urozmaicone wybrzeże, przepiękne, piaszczyste plaże (m.in. l’Ostriconi, Bodri, Ghjunchitu, Lozari i in.), żyzne, przyjemne dla oka tereny uprawne, krajobrazy pustynne (zachodnie obrzeża pustyni Les Agriates), wzgórza, pagórki, skaliste góry w wielu miejscach wyraźnie przekraczające granicę 2000 m n.p.m., kilka niewielkich, ale interesujących sektorów wspinaczkowych (Isula Rossa, Curriali, Pietralba, Lumio), dziesiątki urokliwych miasteczek i wiosek (m.in. Calvi, L’Île-Rousse, Algajola, Lama, Speloncato, Aregno, Sant’Antonino, Corbara, Montimaggiore, Pigna) oraz łączące wszystkie te atrakcje, odważnie poprowadzone, kręte drogi, z których dosłownie każda zasługuje na miano trasy wybitnie widokowej.

Korsyka 2015.

Wpis jubileuszowy

Ależ ten czas pomyka. Z zaskoczeniem odkryliśmy dzisiaj, że Fototropie obchodzą właśnie swoje urodziny. Mija dokładnie rok odkąd ogłosiliśmy światu powstanie naszego internetowego zakątka. Trzeba przyznać, że był to rok bardzo aktywny. Udało się bowiem zapełnić obrazkami i słowem kilkanaście kategorii, stworzyliśmy 90 wpisów, zamieściliśmy grubo ponad 1000 zdjęć, a dzięki temu w naszych fotograficznych zbiorach zapanował wreszcie względny porządek. Wszystkim którzy nam przez ten czas towarzyszyli (o dziwo uzbierało się w sumie prawie 40000 wyświetleń, czyli dużo, dużo więcej niż się spodziewaliśmy), dzielili się uwagami, komentowali i oceniali, bardzo dziękujemy. Specjalnie dla nich publikujemy dziś zbiór na szybko wybranych korsykańskich widokówek z zachodzącym słońcem w roli głównej. Można sobie na ich odwrocie wypisać od nas pozdrowienia :)

A kończąc nasze jubileuszowe podsumowania, pochwalimy się jeszcze, że w ostatnich dwunastu miesiącach trzy nasze fotografie znalazły się w gronie laureatów mniej lub bardziej prestiżowych rywalizacji („Bohinj”, „W drodze”, „W nieznane”, patrz zakładka O nas), kilkanaście kolejnych wyróżniono włączeniem do grona finalistów lub zakwalifikowaniem do pokonkursowych wystaw (m.in. „Pasterz z Dolina Langtang”, „Żniwa”, „Moje miejsce na ziemi”, „Fatrzańska jesień I”, „Fatrzańska jesień II”, „Fatrzańska jesień III”, „Mała Fatra”, „Jesienne opary” , „W drodze na Laurebinę”, „Zimowe tułaczki”, „Dom Planika”, „Grań”), zaś jedna z naszych nepalskich relacji („W stronę Tsergo Ri”) zdobyła główną nagrodę w konkursie „Na górskim szlaku” zorganizowanym przez portal serwisgorski.pl.

Kierunek Korsyka

O Korsyce myśleliśmy od dobrych kilku lat, ale z niezrozumiałych powodów projekt ewentualnego wyjazdu kończył zawsze swój żywot na cmentarzysku niezrealizowanych pomysłów. I nagle, chyba nawet dla nas dość nieoczekiwanie, splot wielu mniej i bardziej szczęśliwych wydarzeń sprawił,  że z najpiękniejszą europejską wyspą stanęliśmy w końcu twarzą w twarz.  Do szczegółów tego zmysłowego spotkania z całą pewnością wracać będziemy w przyszłości nieraz. Na początek skromna galeria…

Korsyka 2015.

Babia Góra. Zima 2015.

Zimowe spacery granią Babiej Góry to nasza niepisana coroczna tradycja. Niestety w tym sezonie męską część naszego zespołu niewątpliwej przyjemności obcowania z otuloną śniegiem Królową Beskidów pozbawiła operacja kolana. Na szczęście znalazło się zastępstwo. Jego ciężar wzięła na swoje barki stęskniona górskich wrażeń koleżanka Dorotka. I tak oto pewnego pogodnego, chociaż bardzo mroźnego poranka na wierzchołek Diablaka ruszyła „babska ekspedycja”. :)

Luty 2015.

Mokre dni w Pirenejach

Pięć lat temu zapragnęliśmy poznać Pireneje. No i niedługo później poznaliśmy. Niestety, głównie ich bardzo kapryśną pogodowo, czerwcową naturę. Spędziliśmy kilka nocy pod namiotem w przeuroczej wiosce Torla i trzy doby w wygodnym, zupełnie pustym o tej porze roku schronisku w Bujaruelo. Los jednak sprawił, że przez większość pobytu zmagaliśmy się nie z przepięknymi górskimi ścianami, lecz ze ścianami deszczu. Lało okrutnie. Zabezpieczone przed wilgocią aparaty rzadko opuszczały plecaki, a co za tym idzie, zdjęć powstało jak na lekarstwo. Kilka skromnych obrazków, dokumentujących nieliczne momenty przejaśnień, można obejrzeć poniżej.

Hiszpania 2010.

Szallalat Uzud

Szallalat Uzud (Ouzoud) to liczący sobie grubo ponad 100 metrów wysokości wodospad na rzece Wadi Uzud, złożony z kilku spektakularnie prezentujących się kaskad. Popularne wśród samych Marokańczyków miejsce wypoczynku, a jednocześnie ciesząca się światową sławą turystyczna atrakcja. Bez wątpienia jedno z najpiękniejszych miejsc w górzystej części Maroka.

Maroko 2010.

 

Wycieczka na Wielki Rozsutec…

… czyli jeszcze kilka listopadowych, fatrzańskich ujęć.

Wielki Rozsutec (Veľký Rozsutec, Wielki Rozsudziec) to dopiero piąty pod względem wysokości (1610 m n.p.m.), ale za to zdecydowanie najbardziej charakterystyczny i bez wątpienia najpiękniejszy ze szczytów Małej Fatry. Wybitny, skalisty, obmurowany wapieniem i dolomitem, rozpoznawalny nawet z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Stosunkowo łatwo dostępny, zwłaszcza z okolic wsi Terchovej, skąd przeciętnemu piechurowi droga na wierzchołek i z powrotem nie powinna zająć więcej niż 4,5-5 godzin.

Słowacja 2014.

Tatry w zimowej szacie

Polskie Tatry znamy bardzo, bardzo dobrze. Przez długi okres w każdym niemal sezonie odwiedzaliśmy je kilkukrotnie, spędzając łącznie na ich zboczach setki godzin. Ostatnimi jednak czasy, głównie z racji okupujących tatrzańskie szlaki tłumów i naszej coraz bardziej postępującej alergii na masy, w najwyższych polskich górach bywamy rzadziej. Wyjątkiem jest zima.

Tatry 2009-2013.

Jesienny spacer po Beskidach

Jesienny spacer naszą ulubioną w Beskidzie Żywieckim trasą. Łatwa, spacerowa pętla: Rycerka – Wielka Racza – Mała Racza – Orzeł – Abramów – Jaworzyna – Kikula – Przegibek – Rycerka. Sześć godzin przyjemności, z czego przynajmniej jedna czwarta z okiem przylepionym do aparatu wymierzonego w górskie krajobrazy, które jak zwykle o tej porze roku grubo przykryła dziwnie pstrokata, nadrealna wręcz mieszanka barw.

Październik 2010.

Cima di Terrarossa

Mierzyliśmy w którąś z wymagających ferrat na Montaž (Jôf di Montasio), lecz wyjątkowo kapryśna w tym roku alpejska aura zmusiła nas do zmiany planów. Co prawda udało się w końcu trafić na pogodowe okno, ale szybko wyszło na jaw, że kilkudniowy, zimny front pozostawił po sobie grubą warstwę zmrożonego śniegu przemieniając tym samym najwyższe partie masywu w iście zimowe wyzwanie. Bez raków nie było szans. Lekko rozczarowani postanowiliśmy poszukać zadośćuczynienia. Udało się. Ciut niższa, łatwo dostępna, chociaż również ośnieżona Cima di Terrarossa okazała się niezwykle gościnna i przez kilka godzin obficie karmiła nas przepięknymi panoramami, bliskością alpejskiej fauny, absolutną ciszą i nadmiarem słońca. To dużo więcej niż się spodziewaliśmy.

Włochy 2014.

Wrota Jermana

Kamniško Sedlo zwane również Wrotami Jermana to odważnie zawieszona między Braną (2252 m n.p.m.) a Planjavą (2394 m n.p.m.) przełęcz ciesząca się sławą jednego z najbardziej niezwykłych krajobrazowo zakątków Alp Kamnicko-Sawińskich. Przepiękne widoki, kapitalnie położone schronisko, bezpośrednia bliskość najwyższych szczytów – dla eksplorujących masyw wędrowców pozycja obowiązkowa.

Słowenia 2014.

Romans zimowy

Podróże to nie tylko egzotyczne, zagraniczne wojaże. Góry to nie tylko Alpy czy Himalaje. Niekiedy egzystencjalne i estetyczne pożywki można odnaleźć całkiem blisko, w naszym przypadku nie dalej niż kilkadziesiąt kilometrów. Na Babiej Górze byliśmy co prawda wiele razy, ale tułaczki po penetrujących jej zbocza szlakach nie przestają nas bawić. Zwłaszcza zimą, kiedy spotkania z Królową Beskidów przemieniają się nieraz w namiętny, pełen zwrotów akcji, porywczy, ostry, momentami nawet trochę perwersyjny romans. Czasem czyste, błękitne niebo, leniwe, przyjemnie pieszczące skórę słońce, skrzący się dziewiczy śnieg i pełne spektrum zimowego piękna, a niedużo później budząca niepokój zawieja, zamieć, przenikliwe zimno i nieprzekraczająca kilku metrów widoczność. Kto raz tego zasmakował, temu zawsze tęskno.

Babia Góra 2011-2013.