Nonza. Miss Cap Corse.

Nonza – maleńka, licząca zaledwie 78 stałych rezydentów wioska, naszym zdaniem, zdecydowanie najurodziwsza na całym półwyspie Cap Corse. Strategicznie ulokowana na ciemnym, ponad stumetrowym klifie. Od stuleci bacznie strzeżona przez masywną, obronną wieżę zdecydowanie górującą nad estetycznymi murami kilkudziesięciu piętrowo ułożonych domostw. W sercu wioski szesnastowieczny kościółek, przyjemne zaułki, setki schodów oraz sporo soczystej zieleni. No i jeszcze ta kamienna plaża… Ogromna. Piękna. Do kąpieli może średnia, ale jakże fotogeniczna.

Korsyka 2015.

Florencja. Stolica Toskanii.

Florencji chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. To w końcu jeden z najważniejszych ośrodków w historii kultury europejskiej. Poniżej m.in. Plac Michała Anioła, Most Złotników, brzegi ArnoKatedra Matki Boskiej Kwietnej i Kościół Świętego Krzyża, czyli trochę ilustracji z naszej burzowej, wilgotnej i dusznej przechadzki po stolicy Toskanii.

Włochy 2015.

Corte – historyczna stolica Korsyki

Ulokowane w górzystym centrum wyspy Corte zajmuje w sercach Korsykańczyków miejsce szczególne. Nic dziwnego, przez czternaście lat (1755-1769) było w końcu stolicą niepodległej Republiki Korsykańskiej, rządzonej przez lokalnego bohatera Pasquale’a Paoliego. Do dziś zresztą to liczące ponad siedem tysięcy mieszkańców, czwarte aktualnie pod względem populacji miasto na Korsyce, pozostaje jednym z kilku głównych ośrodków, w których tendencje niepodległościowe i separatystyczne są niezmiennie żywe. Niezaprzeczalny urok Corte oraz jego strategiczne położenie w bezpośrednim sąsiedztwie licznych, mocno promowanych przez literaturę atrakcji, czynią go punktem obowiązkowym na szlaku odwiedzających wyspę turystów i podróżników. Wyjątkową atmosferę miasteczka przez większą część roku podgrzewają dodatkowo rzesze studentów. Działający tu prężnie, założony w 1765 roku Université de Corse jest najważniejszą na Korsyce wyższą uczelnią.

Korsyka 2015.

Kurs Cap Corse

Skromna galeria z półwyspu Cap Corse (Capicorsu) – najbardziej na północ wysuniętej części Korsyki, jakże odmiennej od reszty wyspy. Zanurzone w codzienności rybackie wioski, domy niemal wyrastające z morza, genueńskie wieże, strome wybrzeża, kamienne plaże, zielone wzgórza, przestrzeń. Turystów jak na lekarstwo – przynajmniej przed sezonem. Z jednodniowej, trochę pospiesznej, samochodowej wycieczki najgłębszy ślad w pamięci wyryła Erbalunga – niegdysiejsza ziemia obiecana artystów, i Nonza, której w niedalekiej przyszłości na pewno poświęcimy jeszcze kilka dodatkowych słów.

Korsyka 2015.

Piza. Wieczór na „Polu Cudów”.

Do słynnej Pizy trafiliśmy dość przypadkowo. Bo męczył nas głód, bo wracając z Korsyki mieliśmy ochotę na jeszcze jedną kulinarną przygodę, bo przejeżdżaliśmy obok. I choć zwykle mocno męczymy się w miejscach tak popularnych turystycznie, tym razem nasz wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Zaskakująco bezludny plac Campo dei Miracoli (Pole cudów) w miękkim świetle udającego się na spoczynek słońca prezentował się zacnie, a dumne dzieła wielkich włoskich mistrzów świeciły całym swoim blaskiem. Tylko jedna wieża z niejasnego powodu wyraźnie się na nas krzywiła :) Kolacja, rzecz jasna, wyśmienita – pikantne gnocchi z rybą, ravioli z fondue, tiramisu i kilka łyków lokalnego wina.

Włochy 2015.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Lama.

Lama – nasza główna na Korsyce gospodyni. Niewielka, licząca mniej niż dwustu stałych rezydentów, kamienna wioska, ulokowana w północnej części wyspy, kilkanaście kilometrów od piaszczystych brzegów Morza Liguryjskiego. Zdaniem niektórych najbardziej korsykańska z korsykańskich osad. Naszym zdaniem na pewno jedna z najurodziwszych. Niewypudrowana, pokiereszowana życiem, trochę surowa, ale przez to oryginalna, intrygująca, autentyczna. Naturalnie piękna. Wylegująca się leniwie i trochę bezwstydnie na stromym, obficie karmionym słońcem granicie. Ponętna niczym doświadczona, pewna siebie i swojego uroku białogłowa, lubiąca poflirtować, ale też zupełnie od opinii i pochlebstw adoratorów niezależna. Swobodna. Swoja.

Korsyka 2015.

Uroki Balagne

Balagne to arcyciekawa kraina leniwie wyłożona w cieniu królowej korsykańskich gór – Monte Cinto. Z całą pewnością, jeden z najpiękniejszych, najbardziej różnorodnych, a przy okazji najlepiej zagospodarowanych turystycznie fragmentów wyspy. Obszar o powierzchni niespełna dziewięciuset kwadratowych kilometrów, a na nim prawdziwe bogactwo: kilkudziesięciokilometrowe, urozmaicone wybrzeże, przepiękne, piaszczyste plaże (m.in. l’Ostriconi, Bodri, Ghjunchitu, Lozari i in.), żyzne, przyjemne dla oka tereny uprawne, krajobrazy pustynne (zachodnie obrzeża pustyni Les Agriates), wzgórza, pagórki, skaliste góry w wielu miejscach wyraźnie przekraczające granicę 2000 m n.p.m., kilka niewielkich, ale interesujących sektorów wspinaczkowych (Isula Rossa, Curriali, Pietralba, Lumio), dziesiątki urokliwych miasteczek i wiosek (m.in. Calvi, L’Île-Rousse, Algajola, Lama, Speloncato, Aregno, Sant’Antonino, Corbara, Montimaggiore, Pigna) oraz łączące wszystkie te atrakcje, odważnie poprowadzone, kręte drogi, z których dosłownie każda zasługuje na miano trasy wybitnie widokowej.

Korsyka 2015.

Wpis jubileuszowy

Ależ ten czas pomyka. Z zaskoczeniem odkryliśmy dzisiaj, że Fototropie obchodzą właśnie swoje urodziny. Mija dokładnie rok odkąd ogłosiliśmy światu powstanie naszego internetowego zakątka. Trzeba przyznać, że był to rok bardzo aktywny. Udało się bowiem zapełnić obrazkami i słowem kilkanaście kategorii, stworzyliśmy 90 wpisów, zamieściliśmy grubo ponad 1000 zdjęć, a dzięki temu w naszych fotograficznych zbiorach zapanował wreszcie względny porządek. Wszystkim którzy nam przez ten czas towarzyszyli (o dziwo uzbierało się w sumie prawie 40000 wyświetleń, czyli dużo, dużo więcej niż się spodziewaliśmy), dzielili się uwagami, komentowali i oceniali, bardzo dziękujemy. Specjalnie dla nich publikujemy dziś zbiór na szybko wybranych korsykańskich widokówek z zachodzącym słońcem w roli głównej. Można sobie na ich odwrocie wypisać od nas pozdrowienia :)

A kończąc nasze jubileuszowe podsumowania, pochwalimy się jeszcze, że w ostatnich dwunastu miesiącach trzy nasze fotografie znalazły się w gronie laureatów mniej lub bardziej prestiżowych rywalizacji („Bohinj”, „W drodze”, „W nieznane”, patrz zakładka O nas), kilkanaście kolejnych wyróżniono włączeniem do grona finalistów lub zakwalifikowaniem do pokonkursowych wystaw (m.in. „Pasterz z Dolina Langtang”, „Żniwa”, „Moje miejsce na ziemi”, „Fatrzańska jesień I”, „Fatrzańska jesień II”, „Fatrzańska jesień III”, „Mała Fatra”, „Jesienne opary” , „W drodze na Laurebinę”, „Zimowe tułaczki”, „Dom Planika”, „Grań”), zaś jedna z naszych nepalskich relacji („W stronę Tsergo Ri”) zdobyła główną nagrodę w konkursie „Na górskim szlaku” zorganizowanym przez portal serwisgorski.pl.

Kierunek Korsyka

O Korsyce myśleliśmy od dobrych kilku lat, ale z niezrozumiałych powodów projekt ewentualnego wyjazdu kończył zawsze swój żywot na cmentarzysku niezrealizowanych pomysłów. I nagle, chyba nawet dla nas dość nieoczekiwanie, splot wielu mniej i bardziej szczęśliwych wydarzeń sprawił,  że z najpiękniejszą europejską wyspą stanęliśmy w końcu twarzą w twarz.  Do szczegółów tego zmysłowego spotkania z całą pewnością wracać będziemy w przyszłości nieraz. Na początek skromna galeria…

Korsyka 2015.

Wspinaczkowy Bovec

Przegląd zdjęć dokumentujących rok 2015 zaczynamy od wizyty w znanej nam już doskonale Słowenii, do której tym razem zawinęliśmy tylko na kilka dni, w drodze powrotnej z nieco dalszych wojaży. Bovec jak zwykle okazał się niezwykle gościnny, a że i pogoda dopisała, mogliśmy (głównie żeńska część zespołu, bo męską powoli na emeryturę zsyłają kontuzje) bez problemów oddać się skałkowym zabawom w jednej z naszych ulubionych słoweńskich miejscówek. Sporo łatwego, rekreacyjnego, estetycznego wspinania. Z rzeczy godnych odnotowania – ośmielamy się powołać do życia „Trawers” – nową, naszym zdaniem całkiem logiczną drogę spinającą dwie inne linie: Edelweiss (6a) i Friuli (5c). Jako wycenę proponujemy 6a+/6b. Odwiedzających Bovec zapraszamy do prób i weryfikacji. Jednocześnie informujemy, że środkowy, „świeży” fragment drogi nie jest oczywiście obity, więc warto mieć ze sobą coś poza ekspresami (niełatwe i niewygodne osadzanie asekuracji, przydać może się jakiś friend i cienki rep, drogę najlepiej dobezpieczyć przy zjeździe z sąsiednich linii).

Słowenia 2015.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Spacer po Bielsku i Cieszynie.

Bielsko-Biała i Cieszyn. Był czas, że na ulicach tych dwóch przystojnych miast toczyła się naprawdę spora część naszego wspólnego życia. Studia, praca, rozrywka, spotkania, koncerty, zakrapiane przygody, krwiste przyjaźnie, powroty z gór, spacery, przechadzki… Ocean czasu. Tylko jakimś dziwnym trafem niemal zawsze brakowało albo aparatu albo ochoty na zdjęcia. Jednym z bardzo nielicznych świadectw bogatego cieszyńsko-bielskiego etapu jest poniższa galeria.

Wizyta w Karawankach

Karawanki to jedno z trzech największych pasm górskich Słowenii. W odróżnieniu od Alp Julijskich i Alp Kamnicko-Sawińskich ma odrobinę mniej wysokogórski charakter, ale i tak z eksplorujących go tras nawet mało wrażliwi na piękno natury turyści wracają poruszeni. Główny grzbiet Karawanek ma długość aż 120 kilometrów i w wielu miejscach wyraźnie przekracza granicę 2000 metrów (najwyższy szczyt – Stol – liczy sobie 2236 m n.p.m.), zatem pomysłów na jednodniowe wycieczki na pewno nikomu tu nie zabraknie. Bazy noclegowej najlepiej szukać w okolicach Dovje i Jesenice, gdzie swój początek mają najbardziej atrakcyjne szlaki. Polecamy zwłaszcza niezbyt wymagającą, choć w górnych partiach miejscami eksponowaną i, zwłaszcza przy złej pogodzie, dość niebezpieczną, wspinaczkę na Kepę (2143 m n.p.m.), ze szczytu której można podziwiać niesamowitą panoramę okolic Triglava, a przy odrobinie szczęścia dojrzeć nawet Wysokie Taury.

Słowenia 2012.

Chorwacki rekonesans, czyli trzy dni w Medulin

W 2012 roku zapuściliśmy się na trzy doby na chorwacką Istrię. Trochę z ciekawości, trochę szukając odpoczynku po intensywnym wspinaniu w Ospie, trochę uciekając od kaprysów słoweńskiej pogody. Sporo leniwych godzin w pełnym adriatyckim słońcu. A później intensywne leczenie posłonecznych oparzeń :)

Chorwacja 2012.

Babia Góra. Zima 2015.

Zimowe spacery granią Babiej Góry to nasza niepisana coroczna tradycja. Niestety w tym sezonie męską część naszego zespołu niewątpliwej przyjemności obcowania z otuloną śniegiem Królową Beskidów pozbawiła operacja kolana. Na szczęście znalazło się zastępstwo. Jego ciężar wzięła na swoje barki stęskniona górskich wrażeń koleżanka Dorotka. I tak oto pewnego pogodnego, chociaż bardzo mroźnego poranka na wierzchołek Diablaka ruszyła „babska ekspedycja”. :)

Luty 2015.

Nepal 2009. Zapiski.

Poniższą, bardzo wiekową już relację umieszczamy nie dlatego, że posiada jakąkolwiek wartość literacką, lecz z czystego sentymentu. To był w końcu nasz długo wyczekiwany debiut w Nepalu, a zarazem pierwsza pozaeuropejska podróż. Chyba żadnego innego wyjazdu nie opisaliśmy z porównywalną dokładnością. Dużo, dużo czytania :)

Nepal 2009 – zapiski z  podróży

30.09.2009 – „Namaste Katmandu”

Wschodzi słońce, kiedy nasz lot z Katowic do Katmandu via Monachium via Doha nareszcie dobiega końca. Jesteśmy wycieńczeni. Nic dziwnego – dwie przesiadki, trudna do zliczenia liczba kontroli i odpraw, niedobór spokojnego snu. Każda trwająca niemal dobę podróż musi dać się człowiekowi we znaki, nawet jeśli przebiega pod opieką tak przyjaznych i komfortowych w swoim standardzie linii jak Qatar Airways.

Lekko zamroczeni przemierzamy kolejne korytarze ramię w ramię z całymi zastępami przybyszów. Są Anglicy, Czesi, Francuzi, Niemcy, Hindusi, Amerykanie, ale olbrzymia większość to, jak się nam przynajmniej wydaje, rodowici mieszkańcy Nepalu. Ten gigantyczny tłum jest dla nas sporym zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się co prawda, że trwające właśnie Dasain – wielkie święto, podczas którego Nepalczycy wędrują do miejsc swoich urodzin i odwiedzają bliskich – mocno odbija się na komunikacji wewnętrznej, nie sądziliśmy jednak, że jest również tak dużym wyzwaniem dla transportu międzynarodowego. Nie robimy jednak z tego większego problemu i próbujemy w tej sytuacji szybko się odnaleźć.

Czytaj dalej

Mokre dni w Pirenejach

Pięć lat temu zapragnęliśmy poznać Pireneje. No i niedługo później poznaliśmy. Niestety, głównie ich bardzo kapryśną pogodowo, czerwcową naturę. Spędziliśmy kilka nocy pod namiotem w przeuroczej wiosce Torla i trzy doby w wygodnym, zupełnie pustym o tej porze roku schronisku w Bujaruelo. Los jednak sprawił, że przez większość pobytu zmagaliśmy się nie z przepięknymi górskimi ścianami, lecz ze ścianami deszczu. Lało okrutnie. Zabezpieczone przed wilgocią aparaty rzadko opuszczały plecaki, a co za tym idzie, zdjęć powstało jak na lekarstwo. Kilka skromnych obrazków, dokumentujących nieliczne momenty przejaśnień, można obejrzeć poniżej.

Hiszpania 2010.

Z Aten nad Morze Czarne

Historia z cyklu „Dawno, dawno temu…” – nasza druga po irlandzkiej odysei, wspólna zagraniczna przygoda. Byliśmy jeszcze piękni i młodzi, serca mieliśmy wyjątkowo chłonne, receptory otwarte na oścież, a umysły mięsiste. Dopiero uczyliśmy się sztuki podróżowania. Z kilkoma z trudem zdobytymi groszami w kieszeni ruszyliśmy na południe. Z Katowic samolotem do Aten, a potem nieśpiesznie w stronę Morza Czarnego, aż pod samą granicę z Turcją. Trochę pociągami i wąskotorową kolejką, trochę autobusami, w tym nawet autokarem szkolnym, trochę „na stopa”, trochę na własnych nogach. Powrót jakimś absurdalnie tanim lotem z Bułgarii do Bratysławy, następnie znów pociągiem, przez Zwardoń do rodzimych Tychów. Po drodze między innymi: trudny do zniesienia ateński upał, biwak nad samym morzem i upojne kąpiele w słońcu na Wybrzeżu Tesalskim, ekscytująca nocna podróż w pełnym Romów pociągu relacji SalonikiSandanski, kilkudniowy pobyt w Melniku – pięknie ulokowanej, bułgarskiej stolicy wina, odpoczynek w uroczym Bańsku, wędrówki szlakami Pirynu, wspinaczka na Wichren, długa tułaczka wybrzeżem Morza Czarnego przez Burgas, Carevo i Achtopol w poszukiwaniu odludnej plaży, gastronomiczna uczta w kameralnym Sinomorcu, w końcu krótka wizyta w Warnie. Obfite dni pod znakiem wyłącznie pozytywnych doznań. Niestety nie posiadaliśmy wtedy żadnego sensownego aparatu, ani tym bardziej odpowiedniego warsztatu, stąd tak uboga i licha fotograficzna dokumentacja.

Grecja i Bułgaria 2007.

 

Good Friday w Senglei

Niewiele da się na świecie odnaleźć miejsc, w których uroczystości Wielkiego Tygodnia miałyby porównywalną jak w przypadku Malty rangę i skalę. Z punktu widzenia odwiedzającego wyspę turysty czy też podróżnika najciekawszym dniem jest z całą pewnością Good Friday, czyli Wielki Piątek. Najlepiej doświadczyć go w stolicy, albo w jednym z kilku innych historycznych ośrodków mocno kultywujących tradycję. Jednym z nich jest Senglea, gdzie pełna rozmachu, wieczorna, wielkopiątkowa procesja robi wyjątkowe wrażenie. W przygotowywanym tygodniami, amatorskim „przedstawieniu” uczestniczy niemal cała społeczność miasteczka. Mamy grającą żałobne pieśni orkiestrę, mężczyzn niosących na swych barkach pokaźne platformy z rzeźbami ilustrującymi Drogę Krzyżową, kilkudziesięciu aktorów sumiennie i dumnie odgrywających swoje mniej lub bardziej znaczące role, no i rzecz jasna liczną publiczność współtworzącą ten długi, kolorowy, przemykający kameralnymi uliczkami starówki kondukt. Całość naprawdę warta obejrzenia.

Malta 2014.

Szallalat Uzud

Szallalat Uzud (Ouzoud) to liczący sobie grubo ponad 100 metrów wysokości wodospad na rzece Wadi Uzud, złożony z kilku spektakularnie prezentujących się kaskad. Popularne wśród samych Marokańczyków miejsce wypoczynku, a jednocześnie ciesząca się światową sławą turystyczna atrakcja. Bez wątpienia jedno z najpiękniejszych miejsc w górzystej części Maroka.

Maroko 2010.

 

Wycieczka na Wielki Rozsutec…

… czyli jeszcze kilka listopadowych, fatrzańskich ujęć.

Wielki Rozsutec (Veľký Rozsutec, Wielki Rozsudziec) to dopiero piąty pod względem wysokości (1610 m n.p.m.), ale za to zdecydowanie najbardziej charakterystyczny i bez wątpienia najpiękniejszy ze szczytów Małej Fatry. Wybitny, skalisty, obmurowany wapieniem i dolomitem, rozpoznawalny nawet z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Stosunkowo łatwo dostępny, zwłaszcza z okolic wsi Terchovej, skąd przeciętnemu piechurowi droga na wierzchołek i z powrotem nie powinna zająć więcej niż 4,5-5 godzin.

Słowacja 2014.

Poon Hill trek

Czterodniowy Poon Hill trek to chyba najłatwiejsza i najkrótsza z trekkingowych propozycji w rejonie Annapurny. Jej punktem kulminacyjnym jest sięgający 3193 m n.p.m. widokowy szczyt wyrastający ponad popularną wśród turystów wioską Ghorepani. Według nas, dla poszukiwaczy prawdziwych górskich emocji opcja raczej skromna, dlatego najlepiej uczynić go częścią jakiejś poważniejszej tułaczki, np. wokół Annapurny, czy też, jak w naszym przypadku, do Południowej Bazy (South Annapurna Base Camp).

Nepal 2009.