Jak w tytule – kilka fotek wykonanych niedawno w Czeskim Krumlowie o późnej porze, gdy z brukowanych uliczek tego przepięknego, historycznego miasteczka większość turystów dawno przegoniła już ciemność…
Sierpień 2019.
Jak w tytule – kilka fotek wykonanych niedawno w Czeskim Krumlowie o późnej porze, gdy z brukowanych uliczek tego przepięknego, historycznego miasteczka większość turystów dawno przegoniła już ciemność…
Sierpień 2019.
Trydent – miejsce, w którym kiedyś, prawie pięć wieków temu, grupka osobliwych, dość zabawnie ubranych przedstawicieli pewnego ekspansywnego światopoglądu decydowała o sprawach, jak się okazało, niezwykle ważnych dla całego globu. Dziś stolica autonomicznego, najbardziej na północ wysuniętego włoskiego regionu. Urokliwa, dostojna, żywa, zdecydowanie warta dłuższych odwiedzin. Nam niestety w pewien upalny czerwcowy dzień starczyło czasu i energii ledwie na kilka nieśpiesznych spacerów brukami historycznego centrum, w tym oczywiście Piazza del Duomo.
Czerwiec 2019.
Hall in Tirol – jeden z najurodziwszych miejskich obiektów Tyrolu. Zabytkowe, pamiętające czasy świetności mury otoczone surowymi, alpejskimi ścianami. Estetyczna przestrzeń, w której kultura spotyka się z naturą.
Czerwiec 2019.
Ma przepiękny Tyrol swoją urodziwą stolicę, która nosi nazwę Innsbruck. Przyjazny, żywy, interesujący, przyjemnie kameralny organizm ulokowany nad brzegami płynącej w cieniu alpejskich ścian, całkiem żwawej, zwłaszcza w czasie roztopów, rzeki Inn. Bez wątpienia warto poświęcić mu przynajmniej kilka dni.
Czerwiec 2019.
Trochę wakacyjnych, raczej mało starannych fotek z wspinaczkowo-rowerowego tygodnia, który spędziliśmy niedawno nad bogatymi w przepyszne wino, wyjątkowo w tym roku upalnymi brzegami lazurowego jeziora Garda i rwącej rzeki Sarca.
Włochy, czerwiec 2019.
Orgosolo – przed laty owiana złą sławą stolica sardyńskiego bandytyzmu, dziś pełne specyficznego klimatu, wyjątkowo barwne miasto-galeria. Takiego zagęszczenia najróżniejszych, niezwykle oryginalnych form street artu nie spotkaliśmy na swojej drodze nigdy wcześniej. Nawet gdy naszym domem była Dozza. Nawet gdy szlakiem murali przemierzaliśmy portugalską Lizbonę.
Sardynia 2018.
ABC sardyńskich miasteczek, odcinek pierwszy. „A” jak Alghero. Kataloński przyczółek na włoskiej wyspie, nieprzypadkowo zwany „Barcelonetą”, czyli małą Barceloną.
Sardynia 2018.
W najbliższych tygodniach nasz album zdominuje pewnie temat Sardynii, ale zanim tak się stanie, wpierw jeszcze mały przystanek. Dozza – jedna z perełek włoskiego regionu Emilia-Romania słynąca z niebanalnego street artu, który powstaje tu zupełnie legalnie w ramach szczycącego się już prawie sześćdziesięcioletnią tradycją festiwalu i z roku na rok w coraz większym stopniu tworzy krajobraz tego uroczego, kameralnego miasteczka. Mieliśmy sporo szczęścia, że między kolorowymi murami mogliśmy spędzić całe dwie doby.
Włochy 2018.
Czeski Štramberk wydał nam się odrobinę podobny do Bańskiej Szczawnicy – słowackiej perełki, której miejską tkankę starannie badaliśmy niemal dokładnie rok temu (patrz tutaj). Pewnie przez swój podłużny plac centralny i kapitalne położenie między ślicznie zalesionymi pagórkami.
Kwiecień 2018.
To niezwykłe, jak poza głównym sezonem, w pogodne, wolne od pracy dni pustoszeją czeskie miasteczka. Trudno uwierzyć, ale nieraz łatwiej znaleźć w nich spokój i zdrową dawkę odosobnienia niż w pobliskich, coraz bardziej zatłoczonych górach. Na obszernych placach aktywność ludzka niemal całkowicie zamiera. Między pastelowymi frontami kamienic lekko falują masy rozgrzanego słońcem powietrza, a zabytkowe zaułki oraz ciasne uliczki pięknie udekorowane mozaiką światła i cienia zapraszają zabłąkanych przybyszów do jakiejś onirycznej gry. Bardzo odpowiada nam ten senny, odrobinę prowincjonalny klimat.
Nowy Jiczyn, kwiecień 2018.
Kiedy w 2016 roku pierwszy raz spotkaliśmy się z Kromieryżem (patrz tutaj), zachwyceni szlachetnością jego miejskiej tkanki obiecaliśmy sobie, że do „Hanackich Aten”, jak bywa nieraz nazywany ten ważny w historii Moraw ośrodek, wrócimy w niedalekiej przyszłości. Całkiem niedawno doszliśmy do wniosku, że niedaleka przyszłość już chyba nadeszła i chwilę później ruszyliśmy na południe, by dać się porządnie rozbujać ulubionym czeskim trunkom, sprawdzić organoleptycznie kondycję kromieryskich hoteli oraz jadłodajni, a przede wszystkim przekonać się, jak dawna siedziba biskupów i arcybiskupów ołomunieckich prezentuje się w styczniowym przebraniu. Śniegu niestety zabrakło, ale za to zimowe słoneczko specjalnie na nasz przyjazd hojnie przemalowało zabytkowe mury miasta wiązkami prześlicznego światła.
Styczeń 2018.
Grudzień A.D. 2017 rozpoczęliśmy wizytą w miejscu, w którym z niewyjaśnionych powodów bardzo dawno nas już nie było. W drodze na piętnastą edycję największego w Polsce festiwalu górskiego znaleźliśmy czas na krótki spacer po zaskakująco pogodnej w tym momencie krakowskiej starówce. Spoglądając na niebieskie niebo trudno było przypuszczać, że niedużo później brukowane uliczki i dachy zabytków przykryje kilkucentymetrowa warstwa śniegu.
Kraków 2017.
Strzegące południowo-zachodnich krańców francuskiej Prowansji kameralne Arles to nie tylko urocze miasteczko pełne monumentalnych zabytków, z których najstarsze liczą sobie ponad 2000 lat, lecz również „brama” do Camargue – ulokowanego w delcie Rodanu, podmokłego „królestwa” komarów, dzikich koni, słynnych czarnych byków oraz różowych flamingów.
Francja, wrzesień 2017.
Pomysł, by odwiedzić słoneczną Aostę – stolicę najmniejszego, ale i najbardziej górzystego z włoskich regionów – kiełkował w naszych głowach już od wielu lat. Wreszcie stało się. Całkiem niedawno, wioząc do domu z Prowansji ciężki ładunek wakacyjnych wrażeń, urządziliśmy sobie w tym atrakcyjnym zakątku, ukrytym za szczelnym murem najwyższych alpejskich ścian, dwudniową pauzę. Poniżej kilka stamtąd obrazków.
Włochy 2017.
Z przyjemnie sielskiego, trzydniowego pobytu w urokliwym Roussillon – popularnej wśród turystów, prowansalskiej stolicy ochry – w pamięci przede wszystkim została charakterystyczna dla tych stron, niezwykła, miejscami niemal nadrealna mozaika kilku ognistych barw: czerwieni, różu, żółci i oranżu.
Francja 2017.
W Prowansji szukaliśmy przede wszystkim ciszy, spokoju oraz przestrzeni zdolnej pomieścić nasze przywiezione z ojczyzny zmęczenie. Omijaliśmy duże osiedla, a najlepiej czuliśmy się w kameralnych miasteczkach i niewielkich wioskach pięknie wkomponowanych przez jakiegoś zmyślnego architekta w ten jakże charakterystyczny, wzniesiony na bazie skały i słońca krajobraz. Aż chciałoby się gdzieś tam, któregoś dnia zamieszkać.
Francja, wrzesień 2017.
Chociaż Słowację odwiedzaliśmy w ostatnich latach regularnie, jej wschodnie krańce wciąż pozostawały dla nas zupełnie nieznane. Uznaliśmy, że ten stan rzeczy dłużej trwać nie powinien. Na oswojenie Koszyc, drugiego co do wielkości i liczby mieszkańców miasta naszych południowych sąsiadów, wygospodarowaliśmy pełne trzy doby, a celem głównym stała się, rzecz jasna, starówka zaskakująca swoim rozmiarem i przepychem.
Zabytkowemu sercu miasta poświęciliśmy długie godziny, co nie znaczy, że na kierunki mniej oczywiste czasu zabrakło. Pośród sennych, koszyckich blokowisk znaleźliśmy między innymi kilka niebanalnych przykładów współczesnego street artu.
Słowacja, czerwiec 2017.