Logarska Dolina-Planjava.

Planjava – najwyższy na wschód od Przełęczy Kamnickiej szczyt Alp Kamnicko-Sawińskich. Monumentalny, ale stosunkowo łatwo dostępny. Wśród kilku wiodących na wierzchołek szlaków swoim pięknem wyróżnia się zwłaszcza wariant klasyczny startujący z Logarskiej Doliny. Po drodze między innymi blisko stumetrowy wodospad Rinka i dwa przytulne schroniska (Frischaufov dom i Kamniška koča). Urozmaicona, emocjonująca, całodniowa tułaczka.

Słowenia 2014.

Katolicka Senglea

Mimo, że krajobraz społeczny Malty ulega ostatnimi laty sporym przemianom, w dalszym ciągu uważana jest ona za najbardziej katolicki, poza Watykanem oczywiście, kraj w Europie. Trudno powiedzieć ile w tym prawdy, ale faktem jest, że kościoły, kapliczki i wszelkiego rodzaju religijne symbole napotykamy na każdym niemal kroku. Zwłaszcza w stolicy i jej sąsiedztwie. Nam najbardziej w pamięci zapadły strzegące wejść do większości budynków w Senglei, przyklejone do ścian lub wmurowane, ceramiczne płaskorzeźby przedstawiające zwykle Madonnę z Dzieciątkiem, Jezusa Chrystusa, albo wizerunki świętych.

Malta 2014.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Bovec i okolice.

Bovec można chyba nazwać słoweńską stolicą aktywności górskich i sportów ekstremalnych. W promieniu kilku kilometrów znajdziemy między innymi: trekkingowe i ferratowe wyzwania (Kanin, Rombon, Krn, Jerebica, Mangart), sektory wspinaczkowe (Kegl, Kal-Koritnica), urozmaicone pod względem trudności szlaki rowerowe oraz znakomite warunki dla kanioningu, kajakarstwa górskiego i spływów pontonowych (krystaliczna rzeka Socza). Jeśli to nam nie wystarczy, możemy samochodem pozwiedzać rozrzucone po okolicy atrakcje: wodospady Boka, Virje i Kozjak, włoskie jezioro Lago del Predil czy chociażby słynne wąwozy Tolminska korita.

Słowenia 2013 i 2014.

Cima di Terrarossa

Mierzyliśmy w którąś z wymagających ferrat na Montaž (Jôf di Montasio), lecz wyjątkowo kapryśna w tym roku alpejska aura zmusiła nas do zmiany planów. Co prawda udało się w końcu trafić na pogodowe okno, ale szybko wyszło na jaw, że kilkudniowy, zimny front pozostawił po sobie grubą warstwę zmrożonego śniegu przemieniając tym samym najwyższe partie masywu w iście zimowe wyzwanie. Bez raków nie było szans. Lekko rozczarowani postanowiliśmy poszukać zadośćuczynienia. Udało się. Ciut niższa, łatwo dostępna, chociaż również ośnieżona Cima di Terrarossa okazała się niezwykle gościnna i przez kilka godzin obficie karmiła nas przepięknymi panoramami, bliskością alpejskiej fauny, absolutną ciszą i nadmiarem słońca. To dużo więcej niż się spodziewaliśmy.

Włochy 2014.

Wrota Jermana

Kamniško Sedlo zwane również Wrotami Jermana to odważnie zawieszona między Braną (2252 m n.p.m.) a Planjavą (2394 m n.p.m.) przełęcz ciesząca się sławą jednego z najbardziej niezwykłych krajobrazowo zakątków Alp Kamnicko-Sawińskich. Przepiękne widoki, kapitalnie położone schronisko, bezpośrednia bliskość najwyższych szczytów – dla eksplorujących masyw wędrowców pozycja obowiązkowa.

Słowenia 2014.

Oko w oko z capra ibex.

Z nastaniem września szczyt sezonu w słoweńskich i włoskich Alpach Julijskich dobiega końca i poza weekendami góry wyraźnie pustoszeją. Nierzadko ilość turystów można policzyć na palcach jednej ręki, nawet jeśli na szlaku spędzamy cały dzień. Sytuacja ta otwiera przed nami szansę na spotkania mniej typowe. I tak oto, poznając włoski masyw Jôf di Montasio mieliśmy mnóstwo okazji, by cieszyć się towarzystwem głównych zarządców tych stron, czyli alpejskich koziorożców  (capra ibex). Chyba nigdy wcześniej żadne inne dzikie zwierzęta nie pozowały nam równie chętnie.

Włochy 2014.

Lublana, czyli do trzech razy sztuka.

Lublanę pierwszy raz odwiedziliśmy ponad dwa lata temu i, szczerze mówiąc, na kolana nas nie rzuciła. W dużej mierze chyba za sprawą bardzo kapryśnej wtedy, obniżającej nastrój i odbierającej chęć na cokolwiek pogody. Mokre, szare, nie rozświetlone ani odrobiną słońca mury wydały nam się nudne i pozbawione życia, jałowe. W związku z tym, lekko zniechęceni, rok później „podziwialiśmy” Lublanę tylko przejazdem, z okalających aglomerację obwodnic. Kiedy jednak kilka tygodni temu ponownie trafiliśmy do słoweńskiej stolicy nasze odczucia uległy diametralnej zmianie. Przy pięknej, wrześniowej aurze miasto intensywnie emanowało energią i południowym światłem. Ujęła nas zwłaszcza kameralna, klimatyczna, pięknie ulokowana nad Lublanicą starówka.

Słowenia 2014.

Mala Mojstrovka

Hanzova pot to startujący z przełęczy Vršič, najbardziej spektakularny szlak na szczyt Malej Mojstrovki, jednocześnie jedna z najkrótszych, najłatwiejszych i najlepiej ubezpieczonych słoweńskich via ferrat. Najpierw kilka sytych od doznań kwadransów, a na wierzchołku wspaniałe, niczym nie przesłonięte alpejskie panoramy. Idealna opcja dla nowicjuszy na „żelaznych perciach”. Polecamy.

Słowenia 2013.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Stanjel.

Może i niewiele znacząca dziś wioska, ale jakże ciekawa. Zdaniem wielu, perła wśród pereł słoweńskiego Krasu. Zatem jeśli los rzuci Was kiedyś do Doliny Vipavy, musicie obowiązkowo odwiedzić Štanjel, pozwolić sobie na dłuższy spacer jego ciasnymi alejkami, na zamku napić się kawy i spróbować lokalnego wina, a w prawie stuletnich ogrodach Fabianniego porządnie odsapnąć. Zapewniamy, że ta mała osada ma do zaoferowania naprawdę niemało.

Słowenia 2013.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Mdina i Mosta.

Mdina – dawna stolica Malty, to wedle przewodników obowiązkowy punkt każdego przybywającego na wyspę podróżnika. Sporo w tym racji. Średniowiecznemu miasteczku rzeczywiście nie można odmówić piękna. Problemem są tylko tłumy turystów. Na szczęście w labiryncie wąskich uliczek dość łatwo się od nich uwolnić. A jeśli już zdecydujemy się na Mdinę, warto przy okazji zajrzeć do oddalonej o ledwie kilka kilometrów Mosty. Choćby po to tylko, by zwiedzić rotundę ze słynną kopułą – czwartą na świecie pod względem wielkości.

Malta 2014.

Na Mangart

Na Mangart – jeden z najpotężniejszych szczytów Alp Julijskich, wiodą trzy ciekawe drogi: łatwa Italijanska pot oraz dwie ferraty – niezbyt wymagająca Slovenska pot i jedna z najtrudniejszych w całym rejonie Via Italiana. Wybraliśmy opcję środkową. Było emocjonująco, ale bez przesady. Niestety kapryśna aura ukryła przed nami piękne panoramy. Może następnym razem okaże się bardziej łaskawa.

Słowenia 2013.

Romans zimowy

Podróże to nie tylko egzotyczne, zagraniczne wojaże. Góry to nie tylko Alpy czy Himalaje. Niekiedy egzystencjalne i estetyczne pożywki można odnaleźć całkiem blisko, w naszym przypadku nie dalej niż kilkadziesiąt kilometrów. Na Babiej Górze byliśmy co prawda wiele razy, ale tułaczki po penetrujących jej zbocza szlakach nie przestają nas bawić. Zwłaszcza zimą, kiedy spotkania z Królową Beskidów przemieniają się nieraz w namiętny, pełen zwrotów akcji, porywczy, ostry, momentami nawet trochę perwersyjny romans. Czasem czyste, błękitne niebo, leniwe, przyjemnie pieszczące skórę słońce, skrzący się dziewiczy śnieg i pełne spektrum zimowego piękna, a niedużo później budząca niepokój zawieja, zamieć, przenikliwe zimno i nieprzekraczająca kilku metrów widoczność. Kto raz tego zasmakował, temu zawsze tęskno.

Babia Góra 2011-2013.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Kamnik.

Chociaż Słowenia swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim walorom naturalnym i krajobrazowym, nie znaczy to, że nie ma turystom do zaoferowania nic prócz bogactwa przyrody. W tej pofałdowanej krainie dosłownie roi się od pięknie ulokowanych, kameralnych wiosek i miasteczek, które już w pierwszym kontakcie zarażają odwiedzających swoim niezwykłym klimatem. Najlepszym przykładem jest Kamnik – cicha, niewielka, licząca kilkanaście tysięcy mieszkańców mieścina, której pejzaż wyjątkowym czynią zarówno dzieła człowieka, jak i natury. Pięknie zachowana starówka, wokół liczne strome, zalesione wzgórza, a w oddali dostojne ściany Alp Kamnicko-Sawińskich.

Słowenia 2012.

Magiczny Bohinj

W kategorii najpiękniejszych jezior za wizytówkę Słowenii uchodzi Bled, ale nam znacznie bardziej do gustu przypadł Bohinj. Jego brzegi, poza wszelkimi atrakcjami typowymi dla wypoczynku nad wodą, mają wyjątkową zaletę – są doskonałą bazą wypadową w góry. Możemy stąd eksplorować pobliskie Góry Bohinjskie, a gdy zdecydujemy się na dłuższą wyprawę nawet Alpy Julijskie. Polecamy spacer wokół jeziora, zwłaszcza wczesnym rankiem, gdy w niezmąconych wodach przeglądają się alpejskie ściany. Za noclegiem, naszym zdaniem, najlepiej rozejrzeć się w pięknie ulokowanej wiosce Ribčev Laz.

Słowenia 2012.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Birgu.

O maltańskich „Three Cities” wspominaliśmy już w kontekście Senglei. Czas na drugi człon „trójmiasta”: Birgu albo, jeśli ktoś woli, Vittoriosa. Dużo słońca, sporo zabytków, spokojna przystań, zamknięty z powodu generalnego remontu monumentalny fort St. Angelo, piękny, zwłaszcza w środku, Kościół Św. Laurentego, pyszna kawa, trochę włoski klimat. Podczas kilku spacerów tyle zdążyliśmy zakodować.

Malta 2014.

Triglav

Na Triglav – narodową górę Słoweńców i jednocześnie najwyższy szczyt całych Julijskich Alp, wybraliśmy się jednym z łatwiejszych, ale i najbardziej malowniczych szlaków, startującym z Trenty. Szybko, sprawnie, przyjemnie, mimo że gorąco, trochę nazbyt słonecznie i bardzo, bardzo sucho. Pełna wrażeń doba pod znakiem permanentnego odwodnienia. Warto było.

Słowenia 2013.

Poranek w Alpach Julijskich

O słoweńskich górach pisać można dużo. To w zasadzie temat na solidną książkę. Słowenia należy w końcu do najbardziej górzystych państw w Europie. Pagórki, wzgórza, skalne ściany i szczyty zajmują aż dwie trzecie jej powierzchni. Najwyższym, najbardziej rozległym i monumentalnym pasmem są Alpy Julijskie. Surowe, ale piękne. Zwłaszcza o poranku, w promieniach budzącego się słońca.

Słowenia 2013 (schronisko Dom Planika).

Muzyczna sjesta w Barri Gotic.

Specjalnymi entuzjastami ulicznego grania nie jesteśmy, ale w specyficznych warunkach bez oporu pozwalamy się porwać. Tak było na przykład w Barri Gòtic, gdzie niemal codziennie popołudniami kameralne zaułki starówki przemieniały się w niezwykły system muzycznych pokojów. W każdym inny artysta, inne brzmienia, inna publika. Jazz, blues, rock, reggae, muzyka klasyczna i etniczna. Dużo talentu, dużo emocji, dużo radości i życia. Polecamy.

A skoro już przy Barcelonie jesteśmy, nie możemy nie wspomnieć, że w stolicy Katalonii spędziliśmy chwile naprawdę dobre. W żadnej innej europejskiej metropolii nie czuliśmy się tak pobudzeni, swobodni i wolni. Co dzień bez opamiętania przekarmialiśmy zmysły a w powietrzu obficie przyprawionym słońcem nieustannie czuć było romans. Płomienny, gęsty, lepki. Śródziemnomorski.

Hiszpania 2010.

„Miasta, miasteczka, wioski”. Ainsa.

Ainsa miała być w założeniu tylko króciutkim przystankiem między Pirenejami a Barceloną, ale niespodziewanie zniewoliła nas swoim klimatem na całe cztery doby. W zamieszkiwanej obecnie przez około 2000 stałych mieszkańców mieścinie niemal od razu poczuliśmy się jak w domu. Nic dziwnego – lokalizacja pomiędzy Parkiem Narodowym Ordesy, rejonem Posest i Maladeta oraz Canones y la Sierra de Guara, nad zasilanym przez dwie piękne rzeki – Ara i Cinca – jeziorem Embalse de Mediano, czyni Ainsę wymarzonym wręcz miejscem dla miłośników pofałdowanego krajobrazu i entuzjastów czynnego wypoczynku. Centrum tego niewielkiego kompleksu stanowią dwie główne, krzyżujące się w nowej dzielnicy ulice oraz ulokowana na wzgórzu starówka.

Hiszpania 2010.