Kiedy we wnętrzu naszego skromnego pokoiku zaczyna rozchodzić się sygnał budzika, dawno już nie śpimy. Od dłuższego czasu podnieceni wiercimy się w śpiworach i przez szybę niezbyt szczelnego okna hoteliku Monastery podziwiamy kolejną urokliwą, październikową, himalajską noc – czarną, ale niezwykle gwieździstą. Z lekkim oporem podnosimy z łóżek nasze sfatygowane ostatnimi dniami ciała i przy światłach czołówek pośpiesznie zamieniamy puchową osłonę na kilka warstw ciepłej odzieży. Na zewnątrz bezgraniczna cisza oraz całkiem spory mróz. Zgrabiałymi z zimna dłońmi sprawdzamy przezornie stan naszych plecaków, a następnie długo wsłuchujemy się w milczenie gór. Otwarte na oścież receptory miło łechce wszechobecny tu feromon przygody.
Minął prawie tydzień odkąd jeepem pokonaliśmy męczącą drogę z Kathmandu do Dhunche, by rozpocząć nasz długo wyczekiwany trekking w położonej na północ od nepalskiej stolicy, bezpośrednio graniczącej z Tybetem, przepięknej Dolinie Langtang. Czytaj dalej





