Barwny dzień, przyjazna pogoda, ale zdjęć stosunkowo mało, bo w terenie mocno pofałdowanym, bogatym w może i krótkie, ale za to miejscami całkiem sztywne podjazdy, większą część energii pożarło po prostu pedałowanie. Dobrze znane nam czeskie Morawy, tym razem na rowerach. Nieśpieszna, przyjemnie męcząca przejażdżka w otoczeniu kojących panoram.
Ostatnia już galeria obrazków z kwietniowego wyjazdu na wyspę Krk. Zaskakujące swoją różnorodnością i surowym pięknem bogactwo krajobrazów, które w warunkach mocno przedsezonowych można posiąść niemal na własność.
Kolejny w naszej podróżniczej „karierze” kwietniowy wypad na słoneczne Południe – do Śródziemnomorza, i kolejny dowód na to, że wczesna wiosna to pora naprawdę bardzo dobra, by się z tą szeroko rozumianą krainą spotkać. Nasz tegoroczny, kilkunastodniowy program zdominowała Chorwacja, a konkretnie wyspa Krk, ale nie zapomnieliśmy też o dobrej przyjaciółce – Słowenii. Mnóstwo światła, cudownie umiarkowane temperatury, przedsezonowe pustki, czyli warunki idealne do aktywnej rekreacji. Szczegółowa dokumentacja niedługo, a jako wstęp zbiór przykładowych obrazków.
… czyli nasze tradycyjne, coroczne, zimowe spotkanie z Małą Fatrą. Na zdjęciach: Wielki Rozsutec, Wielki Krywań, Stoh, Chleb, Hromové, Steny i kilka okolicznych panoram.
Niewielki zbiór niedbałych fotek dokumentujących naszą lutową wizytę na wierzchołku Wielkiego Rozsutca. Na tym najbardziej spektakularnym szczycie Małej Fatry bywaliśmy już wcześniej kilkukrotnie, ale nigdy w warunkach zimowych. Wyszło dość spontanicznie. Niewinny pomysł niemal natychmiast przerodził się we wcale nieprostą, ale ostatecznie bardzo przyjemną, na swój perwersyjny sposób, przygodę. Całkiem wymagająca była już sama przeprawa przez wyszpachlowane lodem Dolne i HorneDiery, ale naprawdę ciekawie zrobiło się na kopule szczytowej: porywisty wiatr obniżał temperaturę do dwudziestu stopni poniżej zera, kopny śnieg sięgał kolan, bardzo ograniczona widoczność okazała się niezłym sprawdzianem naszych umiejętności nawigacyjnych, niektóre stromizny nawet w rakach wymagały sporej czujności, a miejscami trzeba było nawet trochę podziałać czekanem. Daliśmy radę, a tym samym – nasza prywatna lista wszystkich najwyższych wierzchołków Małej Fatry osiągniętych zimą jest już ostatecznie kompletna. Co jednak znacznie ważniejsze, ślad po tej ożywczej, emocjonującej wycieczce zostanie w pamięci na długo.
Nowy rok witamy na jurajskich skałach. Przyjemny, warty zapamiętania dzień. Dobry nastrój, bardzo dobre towarzystwo (uściski dla Marty i Nory), wyjątkowa, raczej niespotykana u nas o tej porze aura – słoneczko i +16 stopni!
To był całkiem bogaty rok. Sporo spotkań ze światem. Z ludźmi i krajobrazem. Przeważały góry (patrz Galeria górska z roku 2022), ale to nie znaczy, że na niższych wysokościach nie bywaliśmy wcale. Poniżej kilkadziesiąt na to, dość przypadkowo wybranych, dowodów jako fotograficzne podsumowanie sezonu.
Trochę spóźniliśmy się w tym roku na główny w górach występ jesieni. Pogubiliśmy gdzieś dni, drzewa zdążyły pogubić większość liści. Na szczęście kolory tej złotej pory całkiem jeszcze nie wyblakły, o czym przekonaliśmy się niedawno, podczas kolejnego krótkiego spotkania z Małą Fatrą. Dokumentacja poniżej. Przełom października i listopada, słoneczko, niemalże letnie temperatury. Cztery słynące z pięknych widoków góry – Wielki Krywań, Mały Krywań, Wielki Rozsutec, Mały Rozsutec – oraz kilka rozrzuconych miedzy nimi uroczysk.
Nasza główna baza podczas niedawnego pobytu w alpejskim Salzkammergut: przepiękne, idealne dla pływaków Traunsee – najgłębszy i jeden z największych austriackich akwenów, ulokowana na jego brzegu, przytulna i urocza miejscowość Traunkirchen oraz wyrastająca jakby wprost z jeziora, zewsząd widoczna góra Traunstein – stroma, wybitna, strzelista (a mimo to stosunkowo łatwa do zdobycia) piramida zwana „strażnikiem” całego regionu.
Jak to w Alpach, czasem słońce, czasem deszcz, chociaż tym razem więcej słońca, wbrew wcześniejszym, złowrogim wróżbom próbujących chyba zniechęcić nas do wyjazdu speców od meteorologii. Przyjemne kąpiele w krystalicznie czystych i zaskakująco ciepłych wodach, trochę górskich spacerów, kilka niezbyt wymagających via ferrat oraz odrobina zwiedzania, czyli nasze pierwsze spotkanie z austriackim Salzkammergut. Traunsee, Attersee, Wolfgangsee, Hallstatt, Bad Ischl, Gmunden, Traunkirchen, itp. Piękny czas w przepięknej krainie. Poniżej pierwszy stamtąd wybór zdjęć.
Długa fotograficzna pauza. Ostatnie tygodnie dzieliliśmy między zawodowe obowiązki, intensywne wspinaczkowe od nich odskocznie i spowodowane tymi odskoczniami rehabilitacje, a co za tym idzie, bardzo rzadko sięgaliśmy po aparat. Jedynym wartym odnotowania fotograficznym akcentem był fakt, że autorzy wydanej właśnie monografii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach zdecydowali się z naszych zdjęć uczynić bardzo wyraźną część wizualnej oprawy tego obszernego wydawnictwa. Cieszymy się, że mogliśmy pomóc. Poniżej, jako pamiątkowy ślad, niewielki wybór naszych fotografii, które, mamy nadzieję, w jakimś stopniu przyozdobiły książkę.
Ostatnia porcja obrazków z tegorocznego, kwietniowego wypadu do Dalmacji. Cudne Modro Jezero, które w tym łaskawym, przedsezonowym czasie mieliśmy niemal na własność oraz trochę mglistych pamiątek ze szlaków Gór Dynarskich.
To były zaledwie przystanki w tegorocznej dalmackiej przygodzie. Krótkie, ale bardzo przyjemne. Makarska i Trogir – dwie urokliwe, oblegane latem przez turystów miejscowości, w naszym albumie w wersji mocno przedsezonowej.
Siedem niezwykle urozmaiconych dni w mocno przedsezonowej Dalmacji. Hojne słoneczko, przeważnie niebieskie niebo, umiarkowane, idealne do aktywności temperatury, puste o tej porze roku wybrzeża, piękne krajobrazy, zaledwie garstka turystów. Odpoczynek, kulinarne przyjemności, zwiedzanie, sporo wspinania i kilka akcentów górskich na szlakach Alp Dynarskich. Naprawdę dobry tydzień. Poniżej pierwszy wybór zdjęć.
Zdjęcie jak zdjęcie. Na pozór zwykły obrazek ze słonecznej Chorwacji, a jednak nie do końca. Niemal dokładnie w tym momencie, gdy migawka utrwalała ten dalmacki krajobraz, usłyszeliśmy sygnał komórki. „Halo?”. To był naprawdę piękny, łaskawy i dobry dzień, kiedy dowiedzieliśmy się, że odeszła Danuta. Świat mocno zubożał. Powstała ciemna, cholernie pojemna luka.
W tym roku z wiosną witaliśmy się na styku natury i cywilizacji – w położonej wśród szczytów Wielkiej Fatry zabytkowej wiosce Vlkolínec. Coraz bardziej chory ten nasz ziemski padół, ale trzeba przyznać, że miejscami wciąż całkiem ładny…
Mocno nas przybił tegoroczny marzec, słoneczny, a jednak, z wiadomych powodów, piekielnie ciemny. Struł, pozbawił energii oraz inwencji. Na krótką kurację ruszyliśmy w góry. Żeby odpocząć. Żeby się odbudować. Rozciągnąć gnaty. Rozciągnąć myśli…
Štefanová – cicha wioska leniwie wylegująca się u stóp Wielkiego Rozsutca, jedna z naszych ulubionych baz noclegowych na całej Słowacji – i jej urokliwe okolice, czyli z ostatniego zimowego spotkania z Małą Fatrą galeria druga.
Styczniowe spotkania z zimą na szlakach Małej Fatry to dla nas już swoista tradycja, od której był w ostatnich latach tylko jeden wyjątek, sprezentowany nam, rzecz jasna, przez pandemię. Po zeszłorocznym poście niedawno ponownie ruszyliśmy w stronę jednej z naszych ulubionych grani, oczywiście ze sporymi nadziejami i, jak można się było spodziewać, nie spotkał nas nawet najmniejszy zawód. To był piękny, niezwykle urozmaicony, lekko przedłużony weekend, podczas którego zaserwowano nam bogaty zestaw najlepszych zimowych dań: kilkudziesięciocentymetrową warstwę świeżego puchu, zawieje, zamiecie, siarczysty mróz, rozhulały wiatr obniżający odczuwalną temperaturę do -25 stopni, momenty ograniczonej do minimum widoczności, ale też sporo godzin, gdy się do nas ładnie uśmiechało słońce. A to wszystko dzieliliśmy z zaledwie garstką podobnych nam jednostek. Naprawdę intymna i upojna to była w bieli kąpiel. Poniżej pierwsza z niej porcja ilustracji.
Łapszanka, Kacwin, Niedzica, Osturnia i niemal całkiem bezludne o tej porze roku okolice, czyli porcja obrazków z bardzo rekreacyjnego weekendu na widokowych szlakach Spiszu.
Tłoczne ostatnimi czasy oblicze Tatr nie specjalnie mieści się w naszych estetycznych wzorcach, dlatego zbocza i granie najwyższych polskich gór przedeptujemy znacznie rzadziej niż przed laty. Za to częściej przyglądamy im się z pewnego dystansu…
Obrazków z górskich królestw było ostatnimi czasy sporo, dlatego, dla odmiany, jako fotograficzne podsumowanie roku 2021, prezentujemy serię motywów, które zarejestrowaliśmy w tym sezonie na terenach znacznie niżej położonych. Przyjemne odludzia, dużo kolorów, trochę słodkiej i słonej wody, odrobina tkanki miejskiej oraz kilka pamiątek z dni wspinaczkowych. To był w sumie całkiem estetyczny rok…