Fatra, tym razem Wielka

Zimowe wizyty w słowackich górach to już nasza tradycja. Zwykle wybieramy Małą Fatrę, bo to niezwykle estetyczne pasmo leży zaledwie dwie godziny drogi samochodem od naszego domu. Ostatnio postanowiliśmy jednak obrać ciut dalszy kierunek, by sprawdzić styczniowy walor dotychczas stosunkowo słabo nam znanej (krótkie wypady w okolice Vlkolinca, na Šíp, Ostrą, Lubenę oraz Tlstą) Wielkie Fatry. Dość spontanicznie zrodził się z tego całkiem konkretny sprawdzian dla naszych niemłodych już nóg – podzielona noclegiem w dogodnie położonym, górskim hotelu Kráľova studňa na dwa etapy czterdziestopięciokilometrowa, zimowa tułaczka przez najwyższe partie tego cudownie dzikiego, odludnego zakątka. Urozmaicone trzydzieści kilka godzin: porywisty wiatr, zimno, momentami gęsta jak mleko mgła, ale również sporo nagród za cały trud w postaci pięknych rozpogodzeń.

Słowacja, styczeń 2026.

Šíp

Nie rozpieszcza nas ostatnimi dniami tegoroczna jesień. Leje, na termometrze ledwie kilka kresek, a za oknem zamiast orgii kolorów gnijąca szarość. Tym bardziej jesteśmy szczęśliwi, że na moment przed załamaniem pogody zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć na Słowację, by pierwszy raz w życiu postawić stopę na szlakach Szypskiej Fatry. Šíp – najwyższy szczyt masywu, nie imponuje może swoimi rozmiarami (1169 m n.p.m.), ale panoramy oferuje naprawdę nie byle jakie, co sprawia, że nawet przy pozbawionej słońca, mocno pochmurnej i wilgotnej aurze warto się na niego wdrapać.

Słowacja, październik 2020.

 

Wielka Fatra: Ostrá, Lubená i Tlstá

Przyjemna przechadzka szlakiem dotąd nam nieznanym, jednym z klasyków słowackiej Wielkiej Fatry: z Błatnicy, przez Konský dol i Murań na Ostrą, następnie przez Zadną Ostrą i Báglov kopec (Lubená) na rozległy wierzchołek Tlstej, w końcu dolinami Wapienną i Gaderską, mijając po drodze Jaskinię Mažarną, z powrotem do Błatnicy. Osiem godzin absolutnego spokoju, niezmąconego obecnością innych osób. No i ta pogoda. Połowa września, 28 stopni Celsjusza.

Słowacja 2018.