Podróż jesienna

Stosunkowo krótki to był wypad, niespełna dwutygodniowy, w dodatku do krain, które nie są nam nieznane, ale i tak nazwiemy go podróżą, bo, jak za starych, dobrych czasów, jego rytm wyznaczały wyłącznie proste ochoty, spontaniczność, głód świata i wyobraźnia nieskrępowana żadnymi konkretnymi planami, celami, czy też terminami. Bez zbędnych rezerwacji ruszyliśmy na Południe szukając przestrzeni, słońca oraz barwnych pieczęci wczesnej jesieni. Po sezonie wszystko jest łatwe. Każdego ranka aktualizowaliśmy nasze chęci i przy pierwszej kawie decydowaliśmy, czy treścią najbliższych godzin będzie zwiedzanie, spacer z aparatem, plaża i kąpiel w morzu, trekking, a może wspinanie. Zdarzały się dni tak pojemne, że w ich obrębie mieściliśmy wszystkie te aktywności. Ostatecznie noclegową bazę znaleźliśmy w trzech różnych krajach. Najwięcej czasu spędziliśmy na chorwackiej wyspie Krk, trochę mniej w północnej, górzystej części Włoch, a konkretnie w okolicach Sappady, położonej na styku Dolomitów oraz Alp Karnickich, na koniec wylądowaliśmy zaś w winnej części świetnie nam znanej Słowenii. Nie ma najmniejszej potrzeby rozstrzygać, która kraina smakowała nam najbardziej – razem tworzyły ucztę idealną.

Wrzesień/październik 2026.