Fatra, tym razem Wielka

Zimowe wizyty w słowackich górach to już nasza tradycja. Zwykle wybieramy Małą Fatrę, bo to niezwykle estetyczne pasmo leży zaledwie dwie godziny drogi samochodem od naszego domu. Ostatnio postanowiliśmy jednak obrać ciut dalszy kierunek, by sprawdzić styczniowy walor dotychczas stosunkowo słabo nam znanej (krótkie wypady w okolice Vlkolinca, na Šíp, Ostrą, Lubenę oraz Tlstą) Wielkie Fatry. Dość spontanicznie zrodził się z tego całkiem konkretny sprawdzian dla naszych niemłodych już nóg – podzielona noclegiem w dogodnie położonym, górskim hotelu Kráľova studňa na dwa etapy czterdziestopięciokilometrowa, zimowa tułaczka przez najwyższe partie tego cudownie dzikiego, odludnego zakątka. Urozmaicone trzydzieści kilka godzin: porywisty wiatr, zimno, momentami gęsta jak mleko mgła, ale również sporo nagród za cały trud w postaci pięknych rozpogodzeń.

Słowacja, styczeń 2026.

Zanim rozbudziła się zima…

Galeria zaległych obrazków z naszego ostatniego w roku 2025 wyjazdu w góry. Świąteczne przechadzki szlakami Małej Fatry. Szukaliśmy prawdziwej zimy, sięgającej kolan śnieżnej pierzyny, wyciszającej zmyły wszechobecnej bieli, ale zamiast tego znaleźliśmy jakąś porę przejściową, zaskakująco jak na grudzień kolorową, w sumie całkiem estetyczną. Sporo słońca, sporo lodu i niemal nietknięta ludzką obecnością przestrzeń. Pięknie.

Słowacja, grudzień 2025.

Wizyta w Tyrolu

Trochę wakacyjnych zaległości, czyli galeria zdjęć z sierpniowego pobytu w, jak zwykle gościnnym, austriackim Tyrolu. Trzy doby, którymi dysponowaliśmy, podzieliliśmy w taki sposób, by czasu starczyło zarówno na spacery po upalnym Mieminger Sonnenplateau, gdzie mieliśmy swój apartament, krótki wypad w Alpy Sztubajskie, a także kilka wspinaczkowych prób w przyjemnym, znanym nam już z przeszłości, rejonie Locherboden.

Austria, sierpień 2025.

Lauterbrunnen

Lauterbrunnen – przez wielu nazywana najpiękniejszą doliną w Szwajcarii. Z naszej perspektywy – najbardziej zatłoczony fragment tego cudnego kraju, jaki mieliśmy okazję odwiedzić. Wcześnie rano było całkiem przyjemnie, do godziny dziesiątej jeszcze zupełnie spokojnie, ale później już znacznie gorzej.

Szwajcaria, sierpień 2025.

Oeschinensee

Zwykle przed wyjazdem w nieznane nam wcześniej strony, korzystamy z licznych przewodników, ale wcale nie po to, żeby na ich podstawie stworzyć listę projektów pod hasłem „must see”. Odwrotnie, chodzi raczej o listę miejsc, które będziemy omijać. To bowiem, co najczęściej polecane nieraz nie jest ani odrobinę bardziej warte poznania niż inne atrakcje, a co gorsza, możemy być pewni, że w dobie masowej turystyki natrafimy tam na tłum. Nad niezwykle popularnym Oeschinensee znaleźliśmy się trochę przypadkowo – po prostu po kilkudziesięciogodzinnym załamaniu pogody to w tym rejonie najszybciej miało swoją buzię pokazać słońce. Ostatecznie wyszło dobrze, bo, jak się przekonaliśmy, legendy o uroku tego alpejskiego klejnotu nie są przesadzone. Uprzedzając ewentualne pytania – tak woda naprawdę ma tam taki kolor :)

Szwajcaria, sierpień 2025.

Z letnich spotkań z Dolomitami…

Porcja zdjęć z sierpniowych spotkań z pięknymi jak zawsze, ale z roku na rok niestety coraz dotkliwiej zmienianymi przez turystyczne oraz sportowe trendy Dolomitami. Kilka niezbyt forsownych fotograficznych spacerów, wizyty w przyjemnych zwłaszcza dla podniebienia schroniskach, alpejskie hale, charakterne krowy i Sass Rigais – nietrudny, panoramiczny trzytysięcznik, na wierzchołku którego nigdy wcześnie jeszcze nie staliśmy.

Włochy, sierpień 2025.

Via ferrata Tälli

Podczas ośmiu dni spędzonych w Szwajcarii celowo zrezygnowaliśmy z wymagających projektów i typowo sportowych wyzwań, które pochłonęłyby jednorazowo zbyt dużo energii oraz czasu, kosztem innych przygód. Chcieliśmy cieszyć się możliwie najszerszym spektrum atrakcji. Odpuściliśmy tym razem wspinanie oraz trudniejsze szczyty. Sporo za to dreptaliśmy po wyżej i niżej położonych, mniej i bardziej znanych górskich zakątkach, chłonąc spektakularny krajobraz. Raz tylko wybraliśmy ciut bardziej techniczny teren. Nietrudna via ferrata Tälli, zdaniem wielu źródeł najstarsza tego typu droga w Szwajcarii, sprawiła nam mnóstwo przyjemności. Tym bardziej, że przez pół dnia byliśmy zupełnie sami, co w środku sezonu na alpejskich żelaznych perciach nie zdarza się raczej często.

Szwajcaria, sierpień 2025.

Nad Brienzersee

Głównym punktem naszego sierpniowego wypadu miała być słabo przez nas dotychczas poznana, niewidziana od ośmiu lat Szwajcaria, a przynajmniej skromna jej część. Główny „obóz” założyliśmy nad brzegiem urokliwego jeziora Brienzersee, co mocno wpłynęło na kształt całej szwajcarskiej przygody. Sielski, kąpielowy akwen ogniskował naszą uwagę nie mniej niż wysokogórskie zakątki, przyjemnie nas rozleniwiał :)

Szwajcaria, sierpień 2025.

Alpejskie tułaczki

Podobnie jak w poprzednich sezonach, w tym roku kilkanaście sierpniowych dni poświęciliśmy alpejskim krainom szukając nieznanych nam jeszcze krajobrazów, estetycznych pożywek, ale przede wszystkim szlaków, na których obcowania z przyrodą nie zakłóca nadmiar turystów. Fotograficznych pamiątek przywieźliśmy sobie sporo, zatem nasz internetowy album zdominują w najbliższym czasie obrazki z górskich i okołogórskich rejonów. Na początek dość ogólna, poglądowa galeria. Austria, Szwajcaria i Włochy. Alpy Sztubajskie, Alpy Sarntalskie, Dolomity oraz Berneński Oberland.

Sierpień 2025.

Nie tylko natura

Drugi wybór obrazków z wiosennego wypadu do Włoch. Naszym głównym celem były oczywiście spotkania z naturalnym krajobrazem, wspinaczkowe poszukiwania idealnego wapienia i niezbyt forsowne aktywności piesze, ale to nie znaczy, że zupełnie porzuciliśmy cywilizację. Sporo dobrych chwil spędziliśmy w jak zwykle wygodnym, tętniącym sportową energią Arco, a także w innych kameralnych ośrodkach – Sterzing (Vipiteno), Cesiomaggiore, Belluno oraz Valdobbiadene.

Włochy, kwiecień-maj 2025.

Trzy pory roku

Przełom kwietnia oraz maja. Nasza kolejna wizyta w północnej części gościnnej Italii i spotkanie z aż trzema porami roku. W wysokich partiach Dolomitów solidna, trudna dla tułaczy zima, w dolinach mieniąca się jaskrawymi zieleniami wiosna, a w niektórych najbardziej nasłonecznionych rejonach warunki i temperatury niemalże letnie, pozwalające nawet na krótkie odświeżające kąpiele. Poniżej z tych bogatych dziesięciu dni galeria pierwsza.

Włochy, kwiecień-maj 2025.

Zimowa wizyta w Salzkammergut

Drugi rok z rzędu w połowie lutego obieramy kierunek na alpejskie krainy i drugi raz zamiast zimy spotykamy wiosnę. Coraz dziwniejszy ten klimat. W regionie Salzkammergut na opustoszałych górskich halach śniegu jak na lekarstwo, kwiecie w rozkwicie, motyle oraz bzyczące pszczoły. Krótki to był wypad. Sporo czasu spędziliśmy w samochodzie, trochę pospacerowaliśmy po mniejszych i większych nierównościach, ale głównie odpoczywaliśmy od codzienności gapiąc się na przeurocze nawet o tej porze roku jeziora: Wolfgangsee, Attersee, Hallstätter See, Altausseersee oraz Grundlsee.

Austria, luty 2025.

Fatrzańskie świętowanie

Pierwsza galeria w nowym roku z naszego ostatniego wyjazdu w roku ubiegłym. Okres świąt Bożego Narodzenia, który tym razem spędziliśmy w górach, a konkretnie na szlakach słowackiej Małej Fatry, chyba najczęściej odwiedzanego przez nas górskiego pasma. Cisza, przestrzeń i dwie pogodowe rzeczywistości jednocześnie – w dolnych partiach zaskakująco przyjemnie, ciepło, słonecznie, niemal wiosennie, a u góry sroga, trudna zima, pełna słońca, ale też mroźna i bardzo wietrzna. Ludzi jak na lekarstwo, więc niemal samotnie przedeptaliśmy kilka nieznanych nam jeszcze niższych ścieżek, a na głównej grani przetorowaliśmy szlak pomiędzy Krywaniami.

Słowacja, grudzień 2024.

Spektakl

Krótkość listopadowych dni czasem przytłacza, ale ma też jeden wyraźny plus – w górach znacznie łatwiej niż na przykład latem, czasem nawet przypadkiem, można natknąć się na pełen magicznych świateł spektakl wyreżyserowany przez zachodzące słońce. Przekonaliśmy się o tym ostatnio na szlakach Małej Fatry.

Słowacja, listopad 2024.

W Alpach Zillertalskich

Ostatnia galeria z naszych intensywnych, sierpniowych spotkań z górami. We włoskiej części Zachodnich Alp Zillertalskich spędziliśmy zaledwie dwa dni, ale udało się wycisnąć z nich całkiem sporo. Mimo niepewnej pogody bez problemów wdrapaliśmy się na dwa przystojne trzytysięczniki – Wurmalmspitze (3022 m n.p.m.) i Wilde Kreuzspitze (3134 m n.p.m.), zdążyliśmy dobrze poznać okolice prześlicznego jeziora Lago di Selvaggio (Wilder See), przyjrzeliśmy się dokładnie drewnianej zabudowie wioski Malga Fane, uważanej za jedno z najpiękniejszych tego typu miejsc w Tyrolu Południowym, oraz zjedliśmy kilka naprawdę znakomitych dań w Brixner Hütte (Rifugio Bressanone) – bez wątpienia najlepszej górskiej jadłodajni, jaką dotychczas spotkaliśmy na swojej drodze.

Włochy, sierpień 2024.

Wizyta w Lienzkich Dolomitach

Dolomity Lienzkie były ostatnim etapem naszego sierpniowego wypadu i niestety zostawiliśmy sobie na to niezwykle interesujące, nieznane nam wcześniej pasmo zdecydowanie zbyt mało czasu. Głównym kierunkiem krótkiego rozpoznania dość spontanicznie uczyniliśmy Seekofel (2738 m n.p.m.), na który prowadzi bardzo przyjemna, graniowa ferrata.

Austria, sierpień 2024.