Florencja. Stolica Toskanii.

Florencji chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. To w końcu jeden z najważniejszych ośrodków w historii kultury europejskiej. Poniżej m.in. Plac Michała Anioła, Most Złotników, brzegi Arno, Katedra Matki Boskiej Kwietnej i Kościół Świętego Krzyża, czyli trochę ilustracji z naszej burzowej, wilgotnej i dusznej przechadzki po stolicy Toskanii.

Włochy 2015.

Piza. Wieczór na „Polu Cudów”.

Do słynnej Pizy trafiliśmy dość przypadkowo. Bo męczył nas głód, bo wracając z Korsyki mieliśmy ochotę na jeszcze jedną kulinarną przygodę, bo przejeżdżaliśmy obok. I choć zwykle mocno męczymy się w miejscach tak popularnych turystycznie, tym razem nasz wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Zaskakująco bezludny plac Campo dei Miracoli (Pole cudów) w miękkim świetle udającego się na spoczynek słońca prezentował się zacnie, a dumne dzieła wielkich włoskich mistrzów świeciły całym swoim blaskiem. Tylko jedna wieża z niejasnego powodu wyraźnie się na nas krzywiła :) Kolacja, rzecz jasna, wyśmienita – pikantne gnocchi z rybą, ravioli z fondue, tiramisu i kilka łyków lokalnego wina.

Włochy 2015.

Cima di Terrarossa

Mierzyliśmy w którąś z wymagających ferrat na Montaž (Jôf di Montasio), lecz wyjątkowo kapryśna w tym roku alpejska aura zmusiła nas do zmiany planów. Co prawda udało się w końcu trafić na pogodowe okno, ale szybko wyszło na jaw, że kilkudniowy, zimny front pozostawił po sobie grubą warstwę zmrożonego śniegu przemieniając tym samym najwyższe partie masywu w iście zimowe wyzwanie. Bez raków nie było szans. Lekko rozczarowani postanowiliśmy poszukać zadośćuczynienia. Udało się. Ciut niższa, łatwo dostępna, chociaż również ośnieżona Cima di Terrarossa okazała się niezwykle gościnna i przez kilka godzin obficie karmiła nas przepięknymi panoramami, bliskością alpejskiej fauny, absolutną ciszą i nadmiarem słońca. To dużo więcej niż się spodziewaliśmy.

Włochy 2014.

Oko w oko z capra ibex.

Z nastaniem września szczyt sezonu w słoweńskich i włoskich Alpach Julijskich dobiega końca i poza weekendami góry wyraźnie pustoszeją. Nierzadko ilość turystów można policzyć na palcach jednej ręki, nawet jeśli na szlaku spędzamy cały dzień. Sytuacja ta otwiera przed nami szansę na spotkania mniej typowe. I tak oto, poznając włoski masyw Jôf di Montasio mieliśmy mnóstwo okazji, by cieszyć się towarzystwem głównych zarządców tych stron, czyli alpejskich koziorożców  (capra ibex). Chyba nigdy wcześniej żadne inne dzikie zwierzęta nie pozowały nam równie chętnie.

Włochy 2014.